10 mln pikseli w kompakcie

Sony zaprezentowało aparat z sensorem 10 milionów punktów. Matryca ta pozwala cyfrówce pokonać barierę rozdzielczości, zarezerwowaną do tej pory dla aparatów na tradycyjny film. Obrazy z DSC-R1 mogą zawierać więcej detali niż większość zdjęć zarejestrowana na negatywie 35 mm!

Sony zaprezentowało aparat z sensorem 10 milionów punktów. Matryca ta pozwala cyfrówce pokonać barierę rozdzielczości, zarezerwowaną do tej pory dla aparatów na tradycyjny film. Obrazy z DSC-R1 mogą zawierać więcej detali niż większość zdjęć zarejestrowana na negatywie 35 mm!

Sony, wprowadzając na rynek model DSC-R1, powtarza swój sukces z 2003 r., kiedy to zaprezentowało pierwszy kompakt wyposażony w matrycę 8-megapikselową (DSC-F828). Rozdzielczość 10 MP w zaawansowanym DSC-R1 to nie jedyne novum. Po raz pierwszy w aparacie kompaktowym umieszczono sensor, jaki do tej pory montowano wyłącznie w lustrzankach - matrycę CMOS. Jest ona o wiele większa niż te, które znajdują się w kompaktach - jej wymiary zbliżone są do formatu APS i wynoszą 21,5 x 14,4 mm (dla porównania podobnej klasy kompakt - Panasonic DMC-FZ30 - wyposażony jest w matrycę o wymiarach 7,18 x 5,32 mm).

Do lustrzanki jeden krok

Nie tylko matryca jest elementem rodem ze sprzętu innej klasy. Bardziej lustrzankowa niż kompaktowa jest także optyka R1. Obiektyw (24-120 mm) obsługuje się ręcznie - do zmiany ogniskowej służy jeden z dwóch pierścieni, który odpowiada za przesuwanie się względem siebie soczewek (w większości kompaktów zoom sterowany jest elektronicznie).

Budowa korpusu

Zmianę ogniskowej umożliwia pierścień na obiektywie. Na zdjęciu przedstawiliśmy maksymalne odchylenie panelu LCD.

Zmianę ogniskowej umożliwia pierścień na obiektywie. Na zdjęciu przedstawiliśmy maksymalne odchylenie panelu LCD.

Można powiedzieć, że korpus składa się z dwóch podstawowych elementów - potężnego członu obiektywowego oraz połączonej z nim wygodnej rękojeści. W "części optycznej" umieszczono wyraźnie odstający od tylnej ścianki cyfrówki okular elektronicznego wizjera. Tuż nad nim, a więc bardzo nietypowo, w miejscu gdzie na ogół spotyka się sanki do zewnętrznej lampy błyskowej, zlokalizowano odchylany panel LCD. Niestety, rozwiązanie zastosowane w R1 ustępuje pod względem funkcjonalności temu, jakie spotykamy w Canonach, Nikonach czy Minolcie. Monitora nie uda się bowiem obracać w dowolnym kierunku. Nietypowo umieszczono sanki lampy błyskowej - znajdują się na rękojeści.

Aparat dysponuje dwoma kółkami zmiany wartości - jednym, znajdującym się pod kciukiem, i drugim, umieszczonym na środku tylnej ściany aparatu. Obydwa pozwalają na wygodną i szybką zmianę ustawień. Warto zwrócić uwagę na znajdujący się w obręczy jednego z kółek nastawczych minidżojstik. Za jego pomocą użytkownik R1 może surfować po menu aparatu.

Producent przewidział kilka przycisków służących do wykonania bezpośrednich ustawień czułości, profilu balansu bieli, trybu migawki i flesza. Koło trybów pracy zlokalizowano na tylnej ścianie cyfrówki tuż pod wizjerem. Znajdują się na nim typowe "twórcze" tryby (M, A, S, P), "zielony" tryb dla początkujących i cztery profile: krajobraz, zmierzch, portret, portret o zmierzchu.

Obsługa aparatu

DSC-R1 to przemyślana i przyjazna dla zaawansowanego użytkownika konstrukcja. Wiele parametrów daje się ustawić bez konieczności "nurkowania" w menu aparatu (zresztą dość przejrzystym). Bardzo dobrze można ocenić obraz, wyświetlany na wewnętrznym ekranie LCD. "Prawie lustrzanka" Sony ma jednak i minusy. Dość dokuczliwy jest brak możliwości odchylenia LCD w dół.

Jakość obrazu

DSC-R1 jest pierwszym kompaktem, który pokonuje barierę jakości, jaką daje tradycyjny materiał światłoczuły. Porównaliśmy zdjęcie tablicy testowej wykonane na negatywie i niskoczułym slajdzie odwzorowaniem tej samej tablicy wykonanym Sony DSC-R1. Okazało się, że nowy kompakt jest w stanie zarejestrować więcej szczegółów niż negatyw Superia o czułości ISO 100. Dużo mniejsza różnica występuje przy porównaniu obrazu z R1 i slajdu. Ten ostatni przy dużym powiększeniu gubi wiele detali w ziarnie - cyfrówka odwzorowuje je znacznie czyściej.

Wystawiliśmy bardzo dobrą, ale wstępną ocenę za ostrość obrazu. Może ona ulec zmianie po pojawieniu się porównywalnych technicznie modeli konkurencji.

Twórcy oprogramowania Sony DSC-R1 nie dopracowali dwóch kwestii: po pierwsze, aparat ma tendencję do rejestrowania obrazu zbyt jasnego (tak zdarzyło się na przykład przy naszej próbie dynamiki), po drugie niezbyt dobrze automatycznie dostosowuje się do warunków oświetleniowych.

Dynamika

Powiększony fragment tablicy ostrości.

Powiększony fragment tablicy ostrości.

Aby rzetelnie ocenić możliwości aparatu w odwzorowaniu zarówno obszarów bardzo jasnych, jak i bardzo ciemnych, musieliśmy dokonać kompensacji ekspozycji. Aparat źle zmierzył światło i przy automatycznych ustawieniach czasu i przysłony pozbawiłby fotografię szczegółów w najjaśniejszych partiach obrazu. Plusem cyfrówki jest fakt, że podczas kadrowania R1 poinformował o niebezpieczeństwie powstania "wypaleń" (aparat dysponuje znaną z kamer wideo funkcją "zebry"). Pod względem dynamiki DSC-R1 spisał się nieźle. Poziom zakłóceń oceniliśmy na średnim poziomie. Pod tym względem obrazy z R1 są porównywalne do zdjęć z opisanej w tym numerze lustrzanki Konica Minolta

Dynax 5D (str. 68). Aparat, dzięki zastosowaniu dużej matrycy CCD, pozwala na fotografowanie przy wysokich czułościach (nawet ISO 3200). Nie warto jednak ich używać. Zdjęcia wykonane przy ISO 1600 charakteryzują się, w porównaniu z fotografią z lustrzanek, dość wysokim poziomem szumów. Oczywiście w zestawieniu z innymi kompaktami możliwość wykonania zdjęć przy tak wysokich, zarezerwowanych do tej pory tylko dla lustrzanek, czułościach jest sporym atutem R1.

Kolory i balans bieli

Pod tym względem aparat nie wypadł dobrze. Po pierwsze, bardzo słabo rozpoznał światło żarowe - zdjęcia w pomieszczeniu, przy ustawionym trybie AWB, były zażółcone. W plenerze, gdy sfotografowaliśmy tablicę barw Gretag Macbeth, pola neutralne zos-tały odwzorowane jako niebieskawe. Po drugie, słabo działający balans bieli spowodował niską ocenę odwzorowania barw. Niewiele lepiej barwy zostały rozpoznane w trybie balansu ręcznego i flesza - aparat uzyskał w tych próbach tylko 4 punkty.

Podsumowanie

Sony DSC-R1 przełamał kolejną barierę jakości. Dysponuje właściwie wszystkimi funkcjami, jakie potrzebne są zaawansowanemu użytkownikowi. Profesjonalista do konstrukcji DSC-R1 może mieć jednak kilka uwag. Aparat nie został dostatecznie uszczelniony, co może mieć zły wpływ na jego elektronikę podczas fotografowania w deszczowy dzień. Niestety, dysponuje tylko jednym profilem balansu bieli użytkownika, co ma znaczenie przy słabo funkcjonującym automacie. Można mieć też zastrzeżenia do dość ciężko działającego pierścienia zmiany ogniskowej.

Reasumując, mimo nielicznych wad, Sony DSC-R1 jest na pewno godny polecenia.


Zobacz również