Najbardziej sobie cenię w wypowiedziach Mr Tad tę adekwatność (bo styl już niestety nie ten sam co kiedyś - można zrozumieć, co napisał już po jednokrotnym przeczytaniu): Miodzia poruszył(a) coś z kwestii językowych, a Mr Tad od razu "odpowiada". Mniej językowo, bardziej ideologicznie, ale zawsze to coś ;)
@Tad nie rozumie takich rzeczy. On widzi próbę zmonopolizowania rynku poprzez otwarty kodek uważając że lepiej stosować zamknięty...
@Gość -> "otwarty prawie wyłącznie na tych co chcą w nim coś złego zrobić"? Haaalooo, Ziemia do szanownego pana, tu Ziemia, tu Ziemia, słyszy nas pan? W jaki niby sposób ktoś kto chce zrobić w kodzie coś złego przekona programistów rozwijających oprogramowanie do zaakceptowania jego złośliwych zmian i wprowadzenia ich do kolejnej oficjalnej wersji?
Miodzia: taki otwarty kod, to dobra nazwa, bo jest otwarty prawie wyłącznie na tych co chcą w nim coś złego zrobić. Reszta prawie nie czyta ze zrozumieniem dogłebnym źródeł ani nawet (zazwyczaj) nie interesują one autorów, bo są zajęci następnym projektem lub wreszcie dostali coś dochodowego pod VS.
czyli google chce być monopolistą pod pretekstem, żeby zapobieć, że inni (wielu) mogli by być monopolistami (czyli jednym źródłem). Jednak chodzi o coś innego, o przechwycenie rynku strumieni w przyszłości i informacji o nim, do czego google się zobowiązało i co jest być albo nie być goola w jego modelu biznesowym i politycznym.
Czy zamiast niepotrzebnego neologizmu „otwartoźródłowym ” nie można było napisać „otwartym”?

