5 najgorszych ekranizacji gier wideo

Od razu zaznaczam, że celem jest wskazanie jedynie pięciu najgorszych filmów stworzonych na podstawie gier wideo. Najchętniej wybrałbym trzydzieści, ale ogranicza mnie miejsce. Poniżej przedstawiam moje propozycje

Gry wideo ożywiają wyobraźnię twórców filmów, zupełnie jak książki. Mało tego, często okazuje się, że gdzieś tam jest ktoś, kto te pomysły finansuje. Nie ma co ukrywać: większość takich produkcji nadaje się zupełnie do niczego, mając w zasadzie z grami wspólny jedynie tytuł.

Bardzo często to właśnie gra posiada dużo bardziej rozbudowaną fabułę. Dodatkowo dochodzi jeszcze interaktywność czy nawet bardziej rozbudowane efekty specjalne. Przyjrzyjmy się zatem filmom, które nigdy nie powinny były się ukazać, a jednocześnie ich producenci wzorowali się na niekiedy bardzo dobrych przedstawicielach elektronicznej rozrywki.

Resident Evil - seria

Seria rozpoczęta w 2002 roku filmem Resident Evil , po czym na nieszczęście wszystkich oglądających ukazały się również Resident Evil: Apocalypse, Extinction i Afterlife. Fabuła filmu nie odbiegała znacząco od znanej serii survival horrorów. Otóż główna bohaterka Alice (w tej roli Milla Jovovich), jako osoba zatrudniana przez złowrogą korporację o dźwięcznej nazwie "Parasolka", budzi się w Gnieździe i ma amnezję.

"Gniazdo" to supertajne laboratorium zajmujące się badaniami nad genetyką, umiejscowione gdzieś pod Racoon City. Jeżeli filmu nie widzieliście, to już domyślacie się co takiego się tam wydarzyło. Tak jest: wszystko wymyka się spod kontroli i dalej mamy już klasyk.

W grach, do dobrej zabawy, wystarczy nam śladowy element fabuły z dodatkiem rewelacyjnego gameplaya. W filmie rozgrywki i interakcji ze światem przedstawionym nie uświadczymy. Po 10 minutach wiemy jak wszystko się skończy i jedyne co nam zostaje to patrzenie jak Jovovich, korzystając z arsenału bogatego jak szejkowie naftowi, rozstrzeliwuje kolejne fale zmienionych przez wirusa T nieszczęśników. Przypomina to trochę oglądanie tego jak gra kolega - słabo. W następnych częściach piękna Mila sama mutuje stając się zabójczą bronią. Gdy tylko myślę o tym, chce mi się ziewać, a co dopiero to oglądać.

DOA: Dead Or Alive

Dead od Alive - najlepsza scena w filmie

Dead od Alive - najlepsza scena w filmie

Film z 2006 roku bazujący na historii zawartej w grze Dead Or Alive od Tecmo/Team Ninja. Fabuła rewelacyjnie pokrywa się z tą, zawartą w grze. Zawodnicy dostają zaproszenie do jakiegoś wybitnie elitarnego turnieju, który ma miejsce na prywatnej wyspie. Niby wszystko w porządku, tylko że tu mówimy o grze walki, w której głównym celem jest pobicie przeciwnika, a nie zastanawianie się nad głębokimi motywami postępowania naszego wspaniałego bohatera.

Ten przecież musi być bohaterem dynamicznym. Bądź chociażby musi mieć jakieś problemy ukazujące dualizm jego postępowania. W filmie twórcy się postarali. Finał jest taki, że najlepszą sceną jest scena gry w siatkówkę plażową, gdzie kilka głównych bohaterek ukazuje swoje nie do końca ubrane ciała.

Wyszło na to, że jednak zatrudnienie prześlicznych kobiet (Jamie Pressly, Holly Valance itp.) nie gwarantuje tego, że film będzie choć trochę zajmujący. No cóż wyniki sprzedażowe mówią same za siebie, budżet filmu to 21 milionów dolarów, film zaś wygenerował przychód w okolicach 7 milionów. Mnie to nie dziwi. Szkoda tylko kariery tych, którzy w tym filmie wystąpili.


Zobacz również