50 dolarów na godzinę za grę w MMO?

Chyba każdy, kto miał do czynienia z grami MMO, spotkał się kiedyś z pojęciem "chinese farmer". Pod tym zabawnym, nieco złośliwym, terminem, kryje się gracz, który spędza większość swojego czasu na zdobywanie przedmiotów i złota w wirtualnym świecie. Po co? Otóż świecidełka utrzymują świetne ceny na międzynarodowych serwisach aukcyjnych.

Oczywiście sformułowanie chinese gold farming nie wzięło się znikąd. Od dawna wiadomo, że większość farmerów to właśnie Chińczycy, którzy zalewają swoimi ofertami serwisy aukcyjne w Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej. Sprzedawane jest dosłownie wszystko - wirtualne złoto, napoje, unikatowa broń czy pancerze. Nie brak również ofert sprzedaży całych kont w różnych grach.

Zjawisko z początku traktowane było z przymrużeniem oka. Wraz ze wzrostem popularności gier MMO (fenomen World of Warcraft ?), farming przerodził się w poważny biznes.

W Chinach farmienie dla wielu osób stało się po prostu normalną pracą. Choć niewielu graczom udaje się rozgryźć system i zarabiać aż 50USD na godzinę (choć zdarzają się i tacy!), to potężna grupa farmerów zgarnia z MMO nawet 210USD miesięcznie (dane pochodzą m.in. z baz firm IGE oraz IGoldC, obie zajmują się dystrybucją wirtualnych dóbr na szeroką skalę).

Trzeba zaznaczyć, że kwota o której mowa, jest niemal dwukrotnie większa od dochodu per capita w wielu miastach ChRL (około 131USD).

Wszystko wskazuje na to, że chinese gold farming w kolejnych latach będzie miał się bardzo dobrze. Więcej, jest niemal pewne, że ta "szara strefa" rozrywki MMO jeszcze się powiększy...


Zobacz również