6 brudnych sztuczek z SEO

Ostatnie miesiące pokazały kilka ciekawych przykładów na to jak nie należy korzystać z silników optymalizacji I jak nie robić SEO. Zeszłej jesieni DecorMyEyes, a niedawno JCPenney pokazały, że stosowanie nieczystych zagrań w sprawach SEO nie może się dobrze skończyć.

Oczywiście przypadki dwóch wymienionych to nie wszystko. Po prostu one ściągnęły na siebie najwięcej uwagi. Tym niemniej są one dla wszystkich doskonałym przykładem na to, jak można skończyć oszukując przy SEO. Trzeba pamiętać, że zawsze są dwie drogi: dobra i zła. Jeśli nie chcecie wkurzyć Google, to lepiej się upewnijcie, że idziecie tą pierwszą.

Co zatem zrobić, żeby poprawić pozycjonowanie swojej strony w wyszukiwarce? Tutaj opowiemy wam czego zdecydowanie nie należy robić.

1. Ukrywanie treści

Numerem 1 wśród "czarnych" technik SEO jest tzw. "content cloaking". Jest to nic innego jak oszukiwanie silników wyszukiwarek (i osób odwiedzający stronę), za pomocą ukrytych treści, które są "zaszyte" głęboko na stronie. Treści te są zupełnie niewidoczne dla użytkowników, ale widoczne wyszukiwarki.

Najbardziej znanym przykładem wykorzystania (i zostania za to ukaranym) tej techniki jest BMW. Niemiecki dealer samochodowego giganta, zastosował na swojej stronie tę sztuczkę. Jedna z ukrytych podstron została naszpikowana słowami kluczowymi - w tym wypadku były to "samochody używane". System Google wychwycił to i strona od razu poszła do góry.

Naturalne stało się zatem, że użytkownicy, którym Google pokazał stronę BMW wysoko w wynikach, skusili się na to, żeby kliknąć w link. Po zrobieniu tego JavaScript od razu przekierowywał bezpośrednio na stronę główną BMW, gdzie oczywiście o samochodach używanych wiele informacji nie było.

Czy zatem BMW zyskało na tym? Na bardzo krótką metę tak. Brudna sztuczka SEO szybko została odkryta przez Matta Cuttsa, inżyniera Google, za sprawą którego strona BMW została całkowicie zablokowana z wyników wyszukiwania.

2. Zdobywanie linków od brokerów i sprzedawców

Kolejnym nieczystym zagraniem SEO jest zapłacenie brokerowi linków lub wzięcie udziału w programie wymiany linków, aby pojawiły się one na różnych stronach rozrzuconych po całym Internecie.

Powód, dla którego korzystanie z tej techniki jest tak kuszący, jest bardzo prosty. System oceniania stron Google, ocenia ważność strony między innymi na podstawie tego jak wiele linków do niej kieruje. O tym, że działa to dobrze tylko na krótką metę, przekonało się wspomniane JCPenney, które niedawno podzieliło los BMW.

Dlaczego nie należy tego robić? Głównie dlatego, że jest narusza to bezpośrednio przewodniki dla webmasterów opracowane przez Google, a za nieprzestrzeganie ich można zostać surowo ukaranym. Jeśli zatem uczestniczysz w programie wymiany linków, niezależnie czy ty kierujesz do strony ze spamem, czy ona do ciebie, możesz być pewien, że wpłynie to negatywnie na to jak mechanizm wyszukiwarki będzie postrzegał twoją stronę.


Zobacz również