7 Sins

Jestem playboyem! Zaraz sobie beknę...

Jestem playboyem! Zaraz sobie beknę...

Rynek tytułów simsopodobnych jest nieustannie zalewany przez kolejne fale nowości. Jedne wnoszą nieco więcej do gatunku, inne trochę mniej. Wszystkie mają jedną, wspólną cechę: nie są w stanie pobić oryginału. Swojej szansy pretendenci szukają zatem w przesączaniu gier jak największą dawką erotyzmu. I o ile zabawa w Singles czy Playboy dawała sporo satysfakcji, o tyle w 7 Sins wydaje się, że twórcy lekko przegięli.

W wielkim jabłku

Gra zaczyna się w momencie twojego przybycia do Apple City. Nawiązanie do Nowego Jorku (Big Apple) wydaje się całkiem słuszne. Nocne miasto pełne jest klubów czy drogich sklepów. Jesteś młodym, przystojnym i głodnym sukcesu podrywaczem. Swoją przygodę zaczynasz od pracy w ekskluzywnym sklepie SUKS. Będziesz musiał zbajerować kilka obrzydliwie bogatych klientek, aby móc się wyrwać dalej, na głębokie wody. Celem jest oczywiście zrobienie wielkie kariery, dlatego prowadzenie własnego erotycznego show powinno być niezłe na początek.

Małe grzeszki

A teraz wypnij się trochę, skarbie

A teraz wypnij się trochę, skarbie

rze na plus należy zapisać innowacyjny system potrzeb głównego bohatera. W 7 Sins nie uświadczysz klasycznych pasków w stylu głód czy higiena. Są za to trzy inne. Podniecenie, stres i irytacja. Wartości te rosną na skutek interakcji z innymi postaciami. Trzeba jednak pilnować, aby żaden z pasków się nie przepełnił, gdyż wówczas twój playboy ma kryzys i dostaje szału, a ty chwilowo tracisz nad nim kontrolę. Aby zapobiec wypełnieniu pasków potrzeb, dopuszczasz się grzeszków, takich jak gniew, duma czy pożądanie. I tak, aby dać upust irytacji, możesz nasikać do kwiatka czy zwymyślać przechodniów. Stres obniżysz, ucinając sobie drzemkę w środku dnia. Podniecenie zneutralizujesz, obmacując dziewczyny na dyskotece. Nie są to zbyt wysublimowane sposoby zaspokajania potrzeb, ale i cała gra do wyrafinowanych nie należy.

Gra wstępna

Kochanie, masz usta jak langusta

Kochanie, masz usta jak langusta

Poza wałęsaniem się po domu i terytoriach przyległych lwią część rozgrywki spędzasz na rozmowach z innymi osobami i na... minigierkach. Rozmowy są rozbudowane: opcji jest bardzo dużo, a kolejne pojawiają się w miarę postępu kontaktów. Ponadto poszczególne osoby lubią pewne sposoby zachowań, o czym przekonasz się w trakcie dłuższej znajomości. Niestety, wypowiedzi nie jest aż tak wiele, aby nie zaczęły się powtarzać podczas poznawania trzeciej z rzędu osoby. Drugim istotnym elementem gry są wcześniej wymienione minigierki. Występują one prawie zawsze, gdy wykonujesz któryś z grzeszków. Niestety, nie są to wyzwania stojące na najwyższym poziomie. Zwykle ograniczają się do wciskania klawiszy w odpowiednim momencie, by na przykład nie puścić pawia albo żeby nikt nie zauważył jak okradasz ubrania w szatni. Czasami trzeba narysować myszą odpowiednie kształty albo wcelować w owady podczas obsikiwania kwiatka. To już druga gra, która kojarzy podrywanie dziewcząt z bekaniem i puszczaniem gazów (Larry: Magna Cum Laude). Czy dzisiejszy playboy naprawdę musi być chamem i prostakiem?

Cześć, dziewczyny!

Haroldzie, jak śmiesz!?

Haroldzie, jak śmiesz!?

Rozgoryczenie związane z rozgrywką częściowo neutralizuje ładna grafika. Całość jest utrzymana w nieco komiksowej konwencji. Otoczenie jest bogate w detale, zadbano o jakość tekstur, co dobrze robi też postaciom. Nie jest to poziom Singles 2, ale jest lepiej niż w Playboyu. Dziewczyny z 7 Sins wyglądają nieźle, choć zdarzają się niechlubne wyjątki (kobieta z głową zombie). Fajnie wypadają też efekty specjalne. Gdy rozmawiasz, kamera wykonuje zbliżenie na postacie, a całe tło rozmywa się. Równie ciekawie prezentuje się wpadnięcie w szał:Cały obraz się rozmywa, a twój bohater biega w totalnym amoku, wydając różne, mało artykułowane dźwięki.

Nudziarz podrywacz

Podsumowując, trzeba zaznaczyć, że za sprawą powtarzalnej rozgrywki gra bardzo szybko robi się nudna jak flaki z olejem. Jedyne zadania, jakie przed tobą stoją, to wyrywanie panienek oraz utrzymywanie nerwów na wodzy, aby nie złapać kryzysu.

Początkowo wydaje się to dość zabawne, ale nuda nadchodzi z prędkością błyskawicy. Jest to związane z brakiem jakiegokolwiek urozmaicenia rozgrywki. Przykładowo, w Playboy: The Mansion, oprócz podrywania, miałeś możliwość organizowania imprez i wchodzenia w normalne układy przyjacielskie z wieloma osobami. Do tego oczywiście dochodziło zarządzanie całą gazetą. W 7 Sins niczego takiego nie uświadczysz. To jakby obedrzeć wspomnianego wyżej Playboya z większości jego elementów, zostawiając flirtowanie. Jeśli niestraszne ci monotonia uwodzenia i zręczne sikanie do kwiatków, to w 7 Sins masz szansę zostać Playboem nowej ery.

<hr size=1 noshade>Casanova

Słynny Casanova był włoskim podróżnikiem żyjącym w XVIII w. Swoim swobodnym trybem życia i zamiłowaniem do romansowania zyskał sobie opinię awanturnika, uwodziciela i szarlatana. Ponadto zajmował się pamiętnikarstwem oraz... pisaniem powieści fantastycznych. Postaci Casanovy poświęcono wiele utworów literackich i muzycznych.

<hr size=1 noshade>

Twórcy najwyraźniej wyszli z założenia, że seks się sprzeda niezależnie od tego jak go zapakować. Niestety, rozgrywka jest potwornie nudna, a zręcznościowe gierki zbyt hardcorowe. Dziewczyny, takie numery naprawdę was kręcą? Songo

7 Sins - przygody playboya

Producent: Monte Cristo

Polski wydawca: LEM

Cena: 69,90 zł

Wymagania: CPU 1,0 GHz, 256 MB RAM, grafika 32 MB

Minusy: szybko się nudzi, denne minigierki, kiepski humor

Plusy: ładna grafika, sporo opcji, rozmowy


Zobacz również