Age of Wonders: Shadow Magic

Kolejna część sławnej turówki okazuje się jedynie rozbudowaną kampanią. Na szczęście rozgrywka jest ciekawa.

Kolejna część sławnej turówki okazuje się jedynie rozbudowaną kampanią. Na szczęście rozgrywka jest ciekawa.

Mam przyjemność oznajmić, że na rynek wkracza trzecia część Age of Wonders. Zaraz, zaraz... Czy to na pewno jest część trzecia? Wszak w tytule nie ma trójki. Jeśli uznać ów chwyt za celowy, to mamy do czynienia ze sprytnym posunięciem twórców: gra wygląda tak samo jak przedtem, a w mechanice nic się nie zmieniło. Dodano jednak tyle nowości, że jak na dodatek do podstawki jest ich aż za dużo. Przy tym Shadow Magic nie wymaga pełnej wersji gry i instaluje się niezależnie.

Zdaje się, że właśnie zostało odkryte brakujące ogniwo w teorii ewolucji między pełną wersją gry a dodatkiem. Cóż to zatem za stworzenie? Zobaczmy!

Dla przypomnienia

Grafika jest baśniowa i klimatyczna. To nie Herosi IV, nie zobaczysz tutaj fabryk czy obrzydliwych i niedopracowanych miast. Tak jak w każdej turówce, twoi bohaterowie podróżują po planszy, zwyciężają potwory i często dostają zlecenia.

Grafika jest baśniowa i klimatyczna. To nie Herosi IV, nie zobaczysz tutaj fabryk czy obrzydliwych i niedopracowanych miast. Tak jak w każdej turówce, twoi bohaterowie podróżują po planszy, zwyciężają potwory i często dostają zlecenia.

Świat Age of Wonders pod wieloma względami przypomina znaną serię Heroes of Might & Magic. Jednak naczelne miejsce przypada w nim potężnym magom, którzy walczą między sobą o panowanie nad baśniową krainą. Każdy z czarowników stoi na czele grupy śmiałków i armii złożonych z mitycznych bestii oraz fantastycznych stworów. Całe to towarzystwo zdobywa doświadczenie, awansuje i rozwija się. Magowie i bohaterowie wspierają się także czarami oraz magicznymi przedmiotami. Mag zwykle siedzi na swej stolicy, panuje i rzuca potężne czary. Im więcej ma w królestwie wysoko rozwiniętych miast, tym większe i potężniejsze staje się jego państwo i tym więcej wojska może wyszkolić.

Wcielasz się właśnie w takiego potężnego czarownika. Walczysz i innymi magami, zawierasz sojusze, rozbudowujesz miasto oraz zdobywasz coraz to nowe grody. I tak to się kręci.

W dodatku, w przeciwieństwie do Heroesów, w Age of Wonders możesz mieć pod kontrolą dowolną liczbę drużyn.

Osoby dramatu

Obwarowane barierą antymagiczną miasto Cienia jest bardzo trudne do zdobycia, lecz za to ładnie komponuje się z ponurym i strasznym otoczeniem. Niestety, planszom z Shadow Magic daleko jest do niesamowitych map i widoków z Disciples 2.

Obwarowane barierą antymagiczną miasto Cienia jest bardzo trudne do zdobycia, lecz za to ładnie komponuje się z ponurym i strasznym otoczeniem. Niestety, planszom z Shadow Magic daleko jest do niesamowitych map i widoków z Disciples 2.

W Shadow Magic, w przeciwieństwie do poprzedniej części gry, położono duży nacisk na scenariusz. Nie ma już tak, że bijesz się pod byle jakim pretekstem. Walkę prowadzisz w słusznej sprawie, a także zaczynasz przeżywać przygody, które przypominają zlecenia z popularnych gier fabularnych. Jest mnóstwo dyplomacji i opcji wyboru sojuszy. Twoje wojsko i napotkane osoby odzywają się do ciebie częściej niż w poprzednich edycjach gry. Zdarzają się też zabawne niespodzianki, zadania i dodatkowe przygody.

Kampania, w której bierzesz udział, jest rozbudowana. Tradycyjnie już prowadzisz kolejno różnych magów, każdego przez mniej więcej trzy misje. Ze scenariusza do scenariusza przenoszą się oni wraz z dotychczasowymi bohaterami, czarami, przedmiotami i zdobytym doświadczeniem. Po zwycięstwie w misji możesz wybrać między prowadzeniem dwóch magów. W ten sposób wpływasz na kolejność rozgrywanych scenariuszy. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że są to całkiem nowi czarodzieje, stworzeni specjalnie na potrzeby tej kampanii. W poznawanych krainach spotkasz szajkę znajomych z poprzednich edycji: Karissę, Anona, Fangira i innych wraz z ich starymi przywarami i animozjami. Ale pojawił się także zupełnie nowy znajomy...

Czarofobia stosowana

Obleganie miast wieloma jednostkami wymaga ciągłego przesuwania mapy i skupionej uwagi. Zwykle trudno jest odróżnić walczące jednostki.

Obleganie miast wieloma jednostkami wymaga ciągłego przesuwania mapy i skupionej uwagi. Zwykle trudno jest odróżnić walczące jednostki.

Kluczowa postać i oś całej intrygi to mag Phobius. Należałoby raczej powiedzieć, że jest przyczyną zamieszania, bo charakter ma paskudny i silnie konfliktowy, ale bez niego nie byłoby całej opowieści.

Phobius nie jest, jak można by się spodziewać, jakimś mrocznym lordem. Ot, tęgawy facet w średnim wieku o zarozumiałym wyrazie twarzy. Nie dowodzi też demonami i smokami tylko ludźmi, a jego ziemie to nie spopielona kraina, ale żyzne pola, młyny i porządne uprawy. O właśnie: młyny. I kopalnie. Bogaty jest, łajdak.

Chociaż wcześniej magowie z różnych samolubnych pobudek walczyli między sobą, to teraz wprost oniemieli w obliczu niewyobrażalnego egoizmu tego koleżki. Problem z Phobiusem polega na tym, że nie znosi on używania magii, co nie przeszkadza jemu samemu szastać nią na lewo i prawo. Jest zdania, że tylko on może używać czarów. Jakby tego było mało, Phobius okazuje się strasznie ekspansywny. W niemal każdej misji włada ogromnymi połaciami ziemi. Ku twemu utrapieniu, armie Phobiusa grasują w dużych stadach i zajmują co popadnie. Na olbrzymich połaciach objętych jego magią szaleją zaś bardzo wredne czary, które mocno utrudniają życie najeźdźcom.

I jak tu takiego lubić?

Robi się tłoczno

Od czasu do czasu trafia się drobne zadanie lub przygoda niezwiązana bezpośrednio z celem misji.

Od czasu do czasu trafia się drobne zadanie lub przygoda niezwiązana bezpośrednio z celem misji.

Do znanego już świata AoW dodano trzeci obszar. I to jest główna, tytułowa niespodzianka Shadow Magic. Oprócz powierzchni i podziemi jest teraz także wymiar Cienia. To osobna kraina, do której można się dostać tylko przez specjalne teleporty. W kolorycie Cienia dominują czerń, ponury fiolet i zimny błękit. Wszystko wygląda tutaj na chore, zatrute, powyginane i spaczone. W pewnym sensie takie właśnie jest. Ten, kto się szwenda po Cieniu, powinien zjadać co pewien czas lecznicze ziele, które na szczęście rośnie w tym paskudnym Mordorze. W Cieniu dobrze czuje się rasa Demonów. Jest to zupełna nowość. Frakcja owa ma także swoje miasta. Rozmieszczone są również na powierzchni, więc można powiedzieć, że Cień rozprzestrzenia się na resztę świata, ale z kolei do niego samego nic nie może przeniknąć.

Demony Cienia żywo przypominają zmutowane robactwo: są wśród nich całkiem ładne, choć ogromne ważki, ale i obrzydliwe larwy. Tymi pokrakami gra się przyjemnie, ponieważ mają ciekawe zdolności. Na przykład Harvester wygląda jak przerośnięty chrząszcz z pomarańczowym, wzdętym nieapetycznie podgardlem. Ten żuczek lubi połykać wrogów w całości. Gdy mu się taka sztuczka uda, wydaje na świat małą larwę plującą jadem. Pamiętaj zatem, aby nie dowodzić Demonami Cienia bezpośrednio po obiedzie, a wszystko będzie dobrze.

Świat gry zaludnił się jeszcze bardziej, ponieważ dodano rasę o nazwie Syrons. Jej przedstawiciele to blade istotki o minach wróżących jednak podstępnych cwaniaków.

Wśród nowości znajdziesz też dodatkowe potwory, kilka nieznanych dotąd punktów rekrutacji istot, nowe przedmioty magiczne i oczywiście czary. Z kolei w miastach zbudujesz nowe obiekty i budowle.

Grać czy nie grać?

Demony Cienia

Demony Cienia

Jeśli już kręcić nosem nad grą, to przede wszystkim można pokrytykować przebieg walk. Niczego tu nie ulepszono, a należało spróbować. Jednostki są małe, a obszar bitewny z reguły tak duży, że nie mieści się na ekranie. Trzeba przesuwać obraz, aby zobaczyć wojsko stojące dalej. Tylko na minimapie, którą litościwie dołączono, widać na pierwszy rzut oka, które wojska należą do ciebie, a które do przeciwnika. Zresztą mapka przedstawia jedynie sytuację taktyczną i rozmieszczenie oddziałów. W praktyce tłok bitewny nie pozwala żadną miarą odróżnić jednych od drugich, póki nie klikniesz na istotę i nie przeczytasz do kogo należy. Inną metodą jest próba wydania rozkazu, jeszcze inną klikanie na strzałkę "następna jednostka". Po prostu zawracanie głowy! Niestety, program nie jest na tyle inteligentny, aby można mu było zawsze bezpiecznie powierzać automatyczne kierowanie potyczką.

AoW: Shadow Magic
Kolejny spory problem to rozmiary map oraz znikoma liczba punktów teleportacyjnych i "przyspieszających drzew", czyli specjalnych lokacji, dzięki którym dostajesz dodatkowe punkty ruchu. Mija wiele tur, nim doprowadzisz wojsko na miejsce przeznaczenia, a drzewa stoją często złośliwie o pół kroku za daleko, nie wspominając już o tym, że nigdy nie ma ich przy drodze. Ma to zasadnicze znaczenie dla przebiegu rozgrywki i wygląda, że to celowy zabieg twórców gry. Niestety, bardzo irytuje on w czasie rozgrywki.

Szkoda też, że głównej mapy gry nie da się obracać ani dokonywać zbliżeń. Grafika pozostała wprawdzie niezmieniona - tak jak w poprzednich częściach oglądasz zatem płaską mapę w rzucie izometrycznym, ale plansza jest ładna i dopracowana w szczegółach. Chciałoby się jednak czasem obejrzeć z bliska jakiegoś efektownego potwora, miasto, las albo górę.

Można się przyczepić też do trybu zapisywania gry. Zapis automatyczny jest wykonywany na końcu każdej tury. Wówczas większość jednostek wyczerpała już swój ruch i wczytanie niewiele daje. Przydałby się też zapis początkowy poprzedniej tury. Poza tym zapisów nie da się kasować, tak jak w innych grach. Jeśli nie pousuwasz ich sam z dysku, to pod koniec kampanii możesz dysponować tak długą listą, że każde wczytanie zachowanego stanu rozgrywki z końca listy zajmuje masę czasu. Wad jest akurat tyle, aby trochę odjąć od oceny grywalności. Co ciekawe, gra jest tak dopracowana od strony technicznej, że praktycznie nie ma błędów! W dzisiejszych czasach to rzadkość, prawdziwy dinozaur. Wyjątkiem potwierdzającym regułę są tylko bardzo drobne usterki w edytorze kampanii.

Zagrać się na śmierć

Pomimo słabego systemu walki, AoW należy do gier, które pochłaniają mnie na długie tygodnie. Kampania w nowej edycji jest na tyle trudna, że działa na ambicję. Od kiedy wpadła mi w ręce, chodzę spać o piątej rano. Jeszcze tylko ta jedna bitwa. Jeszcze tylko sprawdzę, co jest za tą górką... Wpadłam w nałóg, z którego może wyzwolić mnie jedynie inna gra. No tak, z uzależnienia w uzależnienie...

Malwina "Mal" Kalinowska


Zobacz również