Agnieszka Fitkau-Perepeczko: "Internet demoralizuje kobiety"

"Na Zachodzie kobiety w o wiele większym stopniu wykorzystują Internet" - mówi w rozmowie z PCWK Online Agnieszka Fitkau-Perepeczko, popularna Simona z serialu "M jak Miłość".

PCWK Online: Znana jest Pani raczej z zamiłowania do natury. Czy przywiązała się Pani także do jakiś elektronicznych gadżetów?

Agnieszka Fitkau-Perepeczko: Kocham życie i moim marzeniem jest korzystać z płodów ziemi mieszkając na jakiejś dalekiej wyspie. Może kiedyś mi się to uda. Nigdy nie byłam, np. niewolnicą telewizora i tak samo nie będę niewolnicą żadnej maszynki. Uważam, że życie jest tak piękne, że nie można się zaprzedać gadżetom. Nie znaczy to oczywiście, że nie korzystam ze zdobyczy techniki. Jako jedna z trzech osób w serialu "M jak miłość" mam nawet własną stronę internetową. Mailem dziennikarze przysyłają do mnie wywiady, koresponduje z Australią, Francją, Anglią...

Gazety wolę czytać normalne, czytanie wiadomości na ekranie monitora nie sprawia mi przyjemności. Korzystam z komputera tyle, ile potrzebuję, nie wpadam w manię siedzenia po 8-10 godzin przed monitorem, jak niektórzy z moich znajomych. Moim zdaniem, to ma być rzecz użytkowa, która ma pomagać człowiekowi. Kiedy się uczy, to w nauce, jak pracuje - to w pracy. Mnie moja strona internetowa szalenie pomaga, a zarazem przysparza bardzo dużo pracy. Na stronie jest bowiem moja oferta, z czym i na jakie wydarzenia można mnie zapraszać, jest informacja o tym, że mogę gotować, że prowadzę Akademię Babiego Lata dla kobiet itd. Piszą do mnie ludzie z wielu miast, zapraszają na różne spotkania. Muszę więc powiedzieć, że Internet bardzo polubiłam.

Agnieszka Fitkau-Perepeczko

Agnieszka Fitkau-Perepeczko - popularna aktorka oraz znawczyni dobrej kuchni. W roku 1966 ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie, a w latach 1970-1980 występowała na deskach Teatru "Komedia". W tym okresie rozpoczęła się także jej kariera na wielkim ekranie (zagrała epizodyczną rolę w "Lalce" Wojciecha Hasa). Wśród filmów, przy których była zaangażowana wymienić można "Przygody Pana Michała", "Motodramę", "Nie ma róży bez ognia" czy "Wyspy Szczęśliwe". W tym samym czasie świetnie rozwijała się także jej kariera modelki (dla Mody Polskiej) co w 1981 roku przyczyniło się do jej wyjazdu do Australii.

W krainie kangurów Agnieszka Fitkau-Perepeczko zagrała w kilku anglojęzycznych filmach (między innymi w "Prisoner", "The Lancaster Miller Affair" oraz "The Humpty Dumpty Man"). Po powrocie do kraju, zaczęła pisać książki (np. "Babie lato czyli bądź szczęśliwa całe życie", "Fascynacje kulinarne gwiazd" i "Fascynujące podróże gwiazd" a ostatnio "S jak Serial") a w 1998 została redaktor naczelną miesięcznika "Magiczna Quchnia". Obecnie prowadzi także Akademię Babiego Lata (program wsparcia emocjonalnego dla kobiet w każdym wieku) oraz występuje w serialu "M jak Miłość" (Simone).

Z komputerem jest więc Pani za pan brat?

Nie od razu było tak cudownie. Miałam już przykrą niespodziankę, która kosztowała mnie wiele łez. Kiedy pisałam moją czwartą książkę, nagle pięć cennych rozdziałów uleciało, bo coś źle nacisnęłam. Wtedy jeszcze nie umiałam tego przywrócić, odratować, wpadłam w panikę, naciskałam kolejne klawisze, jak się okazało, potwierdzając to, że ja sama chcę zlikwidować te pięć rozdziałów. Oczywiście, mogłam sprowadzić jakiś wielkich fachowców, może była szansa, ale w końcu musiałam odtworzyć brakujące fragmenty. Do dziś mi się wydaje, że tamte, które znikły, były genialne, a te które napisałam później były gorsze.

Ale to są niespodzianki czyhające na każdego początkujacego. W takim momentach człowiek ma ochotę ugryźć ten sprzęt, który mu tak pomaga, a tu nagle robi takie rzeczy. Trzeba się jednak przełamać. Sporo osób zwłaszcza starsze pokolenie czuje straszny opór, że nie może, że nie umie. Niektórzy mówią "mnie to w ogóle nie interesuje". Czasami zazdroszczę dziewięciolatkom ich sprawności, jeśli chodzi o posługiwanie się komputerem, Internetem... Dziewięciolatkom, dla których jest to chleb powszedni.

Pani w Internecie czuje się równie swobodnie?

Myślę, że sieć to jest po prostu zabawka, która może zrobić tyle samo złego co dobrego. Ja nie narzekam, mnie Internet bardzo pomógł. Niekoniecznie podobają mi się czaty, bo są anonimowe i dobitnie pokazują, że ludzie, którzy mogą rozmawiać anonimowo często robią to w dosyć ohydny sposób. To bardzo rozczarowuje. Jeśli wiemy, że ten pan pochodzi stąd i stąd, i nazywa się tak i tak, to ów pan stara się być kulturalny, pokazać się z jak najlepszej strony. Natomiast jak ten sam pan wejdzie w Internet i zacznie czatować, głosić swoje opinie, to już idzie na całego i wyrzuca swoje namiętności. Bo go nikt nie zna. I to jest bardzo smutne. Ale oczywiście jest też dużo pożytecznych i dobrych stron Internetu.

Mieszka pani w Polsce i w Australii. Czy zauważyła pani jakieś różnice w podejściu do Internetu w tych krajach?

W Australii czy w ogóle na Zachodzie kobiety w o wiele większym stopniu wykorzystują Internet. I trzeba przyznać, że te poczciwe housewives to trochę demoralizuje. Na przykład, mąż wychodzi do pracy, a ona sobie surfuje po stronach o seksie i dowiaduje się co traci u boku ciągle zmęczonego i zestresowanego męża. I wtedy zaczyna się problem. Żona chciałaby tak, jak właśnie przeczytała w Internecie. A tu niestety mąż nie staje na wysokości zadania. To oczywiście humorystyczna, a może czasem i tragiczna strona Internetu.

Prawdę mówiąc, w Polsce jesteśmy w tych sprawach trochę do tyłu. Na Zachodzie gospodynie domowe w Internecie szukują przepisów, uprawiają codzienną gimnastykę z Internetem, wynajdują różne kasety, książki, porady, począwszy od typowo "domowych", aż po porady dotyczące dbania o siebie, o ciało, o duszę. W Internecie mają wszystko co je interesuje, a co najważniejsze potrafią się nim posługiwać i umiejętnie z niego korzystać. U nas potrafi to tylko niewielki procent kobiet.


Zobacz również