Amerykańska broń atomowa bez kontroli

Siły powietrzne USA przyznały, że w miniony weekend straciły łączność i możliwość nadzorowania 50 międzykontynentalnych pocisków balistycznych z głowicami atomowymi. Przedstawiciele armii twierdzą jednak, że nie stało się nic wielkiego.

Pomimo tego - jak donosi Wired News - najważniejsze osoby w łańcuchu dowodzenia amerykańskiej armii, oraz sam prezydent USA, zapoznają się z raportem na temat tego zdarzenia. Miało ono miejsce w minioną sobotę (23.10.2010). Oficerowie z F. E. Warren Air Force Base przez prawie godzinę nie wiedzieli co dzieje się z pięćdziesięcioma pociskami Minuteman III. Broń potrafiąca razić cele na innych kontynentach jest wyposażona w głowice nuklearne.

Zdaniem przedstawicieli amerykańskiej armii winna tej sytuacji jest wada sprzętu (nie powiedziano jakiego). Zdumieni oficerowi oglądać mieli wiele komunikatów o błędach, z których wynikało nawet, że "padła" cała stacja odpowiedzialna za wystrzeliwanie pocisków. Jeden z przedstawicieli armii powiedział, że podobne rzeczy działy się już w innych bazach rakietowych.

Tymczasem emerytowany amerykański oficer (John Noonan), który doniósł na Twitterze o całej sprawie twierdzi, że nigdy nie słyszał o sytuacji, w której utracono kontrolę nad pięćdziesięcioma pociskami. Noonan w lotnictwie odpowiadał za ich wystrzeliwanie. Człowiek ten zaznacza, że choć istnieją procedury, pozwalające poradzić sobie z takim kryzysem, to nie obejmują one sytuacji, w której zostaje utracona kontrola nad całą eskadrą pocisków.

Inny przedstawiciel sił powietrznych USA, już po uporaniu się z problemem, był dość spokojny. Powiedział on, że wszyscy żołnierze odpowiedzialni za pociski postępowali według instrukcji mających na celu nawiązanie normalnej komunikacji z wyrzutnią. Jego zdaniem nikt nie był specjalnie zdenerwowany, gdy doszło do awarii. Redakcja Wired podsumowuje tę sytuację stosownym akronimem - SNAFU


Zobacz również