Artur Barciś: "Nie boję się internetowych oszołomów"

"Kilkukrotnie otrzymywałem groźby przez Internet. Nie przywiązywałem jednak do nich większej wagi" - mówi w rozmowie z PCWK Online Artur Barciś, popularny aktor dramatyczny i komediowy

PCWK Online: Pańska strona internetowa cieszy się dużą popularnością. Jest także niezwykle, jak na strony domowe polskich aktorów, rozbudowana. Słynie Pan też z tego, że często komunikuje się dzięki Internetowi z wielbicielami i krytykami. Jak dużą rolę w Pana życiu odgrywa Internet?

Artur Barciś: Przyznam, że dość dużą i... coraz większą. Najczęściej korzystam z zasobów sieci w celu zdobycia informacji i prowadzenia korespondencji, ale wielką przyjemnością, wręcz odpoczynkiem jest dla mnie odwiedzanie mojej strony internetowej. Robię to codziennie od lat i bardzo byłoby mi czegoś, czy też raczej kogoś, brak gdyby tego miejsca nie było.

Artur Barciś
Zdjęcie pochodzi z serwisu www.barcis.pl

Zdjęcie pochodzi z serwisu www.barcis.pl

Artur Barciś - Absolwent Wydziału Aktorskiego łódzkiej PWSFTviT. Zadebiutował jeszcze w czasie studiów, małą rolą w filmie "Do krwi ostatniej" (1978). Od tego czasu zagrał w ponad 80 filmach i serialach. Na swoim aktorskim koncie ma także liczne role teatralne. W latach 1979 - 1981 występował w teatrze Na Targówku, w latach 1982- 1984 na deskach Teatru Narodowego a od 1984 r. jest związany z Teatrem Ateneum. Zajmuje się także reżyserią - pracował między innymi nad sitcomem "Kocham Klarę". Serca telewizyjnych widzów podbił przede wszystkim znakomitymi rolami w Teatrze Telewizji oraz kreacją sympatycznego Tadeusza Norka w serialach "Miodowe Lata" oraz "Całkiem nowe lata miodowe".

Sam Barciś pisze o sobie:

Imię: "Artur. Nie mam drugiego, rodzice nie dali. Może uznali, że to ( w 1956 roku w małej wsi Kokawa pod Czestochową ) jest i tak oryginalne i wystarczy za dwa"

Nazwisko: "Barciś. Nie bardzo wiadomo skąd sie wzięło, ale odnalazłem kiedyś przypadkowo miasteczko we Włoszech o podobnej nazwie, BARCIS i uknułem dla kolorowych pism historyjkę o tym, że mój ród wywodzi się z Włoch. A może to prawda???"

Rodzina: "Żona Beata, syn Franek, psy, a raczej suki Nesca i Inka, oraz kot Pędzel. Do rodziny należą również niezliczone ilości wszelkiej maści owadów (poza komarami i meszkami), płazów (ostatnio zamieszkał zaskroniec), ptaków i innych zwierząt, o których nie wiem, a które również mieszkają w moim domu i ogrodzie."

Zawód: "Jest obok rodziny , sensem mojego życia. Ma wiele odcieni. W większości to barwy radosne i wesołe, ale jest też miejsce na ciemną stronę mocy."

Czy Internet i własna strona pomaga Panu w pracy zawodowej?

Tak, bardzo. Generalnie ciągle brakuje mi czasu, na wszystko. Mówię sobie, że gdyby mnie było ze trzech, to może nie musiałbym się ciągle śpieszyć. Internet w dużym stopniu oszczędza czas. Teraz nie muszę czekać, aż ktoś mi normalną pocztą przyśle scenariusz, czy pytania do wywiadu, choćby takiego jak ten. Własna strona internetowa jest też (ponieważ sam jestem swoim swoim agentem) skutecznym sposobem prezentacji mojego wizerunku. Wiele propozycji zawodowych dostaję właśnie za pośrednictwem Internetu. Przy okazji, chciałbym podziękować firmie mega.com.pl, która za darmo stworzyła nowy wizerunek mojej strony i trzyma ją na swoim serwerze. Trwają też prace nad wersją flash.

Czy mógłby Pan wymienić najprzyjemniejszą i najmniej przyjemną sytuację jakie przydarzyły się Panu dzięki aktywności w Internecie?

Przyjemnych jest zdecydowanie więcej, ale i te przykre też się zdarzały. Jedną wielką przyjemnością jest tzw. BF, czyli BarciśForum. To część mojej strony, na której jestem nazywany Gospodarzem, ale tak naprawdę, to nie ja ją tworzę, tylko ONI. Matysola, Piniu, Gingerek, Kazmo, Ewa, Dośka, Wojtala, Jasse, Krakowianka, Poezyjka, czy Nagietek, że wymienię tych najaktywniejszych, to prawdziwi gospodarze BFu i dzięki nim jest to, jak sami mówią "magiczne miejsce".

Z przykrych rzeczy zapamiętałem kilkakrotne groźby jakiegoś oszołoma, który dowodząc, że Artur to żydowskie imię twierdził, że zrobi ze mną to samo, co by zrobił Hitler. Nie przywiązywałem do takich listów większej wagi i raczej współczuję takim ludziom niż się ich boję, ale mimo to, mój admin postraszył gościa prokuratorem i nieprzyjemny typ się zwinął.

Jak reaguje Pan na krytykę a jak na pochwały w Internecie? Czy odpowiada Pan na komentarze na swój temat, zamieszczone w sieci?

W Internecie każdy może napisać co chce, nie biorąc za to odpowiedzialności. Dlatego, tak na krytykę, jak i na pochwały, reaguję w miarę spokojnie. Dużo zależy od tego, czy uwagi na temat mojej pracy, czy też mnie samego są wnikliwe, ciekawe i interesujące, czy też pobieżne, lub pisane utartym szablonem tylko po to żeby dostać zdjęcie z autografem.

W jak dużym stopniu i do czego (oprócz oczywiście redagowania strony) wykorzystuje Pan komputer? Jaka to maszyna?

Do wielu rzeczy. Przede wszystkim do pisania. Od czasu mojej przygody z felietonami pn. "Okiem błazna" w Newsweeku, odczuwam potrzebę pisania i kiedy coś mi się kołacze po głowie zapisuję to właśnie na twardym dysku swojego komputera. Drugie pytanie jest dla mnie o wiele trudniejsze. Zupełnie nie znam się na informatyce i elektronice, więc gdybym miał uczciwie powiedzieć jaki jest mój komputer, to musiałbym powiedzieć, że...szary.

Mam jeszcze laptop (albo laptoka, która to nazwa bardziej mi się podoba, bo brzmi swojsko), którego używam, kiedy wyjeżdżam na dłużej z domu i ponieważ jest to nabytek stosunkowo nowy, to (chyba) pamiętam jego nazwę: Toshiba Tecra, albo coś koło tego. Nie muszę się tym swoim "funkcyjnym analfabetyzmem" za bardzo przejmować, bo mam wspaniałego syna, który traktuje mnie z dużą dozą pobłażliwości i zawsze kiedy krzyczę: "Franeeeek!!! Coś mi się zawiesiłooo!" Mój syn cierpliwie tłumaczy mi, że wystarczy nacisnąc jakiś tam Ctrl, czy inny Enter i wszystko działa jak w zegarku. Ma 17 lat, więc zanim pójdzie z domu może zdążę się tego wszystkiego nauczyć.


Zobacz również