Atrament jak kawior

Litr mleka kosztuje dwa złote, atramentu do wiecznego pióra ponad dwieście. Na tę samą ilość oryginalnego tuszu do biznesowych drukarek HP trzeba wydać 2600 zł, a do tańszych modeli ze zintegrowaną głowicą - nawet 6 tysięcy.

Litr mleka kosztuje dwa złote, atramentu do wiecznego pióra ponad dwieście. Na tę samą ilość oryginalnego tuszu do biznesowych drukarek HP trzeba wydać 2600 zł, a do tańszych modeli ze zintegrowaną głowicą - nawet 6 tysięcy.

Zadziwiony tak wysokimi cenami konsultant naukowy ze stanu Connecticut Zel Dolinsky próbuje się dowiedzieć, dlaczego kiedy drukarki tanieją, atrament wciąż jest tak skandalicznie drogi. Ceny pojemników z tuszem i nabojów z tonerem doprowadzają klientów do rozpaczy. A Lyra Research szacuje, że rynek tych akcesoriów wart jest 21 miliardów dolarów.

Pustki w portfelu

Użytkownicy atramentówek są bliscy załamania wywindowanymi cenami oryginalnych wkładów wymiennych. Łatwo więc ich skusić tańszymi nieautoryzowanymi zamiennikami, których jakość pozostawia jednak wiele do życzenia.

Główni producenci, tacy jak Canon, Epson, Hewlett-Packard i Lexmark, są w stałym konflikcie z dystrybutorami tanich tuszów.

Niektórzy nawet procesują się z twórcami podróbek, oskarżając ich o naruszenie prawa patentowego. Ci z kolei argumentują, że oferują konsumentom alternatywę - produkt tylko nieco gorszej klasy za cenę niższą często nawet aż o 75 procent.

Z powodu całego zamieszania użytkownicy znaleźli się w kropce, a właściwie stanęli przed wyborem między kropkami renomowanego atramentu a kroplami zastępczego tuszu, który sprawi, co prawda, że coś nam skapnie do kieszeni, ale może przy tym dać plamę podczas drukowania. Redakcja PC Worlda przyjrzała się uważnie całej sprawie.

Markowi sprzedawcy przekonują, że nieoryginalne tusze znacznie ustępują jakością renomowanym. Najwyraźniej klienci im wierzą, bo według Lyra Research, 84 procent rynku wciąż jest w rękach takich potentatów, jak Canon, Epson, HP i Lexmark. Ostatnio problem ten przykuł uwagę także europejskich prawników. Urzędy antymonopolowe państw Unii Europejskiej sprawdzają, czy sposób ustalania cen tuszów przez Canona, Epsona, HP i Lexmarka nie narusza reguł wolnego rynku. W Ameryce niektóre stany próbują bronić praw konsumentów do zakupu tańszych substytutów renomowanych produktów.

Realne koszty

Aby zmniejszyć koszty, użytkownicy wpadają na różne pomysły.

Aby zmniejszyć koszty, użytkownicy wpadają na różne pomysły.

Producenci drukarek przejmują metody sprzedawców telefonów komórkowych i maszynek do golenia. Nęcą niskimi cenami sprzętu, a prawdziwe kokosy zbijają na drogich akcesoriach. Analitycy z Bear and Sterns, przyglądając się finansom firm Epson i HP, zauważyli, że drukarki sprzedawane są po kosztach produkcji lub nawet z 20-procentową stratą, natomiast obie firmy około 60 procent zysku czerpią z dystrybucji pojemników z tuszem i tonerem. Producenci twierdzą, że te dane są nie całkowicie zgodne z prawdą. Na przykład Pradeep Jotwani, wicedyrektor w firmie Hewlett-Packard, mówi, że również sprzedaż sprzętu do drukowania przynosi przedsiębiorstwu spore zyski. Także Epson przekonuje, że zarabia zarówno na drukarkach, jak i akcesoriach.

Konsumenci, oczywiście, narzekają na biznesową strategię "rozdaj ludziom maszynki, niech płacą za ostrza". A mali producenci atramentów dwa razy tańszych niż oryginalne oraz firmy oferujące napełnianie zużytych nabojów natychmiast wychodzą naprzeciw ich potrzebom.

Ochrona zysków

Sprzedawcy drukarek uważają, czemu trudno się dziwić, że wtórny rynek tuszów zagraża ich zyskom. Zdaniem Billa Handa, analityka z Bear and Sterns, można powiedzieć, że w HP i Epsonie sprzedaż akcesoriów generuje osiemdziesiąt procent zysków związanych z branżą drukarek.

Epson próbuje powstrzymać twórców podróbek, integrując wkłady do drukarek z elektronicznymi układami. Dopuszcza się samodzielne napełnianie nabojów, jednak nieoryginalnie zregenerowany wkład traci pewne funkcje, na przykład możliwość pomiaru poziomu atramentu.

Studnia z tuszem

Dolinsky rozumie producentów. "Zdaję sobie sprawę, że ich praca polega na robieniu interesów na moich potrzebach, ale czy to aby nie zaszło już za daleko?" - komentuje rosnące koszty użytkowania swojego wartego 150 dolarów HP Deskjeta.

Zgodnie z przypuszczeniami, Hewlett-Packard i inni przekonują, że ceny nabojów nie są wygórowane, jeśli wziąć pod uwagę koszty badań i rozwoju technologicznego oraz wdrażanie ich do produkcji. "To nie zwykłe butelki z atramentem, które wkładasz do swojej drukarki" - mówi Jotwani. Podkreśla, że kartridże HP mają skomplikowaną budowę. Każdy ma na przykład kilkaset mikroskopijnych dysz, które precyzyjnie rozmieszczają na stronie miliardy kolorowych kropek. HP poza tym wyjątkową wagę przywiązuje do jakości atramentu, żeby zapewnić jednolitą lepkość tuszu i intensywność koloru.

Oceny jakości kolorowych zamienników w porównaniu z orginalnymi tuszami.

Oceny jakości kolorowych zamienników w porównaniu z orginalnymi tuszami.

Niektórzy analitycy mówią, że wszystko zależy od punktu widzenia. "Gdy drukarki kosztowały 500 dolarów, nikt nie narzekał, że musi zapłacić 30 dolarów za tusz" - mówi John Shane, analityk CAP Ventures. Tymczasem od roku 1996 ceny domowych atramentówek spadły o jakieś 60 procent, z około 426 dolarów osiem lat temu do 169 dolarów w 2002 roku. CAP Ventures wyliczył, że w tym samym czasie średnia cena wydruku jednej strony wzrosła z ośmiu do dziewięciu centów za arkusz. Firma dodaje jednak, że szacunki nie uwzględniają kosztów zużycia coraz tańszej drukarki - niemal całe wydatki obejmowały zakup wkładu. Analitycy wzrost ceny zadrukowania strony uzasadniają faktem, że dzisiejszy przeciętny wydruk zawiera znacznie więcej skomplikowanych graficznie obrazków niż ten sprzed zaledwie kilku lat.

Napięcie rośnie

Wysokie ceny atramentów głównych producentów zwróciły uwagę instytucji odpowiedzialnych za regulację rynku w Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Angielska agencja OFT (Office of Fair Trade) po rocznym dochodzeniu poleciła Canonowi, Epsonowi, HP i Lexmarkowi wyraźne uświadamianie konsumentom rzeczywistych kosztów eksploatacji już przy zakupie sprzętu. Producenci drukarek mieli do września 2003 roku pod groźbą kary pieniężnej udostępnić informacje o wysokości wydatków związanych z użytkowaniem ich sprzętu.

W grudniu 2002 Unia Europejska rozpoczęła podobne badania. "Staramy się przeanalizować, co przeszkadza wejść na ten rynek, przyglądamy się cenom i kontraktom, które na długi czas wpędzają kupujących w zależność finansową od producentów tuszów" - mówi Tilman Lueder, rzecznik Unii Europejskiej. Oba dochodzenia zostały wszczęte ze względu na skargi użytkowników na ceny atramentu. Dodatkowych argumentów dostarczają producenci alternatywnych kartridży, twierdzący, że Epson i Lexmark komplikują budowę swoich nabojów, aby utrudnić robienie zgodnych z nimi nieoryginalnych części.

Prawo i Lexmark

Lexmark pozywa do sądu producentów tańszych substytutów. W grudniu 2002 zaskarżył firmę Static Control Components z Północnej Karoliny, wytwarzającą i sprzedającą podróbki zabezpieczających układów. W oskarżeniu Lexmark odwołuje się do Digital Millenium Copyright Act, który uznaje za nielegalne próby obejścia zabezpieczeń cyfrowych wprowadzanych przez firmę dla ochrony własnej technologii.

Wielu klientów Lexmarka zgadza się na oddawanie zużytych nabojów producentowi w zamian za rabat. To, według analityków, pozwala na ograniczenie wpływów konkurencji na ryku wtórnym. Mimo to sąd w Kentucky, rodzimym stanie Lexmarka, podjął decyzję na korzyść potentata i na razie Static Control musi wycofać swoje układy ze sprzedaży.


Zobacz również