Australijska agencja rządowa przypadkowo ujawniła wszystko o toczących się śledztwach

Za wycieki danych najczęściej odpowiedzialni są hakerzy, jednak w przypadku świeżej kompromitacji zawiodła rządowa agencja, obsługująca stronę www jednego z senatorów parlamentu Australii.

Senator ten to Scott Ludlam, który dostał akta wielu toczących się śledztw od Australian Federal Police (AFP). Niespodziewanie znalazły się one na jego stronie internetowej, gdzie wgląd w nie mógł mieć każdy odwiedzający. Zostały usunięte po tym, gdy zobaczyli je dziennikarze lokalnego wydania gazety The Guardian i zaalarmowali biuro senatora. Akta spraw wisiały na stronie kilka godzin i zawierały m.in. imiona, nazwiska oraz numery telefonów oficerów policji, a także adresy ich zamieszkania. Dodatkowo były tam opisy toczących się śledztw wraz z listą podejrzanych - wymienionych z imienia i nazwiska.

Ludlam winą za powstałą aferę obarcza agencję rządową, obsługującą jego biuro. Coś jest na rzeczy, ponieważ w lutym b.r. już raz omyłkowo umieściła ona online poufne informacje. Dotyczyły one 10 tysięcy osób starających się o azyl w Australii i zawierały dane każdego imigranta, informacje o miejscu aktualnego przebywania, a nawet jakim statkiem przypłynął.


Zobacz również