Baby w wojnie z patriarchatem

Dla polskich feministek Internet to najtańsze narzędzie propagandy. Nie mówią wprost, że chcą zdominować polską Sieć. Ale skrycie marzy im się, by dla każdej Polki jedna ze stron organizacji kobiecych była jednocześnie oknem na świat.

Dla polskich feministek Internet to najtańsze narzędzie propagandy. Nie mówią wprost, że chcą zdominować polską Sieć. Ale skrycie marzy im się, by dla każdej Polki jedna ze stron organizacji kobiecych była jednocześnie oknem na świat.

Racjonalna krytyka to jeszcze nie wszystko. Wręcz przeciwnie, pierwszym krokiem powinno być ujawnienie wszystkich zafałszowań i kłamstw patriarchatu - coś, co na przykład znakomicie robi wczesna druga fala feminizmu amerykańskiego z lat 60. lub Simone de Beauvoir w Drugiej płci.

Z książki Toril Moi "Sexual/Textual politics"

Narodziny sieciowego feminizmu to okres przypadający na ostatnie dwa, trzy lata. Wtedy do głosu w polskiej Sieci doszły kobiety związane z ośrodkami akademickimi. Z jednej strony prywatnie, by zaprezentować siebie i swoje poglądy, z drugiej zaś organizacyjnie, by pokazać własne stowarzyszenie oraz jego działalność. Parafrazując słynne powiedzenie, że definicji feminizmu jest tyle ile feministek, można powiedzieć, że kobieca strona polskiego Internetu poszła w tylu kierunkach, ile kobiet poznało język HTML.

TRZY SKŁADNIKI MINIMLANEJ DEFINICJI FEMINIZMU

Przekonanie, że status kobiety nie jest niezmienny ani zdeterminowany przez czynniki pozaludzkie czy biologiczne, ale że jest tworzony przez ludzi w ich kulturze, i że przez ludzi może być zmieniany.

Przekonanie, że status kobiety w chwili obecnej nie jest zadowalający.

Szeroko pojęte działania polityczne, których celem jest poprawa tego statusu.

Za Słownikiem teorii feminizmu Maggie Humm, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 1993

Gdyby Bill Gates był kobietą na pewno zostałby feministką. Mężczyźni oskarżaliby go wówczas o monopolizowanie Sieci, a on tłamsiłby werbalne ataki zarzutami o seksizm. Gdyby Bill Gates był kobietą na pewno większość polskich serwisów kobiecych miałoby większe pieniądze i większy wpływ na to, jak łączą się z Siecią polskie internautki. Gdyby Bill Gates był kobietą, to na pewno poparłyby go fundamentalne - jak twierdzi Grażyna Kopińska, twórczyni nieformalnej grupy Kobiety Też - polskie feministki.

OKNO NA ŚWIAT, CZYLI GDZIE JEST PIES POGRZEBANY

Po pierwsze, Halinę Kustosz prowadzącą największy polski serwis kobiecy w Internecie Kobiety On-Line http://www.kobiety.pl spytałem, czym jest feminizm. Po drugie zainteresowało mnie, dlaczego kobiety mają mieć własne miejsce w Sieci. Czy nie wystarczą im strony poświęcone książkom, podróżom, samochodom, kuchni, zwierzętom czy ubraniom.

Polskie feministki walczą bowiem o różnorodność. Istotne jest - jak mówi Grażyna Kopińska z Fundacji Forda i nieformalnej grupy Kobiety Też - by w zmaskulinizowanym świecie kobieta mogła znaleźć coś dla siebie. By świat Sieci był na tyle różnorodny, aby każdy mógł wybrać to, co go interesuje. Dlatego ogólne serwisy kobiece jak wspomniane dzieło Haliny Kustosz mają być różnorodne, zawierać wszystko to, czego kobieta potrzebuje. Mają być oknem na świat.

Jednak kobiece serwisy to przede wszystkim pełna oferta dla młodszych i starszych poszukiwaczek. Na pierwszy plan wysuwa się w nich jak w serwisie Haliny Kustosz "nowy feminizm", czy "feminizm drugiej fali", w którym obok Stowarzyszenia Neutrum staje sekcja kobiet prawicowych Unii Polityki Realnej i polskie katoliczki. Kobiety On-Line mają własną sekcję katolicką, która obecnie żyje dowiązaniami do innych stron religijnych w Polsce i na świecie. W sekcji "dziewczęta" można dowiedzieć się co o dojrzewaniu myśli Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zaś szukające pracy kobiety mogą dowiedzieć się o spotkaniach Klubu Ludzi Sukcesu, a także przygotować listę lektur pomagających w karierze zawodowej. O tym, że Kobiety On-Line nie chcą być wyłącznie polską wersją Yahoo świadczą podręcznikowe uzupełnienia stron o antykoncepcji przeplatane nowinkami ze świata naukowego i socjologicznego.

Halina Kustosz jest przekonana, że gdyby miała środki na płacenie projektantom i dziennikarzom serwis Kobiety On-Line byłby bardziej miejscem docelowym dla wielu internautek a nie - jak obecnie - stacją tranzytową. W przeciwieństwie bowiem do Mateusza, uważanego za najlepszy polski serwis katolicki, strony Haliny Kustosz redagowane są prawie wyłącznie przez jedną osobę. Przeglądając Kobiety On-Line ma się wrażenie, że w formie HTML-a zawarto dość interesujący katalog cudzych dzieł.

Do maja br. Halina Kustosz nie dostała wielu listów, ale niektóre z nich jak korespondencja mieszkającej zagranicą kierowniczki działu elektroniki w kopalni niklu i srebra lub list Polaka ze Szwecji, który obiecał pomoc w redagowaniu serwisu, uważa za szczególnie cenne. Jednak większość czytelników nie jest bezinteresowna. Za promocję Sieci wśród Polek, ich sukcesu w działalności zawodowej i prywatnej, a także za wspieranie organizacji feministycznych chcą konkretnych pieniędzy. Halina Kustosz nie ma do nich bynajmniej żalu. Ktoś zapytał o antykoncepcję. Ktoś inny o zapasy kobiet w Polsce, o których twórczyni Kobiet On-Linie nie miała pojęcia, więc zadzwoniła do związku zapaśników, by móc odpowiedzieć na pytanie.

Kobiety On-line są inwestycją własną Haliny Kustosz. Za własne pieniądze opłaca utrzymanie serwera w Zakładzie Internet dla Szkół i również z własnych środków kupiła domenę. "Oczywiście liczę na reklamodawców" - mówi Halina Kustosz.

Abstrahując od tych wszystkich czynności uczymy się reperować samochód, obsługiwać komputer i oczywiście cały czas walczymy o orgazm. Orgazm jest priorytetem kobiety nowego tysiąclecia, nawet ważniejszym od zaskarżenia kolegi z pracy o molestowanie seksualne oraz od postanowienia, że przestanę się starzeć.

Z satyry na magazyny kobiece Joli Nowackiej

TWÓJ STYL, CZYLI TO CZEGO NIE MA

Od początku lat 90-tych trwa w Polsce święta wojna między organizacjami a prasą kobiecą. Żadna ze stron nie promuje i stara się nie dostrzegać drugiej, mimo że rozsądnie myśląc obie powinny sobie pomagać. "Między nami a kolorowymi magazynami jest bariera nie do przebycia. Każde czasopismo jest bowiem produktem, który należy sprzedać, a feminizm sprzedaje się trudno" - mówi Grażyna Kopińska. Redaktorzy naczelni "Twojego Stylu", "Pani" i "Urody" z przymrużeniem oka patrzą na aktywistki Efki, Ośki czy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Zdaniem tych drugich, magazyny sprzedają świat urojony, coś co tak naprawdę nie istnieje. Dlatego wszelkie próby promocji kobiet w pismach kobiecych - jak mówią feministki - kończą się totalną porażką. "Dlaczego w magazynach kobiety przedstawiane są wyłącznie na tle rodziny?", "Dlaczego o ich zawodowych sukcesach dowiadujemy się przez pryzmat Ameryki?", "Dlaczego miarą nowoczesnej kobiety według magazynów jest to jak się ubiera ona i jej narzeczony?" - pyta retorycznie Grażyna Kopińska.

Radykalne feministki na kobiety zajmujące pewną pozycję społeczną np. redaktorów kobiecych magazynów mówią "agentki" tzn. te, które wspierają patriarchalny model społeczeństwa. Dla nich nie ma nic gorszego niż szkodzić własnej płci.

Czym jest Viva i Twój Styl w Internecie? Przede wszystkim reklamą wspomagającą sprzedaż papierowego wydania miesięczników. Zaglądając na stronę Vivy naszą uwagę zwróci cennik reklam; dowiemy się z niej także jak skontaktować się z wydawcą. Możemy też przejrzeć fragment zawartości ostatniego numeru pisma tzn. przeczytać wywiad z Justyną Steczkowską o miłości i dowiedzieć się jakie kłopoty ma z żoną Kevin Kostner. Ani Viva ani Twój Styl nie dają jeszcze internautom czegoś wyjątkowego, czegoś czego nie ma w papierowym wydaniu magazynu. Na razie po prostu traktują sieć jako bezpłatną reklamę wspomagającą sprzedaż pisma z jednej strony, a reklam z drugiej.

Ewolucja wytworzyła różnice między kobietami a mężczyznami. Niektóre z tych różnic, uważanych za wrodzone, to większa w porównaniu z mężczyznami uległość kobiet, mniejsze zdolności przestrzenne i matematyczne, mniejsza skłonność do ryzyka, ale większe zdolności współodczuwania, werbalne i społeczne. Są to prawdy biologiczne, nie podlegające wielkim zmianom kulturowym.

Za artykułem Russela Eisenmana "Od twórczych odchyleńców do konwencjonalnych ciemiężców: psychoanaliza i feminizm".

PRYWATNIE MÓWIĄC, CZYLI SPRZEDAŻ SAMEGO SIEBIE

"Hej to ja Beatka! Piszcie do mnie - uwielbiam dostawać listy" - tak podkreśla swoją obecność w Sieci większość internautek. Fenomen kobiecych stron domowych bierze swój początek przede wszystkim z kanałów IRC jak #WIARAA, gdzie kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset osób w Polsce rozmawia na każdy temat, zawiązuje przyjaźnie i wreszcie spotyka się na IRC-owych zjazdach. Właśnie IRC a nie listy dyskusyjne, newsgroupy czy strony WWW dał asumpt wielu kobietom do pokazania siebie w Internecie. Jest ich jednak mało. Jak szacuje NASK w 1995 r. kobiety stanowiły 22% populacji użytkowników Internetu, a rok później 18%.

Poetyce domowych stron polskich internautek najbliżej jest do ogłoszeń matrymonialnych w Super Expresie, a nawet artykułów "Byłam złą macochą" lub "Mój pierwszy raz" w "Życiu na gorąco". Polskie kobiety podają w Sieci swój wiek, publikują często kilkanaście zdjęć z imprez i prywatek, prezentują własnego psa i czasami narzeczonego. Na pewno domowa strona każdej internautki musi posiadać zakładkę poświęconą jej samej, gdzie - jak Agnieszka S. - piszą "nazywam się Agnieszka i mam 21 lat. Obecnie studiuję japonistykę na UW. Od ponad dwóch lat spotykam się z Bartkiem, którego też możecie odwiedzić. Mam fajną rodzinkę i psa".

Ekshibicjonizm internautek nie odbiega od sposobu w jakim mężczyźni pokazują się w Sieci. Data urodzenia, przyjaźnie, znak zodiaku i zdjęcie własne w otoczeniu znajomych jest elementem każdej polskiej strony domowej. Tym, co odróżnia strony kobiece od męskich jest większa wrażliwość ich autorek. Częściej niż mężczyźni wśród zainteresowań wymieniają ekologię, zwierzęta czy dziedziny humanistyczne jak psychologia czy nauki społeczne. Każda internautka oprócz siebie stara się przedstawić świat, w którym żyje. Są to przede wszystkim znajomi z Sieci, którzy - jak na stronach Hanki. czy Nicoli - ukrywają się pod przydomkami z IRC-a. Stan cywilny większości z autorek stron domowych nie jest bynajmniej wolny - najczęściej wpisują w tym miejscu "zajęta" podając dowiązanie do zdjęcia z chłopakiem lub nawet jego własnej strony.

W stronach domowych obowiązuje "linkomania", czyli zasada podawanie tylu dowiązań, ile się da. Strona Agnieszki składa się z samych zakładek, a Małgorzata tworzy podstawy pod własne Yahoo.

Istotnym elementem stron kobiecych jest własna twórczość. Najczęściej - jak w przypadku Nicoli - są to wiersze. Czasami zdarzają się również rysunki i grafika. Kilka autorek najlepiej wykonanych stron miała w przeszłości styczność z uczelniami artystycznymi jak licea i wydziały architektury. Większość stron pozbawiona jest jednak "graficznych fajerwerków", a jeśli nawet je posiadają, to nie harmonizują z całością. Ewenementem jest projekt autorstwa Kaili, który z punktu widzenia składu i opracowania graficznego, w niczym nie ustępuje zagranicznym serwisom. Kaila należy też do tych nielicznych internautek, które nie podają daty urodzenia i w większym stopniu koncentrują się na tym, co je interesuje niż na własnej osobie. W przypadku Kaili są to gry strategiczne typu RPG i teksty piosenek Cohena. Jednak własna twórczość Kaili - jak można podejrzewać - kończy się tam, gdzie kataloguje interesujące ją materiały w języku angielskim. Kaila jest również jedną z nielicznych internautek, które na swojej stronie przedstawiają racje feministyczne. Co prawda większość z nich to ściągnięte z amerykańskich serwisów dowcipy na temat mężczyzn, to jednak w kilku wypadkach można dostrzec, że autorka opowiada się po feministycznej stronie barykady. Tylko nieliczne z kobiet w Sieci piszą mniej na swój temat niż na temat bohaterów serialu Star Trek lub Marlona Brando. Tak mocno sprecyzowane zainteresowania należą wśród internautek do rzadkości.

Przeglądając kobiece strony domowe ma się więc nieodparte wrażenie, że tworzone są z myślą o satysfakcji samej autorki i grona kilkunastu jej znajomych. Nie wnosząc praktycznie żadnej wartości do zasobów sieciowych, stanowią jednak żywy fragment Internetu, bardziej naturalny niż odhumanizowane sieciowe serwisy.

Przecież to oczywiste, że mężczyźni i kobiety różnią się biologicznie. Nie widzę po prostu do jakich konkluzji społecznych miałoby to prowadzić. Wnioski o przesłankach biologicznych siłą rzeczy muszą dotyczyć kwestii takich jak to, co kobiety powinny robić, jak powinny myśleć, czego miałyby pragnąć w życiu, i tak dalej. Jak zaakceptować tego typu założenia normatywne? Nie mam nic przeciwko badaniu biologicznych różnic między płciami, ale nie chce by infekowało to nasze prawodawstwo.

Z wywiadu w Tekstach Drugich z Toril Moi

PRACOWNICY, CZYLI SKŁODOWSKA BYŁA KOBIETĄ

"Nasz prawnik musi być zaangażowanym feministą i na pewno nie może być człowiekiem aktywnie uczestniczącym w ruchu katolickim" - twierdzi Beata Kozak z Fundacji Kobiecej eFKa. "Jeśli miałaby wybrać między zatrudnieniem kobiety a mężczyzny w Centrum Kobiet, na pewno wybrałabym kobietę" - dodaje po chwili.

Fundacja Kobieca eFKa jest jedną z najsilniejszych grup feministycznych w kraju. Prowadzone przez nią Centrum Kobiet organizuje seminaria i sesje feministyczne, prowadzi własną stronę internetową, a także bibliotekę książek poświęconych prawom i sytuacji kobiet. Wydaje również jedyne feministyczne pismo w Polsce "Pełnym głosem" i stara się o publikacje własnych książek w całym kraju. Beata Kozak jest przekonana, że eFKa nie odrzuca współpracy z mężczyznami w ruchu na rzecz równouprawnienia kobieta. Ale doradzać kobietom - jej zdaniem - nie może niezaangażowany w feminizm mężczyzna i w dodatku katolik.

"Podobna sytuacja zdarzyła się ostatnio w Warszawie, gdzie kandydatura młodego chłopaka po ukończonych studiach prawniczych została odrzucona przez feministki prowadzące poradnię dla kobiet" - mówi Grażyna Kopińska, dla której jest to jawny przykład, iż polski feminizm zatrzymał się na amerykańskim poziomie z lat 70-tych i obecnie jest niezwykle fundamentalny.

Na prowadzoną przez ludzi z eFKi liście dyskusyjnej Gender na razie zapisało się trzydzieści kilka osób. Dyskusje dotyczą głównie udziału kobiet w polityce i jak na początkującą, bo założoną pod koniec czerwca br. listę, Gender jest żywa, dziennie trafia na nią jest ok.10 wiadomości. Przez pierwsze trzy tygodnie dyskusje prowadzone były dość kulturalnie. Nikt nikogo nie obrzucił błotem ani wyzwiskami. "Być może kiedyś pojawi się potrzeba moderowania listy" - zastanawia się Beata Kozak.

Jej zdaniem polski feminizm jest raczej bardziej umiarkowany niż radykalny. Wielości odmian feminizmu nie spotyka się raczej w Polsce. Nie ma więc feminizmów marksistowskich, transcendentalnych, lesbijskich, socjalistycznych czy żydowskich. Powoli tworzy się feministyczna grupa zielonych szukająca wspólnego mianownika dla ekologii i feminizmu. Również chwiejnie staje na nogi ruch lesbijek związanych ze stowarzyszeniami kobiecymi. Anarchizujące ekolożki są chyba najbardziej radykalne z polskich kobiet, gdyż większym niż inne feministki stopniu odrzucają współpracę z męską częścią społeczeństwa. W żadnym wypadku jednak feminizm nie jest obiektywny, a jego sposób patrzenia na świat przez pryzmat praw i losu kobiet nie skrywa nawet ideologicznego zaangażowania. "Ale czy nauka kiedykolwiek była obiektywna" - retorycznie pytają Beata Kozak i Grażyna Kopińska.

Z PUNKTU WIDZENIA BIAŁEGO MĘŻCZYZNY

Z Grażyną Kopińską, założycielką grupy nieformalnej Kobiety Też i konsultantką Fundacji Forda w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, rozmawia Olo Sawa.

Mówi Pani "pani psycholog" czy "psycholożka"?

Pani psycholog.

Feministki używają raczej drugiej formy, Pani nie.

Ja uważam ją za bardziej naturalną.

Naturalną, to znaczy zgodną z naturą...

Zgodną z praktyką językową. Pan też mówi "pani psycholog", tak samo jak używa się określeń "nauczycielka" czy "pielęgniarka".

Feministki jednak w dużym stopniu zmieniły lub próbują zmieniać praktykę językową. Nowe tłumaczenie Biblii, nazwy zawodów... W Polsce też spotyka się Pani z feministycznym radykalizmem?

Powiedziałabym raczej, że polskie ruchy feministyczne, nie mylić ze stowarzyszeniami kobiecymi, są bardziej fundamentalne od ich obecnych amerykańskich odpowiedników. Moim zdaniem polskie, radykalne ruchy feministyczne znajdują się obecnie na tym etapie rozwoju, na którym amerykańskie feministki były na początku lat 80.

Jest tak radykalny, że sięga po partenogenezę?

Nie, aż tak nie, ale przykład Biblii, który Pan wymienił, jest dla tego ruchu właściwy.

Feministek nie ma w Internecie. Raczej są ruchy kobiece. One też dzielą świat na "nasz" i "ich".

Sądzę, że wynika to z założeń ruchu, który za cel postawił sobie walkę o równouprawnienie kobiet.

Walkę?

No, dobrze - działania na rzecz równouprawnienia kobiet. Ruchy te dostrzegają, że różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn w społeczeństwie czy wobec prawa wynikają z ich płci. To samo dotyczy też mężczyzn...

Mężczyźni też są gorzej traktowani?!

Owszem, ale często tego nie dostrzegają. Niech Pan popatrzy na akcję "Rodzić po ludzku". Jak Pan sądzi do kogo jest ona skierowana?

Do kobiet.

Skądże! Przede wszystkim do mężczyzn. Chodziło również o to, aby mężczyźni mogli uczestniczyć w opiece i wychowaniu dzieci od początku, od narodzin ich dziecka. Wymyślił ją Piotr Pacewicz z "Gazety Wyborczej".

Dobrze, zatem mamy ruchy kobiece na rzecz równouprawnienia i jeden ruch mężczyzn, a właściwie ojców żądających przyznania praw rodzicielskich. Skąd ta dysproporcja?

Może w pozostałych dziedzinach mężczyźni mają już równe prawa zagwarantowane.

A prawa kobiet będą, jeśli odpowiednia liczba osób przeczyta informacje z internetowych serwisów OŚKI, EFKI czy innych organizacji.

Prawa kobiet są stosunkowo dobrze chronione przez obecne ustawodawstwo. Praca organizacji kobiecych skupia się obecnie na zmianie praktyki stosowania prawa i zmianie mentalności społeczeństwa. Stąd Internet jako nowe, stosunkowo tanie i popularne wśród młodzieży medium.

A pisma kobiece?

Magazyny, wbrew pozorom, są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Jakakolwiek współpraca między nami kończyła się wymianą uprzejmości. Wydaje się, że żadne pismo kobiece nie jest zainteresowane współpracą z organizacjami kobiecymi. Pisma to produkt, który ma się dobrze sprzedać. A sprzedaje się wtedy, gdy tworzy miraż, świat urojony. Nie widziałam jeszcze w Polsce pisma kobiecego, które miałoby jakąkolwiek misję intelektualną czy edukacyjną.

A feminizm chce to zmienić?

Feminizm i ruchy kobiece. Trudno zaprzeczyć, że ostatnie 1500 lat historii ludzkości opisywane były z punktu widzenia białego mężczyzny. Historie wodzów i podbojów usuwały w cień dokonania kobiet i tych, którzy nie walczyli i nie podbijali. Feminizm, jako metodologia naukowa, chce to zmienić.

A nie wystarczy postmodernizm?

Postmodernizm czerpie z feminizmu. Istotne jest to, by istniały narzędzia, dzięki którym na ten sam problem można było spojrzeć z różnych stron.

Także na problem uciskanych kobiet. Każdy jednak ruch uciskanych prowadzi do aberracji. Dlatego wspólne cechy można znaleźć w feminizmie i ruchu Malcolma X.

Z feminizmem jest podobnie. Też zdarzają się aberracje. Ale taka jest właściwość wszystkich ruchów społecznych.


Zobacz również