Balansowanie nad przepaścią

Prawdopodobnie szczyt w Johanesburgu zdominują kwestie zagrożeń powodowanych globalnymi zmianami klimatycznymi. Rozbieżność stanowisk i opinii w tej sprawie wydaje się znacznie groźniejsza.

Protokół z Kioto, normujący współpracę międzynarodową w zapobieganiu ociepleniu ziemskiego klimatu jest negocjowany już od pięciu lat. Wydawało się, że ubiegłoroczne uzgodnienia poczynione w Maroko zostaną zaakceptowane przez wystarczająco wiele państw, mimo wycofania się Stanów Zjednoczonych, które produkują ponad 1/4 gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery naszej planety. Jednak nic nie wskazuje na to, że protokół znajdzie się w agendzie Szczytu Ziemi w Johanesburgu, który ma rozpocząć się 25 sierpnia br. The Nando Times publikuje komentarz agencji UPI, z którego wynika, że pod dokumentem znajduje się do tej pory 12 podpisów państw Unii Europejskiej oraz 19 innych, głównie małych państw. Sygnatariusze "odpowiadają" zaledwie za 17,1% światowej emisji i nie ma wśród nich Rosji, Japonii, Kanady ani Australii.

Protokół z Kioto przewiduje, że najpóźniej do roku 2012 emisja gazów cieplarnianych zostanie zredukowana do poziomu niższego o 5% od emisji notowanej w 1990 r. W niektórych krajach sytuacja pod tym względem uległa znacznej poprawie. Paradoksalnym przykładem jest Rosja, w której poprawę spowodował upadek wielu gałęzi tradycyjnego przemysłu, ale np. w Europie zachodniej emisja od lat nie wzrasta, ponieważ środki ograniczające zużycie energii są skuteczne i następuje rozwój energetyki niekonwencjonalnej. Jednak rachunek ogólny wskazuje, że całkowita emisja musi zostać zredukowana o ok. 30% w ciągu 10 lat, więc politycy deklarują entuzjazm, ale nie podpisują zobowiązań.

Przykładowy entuzjazm wykazują dwaj politycy kanadyjscy: premier Jean Chrétien i były minister spraw zagranicznych Lloyd Axworthy. National Post donosi, że premier wybiera się do Johanesburga z nadzieją, iż opozycja i oponenci pozwolą mu na podpis pod protokołem, czyli na akt zarazem "doniosły i historyczny". A wiadomo, że nie wszyscy będą chcieli pozwolić.

Do najbardziej zdecydowanych oponentów należy Ralph Klein - premier stanu Alberta, w którym ulokowana jest większość krajowej produkcji paliw płynnych. Poparcie natomiast zyskuje ten pomysł w stanach Manitoba i Ontario, które robią dobry interes eksportując energię z elektrowni wodnych. Przeciwnicy zarzucają zwolennikom fanatyzm i wytaczają coraz cięższe argumenty - na przykład ten, że wdrażanie ustaleń z Kioto pogorszy sytuację globalną, gdyż spowoduje migrację energochłonnych przemysłów do krajów, w których żadna siła nie będzie w stanie zmusić ich do ograniczenia emisji.

Część opinii publicznej usiłuje zachować obiektywizm i analizuje, co tak naprawdę głoszą naukowcy ostrzegający przed zagrożeniem. Analizowanie jest pożyteczne, bo ujawnia sporo wątpliwości. Bezdyskusyjne przyjmuje się fakty dowodzące zmian klimatycznych na Ziemi, natomiast opinie o ociepleniu klimatu i katastrofalnych skutkach tego zjawiska są podzielone. Instytut Komunikacji Globalnej publikuje w swej EcoNet komentarz doradców naukowych rządu amerykańskiego, z którego wynika, że klimat naszej planety rzeczywiście szybko ociepla się, a w atmosferze szybko przybywa dwutlenku węgla. Czapy lodowe w okolicach biegunów rzeczywiście szybko topnieją. Ale zjawiska te nie odbiegają od normy w geologicznej skali czasu, ponieważ już nie raz występowały w historii Ziemi. Ot, logika!

Tymczasem niemieccy naukowcy ogłaszają w agencji Ananova i Guardianie dobrą nowinę: w Morzu Czarnym odkryli mikroorganizmy żywiące się metanem. Może uda się zapędzić je do skonsumowania zbędnych zapasów metanu uchwyconych w podziemnych wyrobiskach?

Na tle omawianych dyskusji najnowsza publikacja ONZ wygląda wręcz nieśmiało. Jest to atlas świata pokazujący, jak wyjaławia się nasza planeta, tracąc zasoby biologicznej różnorodności. Jednym z najbardziej wyjałowionych obszarów jest wybrzeże Morza Czarnego. Nomen omen?


Zobacz również