Baldur's Gate II: Shadows of Amn

Sukces Baldur`s Gate nie pozostawił żadnych wątpliwości, co do pojawienia się kolejnej części. Premierę gry poprzedziły hordy screenów pokazywanych przez najpopularniejsze witryny internetowe na całym świecie. Na usta wszystkich cisnęło się już tylko jedno pytanie: Czy Baldurs Gate II: Shadows of Amn będzie tak samo dobry? Po kilku tygodnia intensywnego grania mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tak! BGII jest o wiele, wiele lepsza i to z wielu powodów... cholernie wielu...

Po pokonaniu Sarevoka z części pierwszej powinieneś mieć święty spokój. Powinieneś ale nie masz :) Nasz bohater budzi się w zamkniętej klatce jako obiekt doświadczeń pewnego czarnoksiężnika. Kiedy jego twierdze zaatakowała gildia złodziei, Iomen (twoja przyjaciółka z dzieciństwa) uwalnia Cię. W sąsiednich klatkach uwięzieni są twoi przyjaciele. Po ich oswobodzeniu rozpoczyna się mozolna (i jakże nudna – przyp. Red.nacz.) ucieczka z podziemnego więzienia. Kiedy wyjdziesz na powierzchnię twoim oczom ukazuje się miasto – Athkatla. Niedługo potem Irenicus (to ten mag, któremu prysnąłeś) porywa Imoen. Od tego momentu wszystko zaczyna się komplikować.

BGII: Shadows of Amn jest najdłuższą grą w jaką kiedykolwiek grałem. Nawet Final Fantasy nie zajęło mi tyle czasu co druga część Wrót. BG ukończyłem w niecałe sto godzin, BGII zajęło mi grubo ponad 300!

Zanim zaczniemy grę czeka nas nie lada zabawa przy tworzeniu postaci. Do dyspozycji mamy trzy całkowicie nowe klasy. Znajdziemy też nową rasę – półork: idealny wojownik, prawdziwa maszyna do zabijania, przy tym bardzo wytrzymały. Ciekawie prezentują się nowe klasy. Mnich specjalizuje się w walce wręcz, barbarzyńca posiada morderczy szał bitewny, a czarodzieje to potężni magowie, którzy nie muszą zapamiętywać czarów aby ich używać. Niejaką trudność sprawiło mi wybranie podklasy, choć z drugiej strony z taką liczbą możliwości jest teraz o wiele łatwiej znaleźć kogoś, kto trafniej odzwierciedla twój styl gry. Doszły także nowe umiejętności możesz teraz np. wziąć do rąk dwa topory i ciachać wszystko co się rusza dookoła :) Wystarczy, że się tego nauczysz.

Zadań jest całe mnóstwo w samym już mieście, a przecież podróżować możemy po całym Amnie i nie tylko. Questy są bardzo urozmaicone i równie ciekawie skonstruowane. Nie zawsze dostaniesz to co było Ci obiecane - wszystko zależy od twojego zachowania. I tu pojawia się jeden z mankamentów gry, który czasem bywa irytujący. Ukończenie BGII niewłaściwą postacią jest o wiele trudniejsze ale też bardziej satysfakcjonujące. Wracając do questów... Teraz każdą wiadomość mamy czysto i klarownie wyłożoną w swoim dzienniku. Nie ma już żadnych chaotycznych notatek, które występowały w części pierwszej.

Ilość potworów jest oszałamiająca. Wiele z nowych istot jest nie tylko o wiele bardziej groźna, ale również dużo większa. Olbrzymy są trzy-, czterokrotnie wyższe od ludzi, a smoki (tak! są smoki!) zajmują połowę ekranu! Do tego dochodzą lisze, wampiry, a nawet legendarne illithidy. Pod koniec gry czekają na ciebie demony i inne kreatury z piekła rodem, które w pojedynkę zabiłyby całą twoją drużyny z Baldur’s Gate’a.

Magowie rzucają teraz o wiele groźniejsze czary, które czynią walkę dwóch czarodziei wielkim festynem świateł, wybuchów i inwokacji. Im głębiej zapuścisz się w krainy Amnu, tym potężniejsze zdobędziesz czary. Kule ognia to nic w porównaniu z umiejętnościami, którymi teraz przyjdzie Ci dysponować. Już na samym początku będziesz mógł przywoływać wywerny, a pod koniec gry niczym lord Soth zabijać jednym słowem! Ponadto, każdy mag może przywołać chowańca: małą istotę, która będzie dla niego szpiegować, kraść i rzucać czary. Można z nim nawet pogadać. W zależności od charakteru twojego bohatera chowańcem może być pseudosmok lub zając.

Broń jest teraz o wiele groźniejsza. Najpotężniejsze artefakty podzielono na części, rozrzucone po całej krainie. Musisz je najpierw znaleźć, a kiedy je skompletujesz pójść do kowala, który złoży z nich potężną broń lub zbroje.

Poprawie uległa szata graficzna (wprowadzono obsługę akceleratorów 3D). Lokacje wyglądają bardzo autentycznie - zwłaszcza świątynie: mieniąca się tysiącem barw posadzka, witraże przez które wpada światło... Wrażenie robią także krajobrazy – od tętniących życiem miast po głuche i niebezpieczne lasy, w których co chwile pada.

Muzyka jest wyśmienita - gdy trzeba mroczna, czasem radosna zależnie od sytuacji - nacechowana średniowiecznym, gotyckim brzmieniem. Z przyjemnością słuchałem inwokacji wygłaszanych przez magów i kapłanów. Każdą postać cechuje indywidualny, oryginalny styl i głos.

Tryb multiplayer nie uległ zmianie i dobrze! Nowinką jest to, że możesz zagrać drużyną całkowicie przez siebie stworzoną (bez przygłupowatego Minsca, nudnej Jahiery i płaczliwej Imoen). Niestety musisz się liczyć z tym, że ominą Cię niektóre questy oraz arcyciekawy wątek romansu między twoim bohaterem, a... zresztą nie uprzedzajmy faktów :)

BGII: Shadows of Amn nie wprowadza co prawda wielu innowacji ale to dobrze, bo dzięki temu jest o wiele lepszy od swojego poprzednika! Skupia w sobie to co w RPG najważniejsze: grywalność, żywotność oraz interesującą fabułę. Trudno grze cokolwiek zarzucić. Moim skromnym zdaniem jest to najlepszy „roleplej” ostatnich lat. Przyciągnie twoja uwagę i niemal całkowicie zawładnie życiem. Żeby tylko każdy sequel przewyższał swój pierwowzór...


Zobacz również