Bez odjazdów

Krytyka multimedialnego katalogu "Rowery 1999" wydanego przez Arco Multimedia.

Krytyka multimedialnego katalogu "Rowery 1999" wydanego przez Arco Multimedia.

Dwa lata temu postanowiłem rozstać się ze swoją ciężką nibykolarką Romet Mistral i zapragnąłem przesiąść się na wyrafinowanego górala. Okazało się jednak, że jestem zupełnym ignorantem w rowerowej dziedzinie. Gdzież jej tam w końcu do komputerów, a jednak... Shimano Alivio, STX RC, GripShift, RockShox, V-Brakes – te pojęcia były mi równie obce i jednakowo brzmiące, co Mombassa i Kinszasa.

Przestudiowałem pożyczoną od kolegi literaturę oraz katalogi producentów i w ciągu trzech dni stałem się ekspertem, którego nie mógł zagiąć żaden sprzedawca. Do dziś jestem zadowolony z kupionego wówczas dwukołowca.

Ten pretensjonalny wstęp ma w pewnym stopniu ułatwić mi krytykę multimedialnego katalogu "Rowery 1999" wydanego przez Arco Multimedia. Do kupna CD-ROM-u zachęca przede wszystkim cena (24 zł), bo na pewno nie okładka z byle jakimi ilustracjami. Kuszą też informacje o 1100 modelach, ich specyfikacjach technicznych i cenach.

Uruchamiamy program i... w Windows 98 nie może się otworzyć film z czołówki (wraz z zakończeniem jedyny naprawdę multimedialny element katalogu). Niedoróbka, ale przecież da się przeżyć bez logo wydawcy. Pojawia się lista firm, których produkty można przejrzeć. Interfejs używa jednak tak drobnej czcionki, że w rozdzielczości 1024 na 768 oczy pękają z wysiłku. Gdy z listy modeli producenta wybierzemy interesujący nas rower, ujrzymy okno ze zdjęciem, wymiarami, ceną i wyczerpującym spisem jego komponentów.

I tu jest pies pogrzebany: katalog zrozumiały jest tylko dla tych, którzy rower już mają i śledzą trendy w technice. Ktoś, kto szuka kompendium wiedzy rowerowej niczego się nie dowie. Zostanie za to zasypany masą pojęć, które utwierdzą go w przekonaniu, że dał się zrobić w multimedialną trąbę.


Zobacz również