Black Harvest: Shadow Ops - błędy, nuda i ciekawy pomysł

Black Harvest: Shadow Ops to shooter TPP od developera, który pierwszy raz zajmuje się taką produkcją. Z powodzeniem mógł więc okazać się znacznie gorszy od tego czym jest. Jednak nawet w swoim najlepszym momencie Black Harvest bardzo odstaje od gigantów gatunku.

Black Harvest: Phantom Ops byłby całkiem dobrym tytułem umożliwiającym wcielenie się w dzielnego żołnierzyka, gdyby nie podejście Black Lion Studios do licencjonowania i praw autorskich. Szkoda, ponieważ dobry komiks oraz ciekawe kreskówki mogły wstrzyknąć trochę oryginalności w ten bogaty w błędy shooter TPP.

W Black Harvest: Phantom Ops pełno jest wyeksploatowanych bohaterów, standardowych historii związanych z terroryzmem oraz słabego połączenia skradania się z systemem strzelania zza osłony. Wszystko to powoduje, że Black Harvest dostarcza przeżyć tak banalnych, że aż momentami usypiających.

To, co otrzymujemy to zwykły (chciałoby się rzec "goły") shooter TPP, w którym zastosowano wspomniany wcześniej system osłon, trochę skradania się i jakieś pojazdy. Ruszasz się, strzelasz, rzucasz granat, chowasz się za przeszkodą terenową, używasz systemów noktowizyjnych, kucasz, a nawet stajesz się czasowo niewidzialny.

Nie skaczesz, nie strzelasz na ślepo, nie walczysz wręcz. Dodatkowo nie ma również trybów rozgrywki wieloosobowej, o których można by coś sensownego napisać. Black Harvest: Phantom Ops może się przynajmniej pochwalić "długą kampanią", której czas przejścia wynosi około 8-10 godzin.

Akcja Black Harvest: Phantom Ops dzieli się pomiędzy dwie postacie: członka oddziału Delta Arona Alvareza (Duke) oraz tajną agentkę Myrę Lee (Scarlett). Oboje zostają wysłani do Mogadiszu, by uporać się z problemem piratów, który przerodził się w poważne zagrożenie za sprawą Karim Kimosein. Gość ma nawet czołg przypominający ten z Metal Gear Solid. W dążeniu do powstrzymania złoczyńcy, będziemy musieli śledzić dostawców broni, co doprowadzi nas na Kubę oraz do Dubaju.

Tak naprawdę to połączenie wszystkich składowych (mechaniki gry, grafiki, dźwięku oraz ogólnej prezencji) sprawia wrażenie, jakbym cofnął się w czasie do gier, w które grałem 5, a nawet 10 lat temu.

Black Harvest: Shadow Ops

Black Harvest: Shadow Ops

Znaczniki nad przeciwnikami w kształcie czerwonych diamentów, znanych z Ghost Recon Advanced Warfighter, nie oznaczają, że mamy do czynienia z profesjonalnymi terrorystami rodem z powieści Toma Clancy'ego. Sztuczna inteligencja zachowuje się w Black Harvest: Phantom Ops idiotycznie. Czasem wychodzą na otwartą przestrzeń i czekają na kulkę w łeb. Są jednak wystarczająco dobrzy, by od czasu do czasu postrzelić Arona przez osłonę, za którą się schował.

Wrogowie, których napotyka Myra, sprawiają natomiast wrażenie upośledzonych. Podczas skradania się, przeciwnicy wydają się być jedynie lekko podejrzliwi, kiedy przebiega ona bezpośrednio przed nimi w dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Co jest jeszcze bardziej śmieszne to, że cień nie wpływa na to czy zostaniesz dostrzeżony czy też nie. Wykrywanie odbywa się poprzez zwykłe wejście w "linię wzroku".


Zobacz również