Błąd na błędzie, czyli wybory po polsku

Od kilku dni tematem nr 1 w polskich mediach jest sprawa wyborów samorządowych – a dokładniej zamieszania związanego z funkcjonowaniem systemu zliczania głosów oddanych przez wyborców. Najpierw mieliśmy serię problemów z jego poprawnym działaniem, potem pojawiły się zasadne pytania o jego bezpieczeństwo, a teraz na dodatek mamy włamanie na serwer Państwowej Komisji Wyborczej. Cyrk, proszę państwa.

Nie często zdarza się, że piszemy na naszych łamach o polityce i wyborach (szczególnie samorządowych). Ale tym razem po prostu się nie da, bo to co dzieje się od kilku dni w sprawie głosowania z 16 listopada i elektronicznego liczenia po prostu przechodzi ludzkie pojęcie… Ale po kolei:

O sprawie zaczęło być głośno już w niedzielę – dzień, w którym jak Polska długa i szeroka, wybierano władze samorządowe: radnych, burmistrzów itp. Wieczorem, po formalnym zakończeniu głosowania, ogłoszone zostały wyniki tzw. exit polls, czyli sondaży przeprowadzanych wśród osób, które oddały swój głos. Takie dane są jednak zwykle obarczone pewnym ryzykiem błędu, więc wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na wstępne (cząstkowe, ale zdecydowanie bardziej miarodajne niż wszelkie sondaże) wyniki ogłoszone przez Państwową Komisję Wyborczą (instytucję odpowiedzialną za organizowanie i nadzorowanie wyborów do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, na stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, do organów samorządu terytorialnego, do Parlamentu Europejskiego, a także referendów).

„Mamy wyniki… ale bardzo mało”

Problem w tym, że czas mijał, a PKW takich danych nie dostarczała – owszem, jakieś wyniki pojawiały się, ale pochodziły z niewielkiej liczby komisji wyborczych, więc trudno było traktować je poważnie. Okazało się, że system informatyczny wykorzystywany przez komisje do przesyłania do PKW wyników wyborów nie działał tak, jak powinien. Przy okazji warto tu wprowadzić jedno istotne zastrzeżenie – problemy od początku dotyczą nie programu do głosowania (w Polsce wszak nie korzystamy jeszcze z narzędzi do głosowania elektronicznego), lecz jedynie systemu służącego do gromadzenia informacji o głosach, które zostały ręcznie przeliczone przez członków komisji.

Zaczęła się seria konferencji prasowych, podczas której przedstawiciele PKW – ewidentnie nie mający większego pojęcia o funkcjonowaniu systemów informatycznych – próbowali dość nieporadnie tłumaczyć co właściwie nie działa i dlaczego. Słyszeliśmy o problemach z przesyłaniem protokołów, potem o kłopotach z drukowaniem plików XM, a wszystko to miało być spowodowane przez duże obciążenie systemu oraz niesprecyzowane błędy w oprogramowaniu.


Zobacz również