Braki w inteligencji

Lata 60. byty triumfem sztucznej inteligencji. A mówiąc dokładniej, wiary w triumf sztucznej inteligencji. Cybernetycy powszechnie uważali, że w ciągu 20 lat komputery staną się mądrzejsze od ludzi i - co było w tym wszystkim najpiękniejsze - umieli tą wiarą zarazić szerokie masy, zwłaszcza reżyserów filmowych, dzięki czemu powstało wtedy tyle kapitalnych filmów science fiction.

Lata 60. byty triumfem sztucznej inteligencji. A mówiąc dokładniej, wiary w triumf sztucznej inteligencji. Cybernetycy powszechnie uważali, że w ciągu 20 lat komputery staną się mądrzejsze od ludzi i - co było w tym wszystkim najpiękniejsze - umieli tą wiarą zarazić szerokie masy, zwłaszcza reżyserów filmowych, dzięki czemu powstało wtedy tyle kapitalnych filmów science fiction.

W wielu tych produkcjach szczytowym momentem rozwoju technologii miał być przełom wieków (co widać nawet w samych tytułach, choćby sztandarowej "2001: Odysei kosmicznej" a później w kultowym serialu "Kosmos 1999"). Tymczasem jesteśmy w roku 2004 i mamy poczucie, że marzenia i obietnice się. nie spełniły. Sztuczna inteligencja wcale nie kieruje podbojem kosmosu. Zresztą pal licho kosmos. Co gorsza nie ma robota, który mógłby odgruzować mój pokój, nie mówiąc już o prasowaniu moich koszul.

Ale czy sztuczna inteligencja rzeczywiście okazała się. mrzonką? Raczej nie. Sztuczna inteligencja ma się. nieźle, ale my tego nie widzimy. A raczej: na szczęście tego nie widzimy. Zauważamy tylko porażki.

Dziś sztuczna inteligencja, a więc urządzenia i komputery, które potrafią reagować na rzeczywiste sytuacje, są praktycznie wszechobecne. Tyle że my tego nie odczuwamy. Jak w starym dowcipie o komunistycznej gospodarce: nikt nie zauważa, że lokomotywy potaniały, bo nikt ich nie kupuje. My też nie zauważamy sztucznej inteligencji centrali telefonicznej w banku, która coraz częściej reaguje na polecenia głosowe, a nie tylko przyciśnięcie odpowiednich klawiszy, dzięki czemu możemy zlecić przelew albo założyć lokatę po prostu mówiąc o tym maszynie. Podobne systemy obsługują też o wiele bardziej skomplikowane zadania. Firma Handspring, znany producent palmtopów, używa systemu rozpoznającego i analizującego mowę w swoim telefonicznym centrum pomocy technicznej, które przyjmuje zgłoszenia po godzinach pracy inżynierów. Ludzie, którzy dzwonią po pomoc, nie zadają prostych pytań "O której godzinie?" albo "Czy są jeszcze bilety" ale pytają o skomplikowane kwestie techniczne. Komputery analizują słowa kluczowe i starają się dopasować odpowiednie rozwiązanie do zgłoszonego problemu.

Sztuczna inteligencja kieruje ruchem na ulicach i lotniskach. To coraz częściej komputery przydzielają odpowiedni "rękaw" dla danego samolotu, kierują nasze torby na właściwy podajnik, decydują, którzy pracownicy zatankują nasz samolot, albo ustalają rozkład lotów, tak aby zapewnić jak najlepsze wykorzystanie miejsc. Szacuje się, że dzięki takim systemom lotniska mogą obsłużyć 30 proc. lotów więcej.

Komputery badają nawyki klientów płacących kartami kredytowymi, po to by wykryć ewentualne oszustwa. Coraz więcej banków emitujących karty używa programów, które analizują wszystkie zakupy dokonane za pomocą plastikowych pieniędzy. W ten sposób powstaje profil klienta. Gdy ktoś wydaje zwykle małe sumy w sklepach i na stacjach benzynowych, system podniesie alarm, kiedy będzie chciał kupić biżuterię za znaczną sumę. Jest prawdopodobne, że taka transakcja to próba wykorzystania kradzionej karty.

Komputery stawiają diagnozy medyczne. W USA 10 proc. wycinków tkanek, pobranych do badań histopatologicznych, jest badanych przez komputery. One, a nie ludzie sprawdzają, czy wśród próbek są komórki nowotworowe. Ludzie w takich przypadkach weryfikują jedynie diagnozy stawiane przez komputer.

To wszystko sztuczna inteligencja, ale zwykle jej nie dostrzegamy. Można powiedzieć: OK, nie zastanawiam się nigdy, jak walizka na lotnisku trafia na odpowiednią karuzelę, to skąd u licha miałbym się domyślać, że jest w tym jakaś inteligencja. Ale nawet, jeśli mamy ze sztuczną inteligencją namacalny, codzienny kontakt, także przestajemy ją dostrzegać. Wie o tym każdy, kto np. wysyła SMS-y, wpisując je przy użyciu mechanizmu T9. Telefon, korzystając z wbudowanego słownika, odgaduje słowa, jakie chcemy wpisać, analizując kolejność wciskania poszczególnych literek. Jeśli wcisnę klawisz 2, telefon sam podstawi jedną z przypisanych mu liter (a, b lub c), porównując kombinację wybranych przycisków ze słowami, jakie ma zapisane w pamięci. Kiedy korzystałem zT9 pierwszy raz, odczułem technologiczny nokaut. Za drugim razem uznałem, że to cwane, za trzecim - że wygodne, a za czwartym w ogóle przestałem tę, bądź co bądź, formę sztucznej inteligencji zauważać.

Zauważam za to, i nie tylko ja, porażki sztucznej inteligencji. Mój inteligentny pilot jest do niczego, bo nie może się nauczyć wyłączania telewizora. Nawigacja satelitarna w samochodzie, którym jeżdżę, też jest do niczego, bo nie ma płyty z elektroniczną mapą Polski. Kontroler, który steruje pracą pieca w moim domu jest do niczego, bo choć potrafi sam podnieść temperaturę, gdy na dworze robi się zimno, nie umie wyłączyć ogrzewania, gdy nikogo nie ma w domu.

Dlatego lepiej, kiedy nie dostrzegam sztucznej inteligencji wokół siebie. Wtedy wiem, że działa bez zarzutu. A inteligentny pilot, który nie nauczył się wyłączać telewizora, też ma pewną zaletę. Kiedy zasnę oglądając film, zwykle obudzę się na dźwięk muzyki przy końcowych napisach. Gdyby wszystko działało jak trzeba, telewizor już by nie grał, a ja spałbym do rana na podłodze.


Zobacz również