Braveheart

Braveheart powinien być świetny. Strategia z bitewnymi sekwencjami 3D, podłożem historycznym oraz znanym tytułem teoretycznie powinna stać się wielkim przebojem. Niestety tak się nie stało. Nie zawsze gra oparta na znanym filmie, okazuje się hitem. Dobry pomysł nie pomoże, jeśli produkt jest nudny i posiada mnóstwo błędów. Sprawę polepsza realizm, ale po zagraniu w Braveheart, miałem bardzo mieszane uczucia.

Braveheart powinien być świetny. Strategia z bitewnymi sekwencjami 3D, podłożem historycznym oraz znanym tytułem teoretycznie powinna stać się wielkim przebojem. Niestety tak się nie stało.

Nie zawsze gra oparta na znanym filmie, okazuje się hitem. Dobry pomysł nie pomoże, jeśli produkt jest nudny i posiada mnóstwo błędów. Sprawę polepsza realizm, ale po zagraniu w Braveheart, miałem bardzo mieszane uczucia.

Braveheart jest ambitnym przedsięwzięciem Red Lemon Studios. Gra łączy skomplikowaną, turową strategię 2D z emocjonującymi bitwami toczonymi w trójwymiarowym środowisku. Twoim zadaniem jest poprowadzić do zwycięstwa nad wojskami angielskimi jeden ze szkockich klanów. Braveheart jest bardzo obszerny, ma wiele opcji, możliwości zakończeń, jednak całość psuje fakt, że gra po prostu szybko się nudzi.

Nieintuicyjny interfejs był jedną z przyczyn mojej frustracji. Wszystkie elementy na ekranie są małe, a ikony prawie nieuchwytne. W dodatku kierowanie miastem – podstawa gry – składa się jedynie z monotonnego punktowania i klikania. Powinno to zadowolić fanów serii Sim, którzy doceniają każdy szczegół i minutę gry. Osoby niecierpliwe, do których należę i ja, prawdopodobnie będą się potwornie nudzić.

Chcesz wreszcie zacząć walczyć? Musisz przedrzeć się przez trzy ekrany z wyborem opcji. Gdy po kilkunastominutowym klikaniu rozpoczniesz wymarzoną grę, bynajmniej nie licz na szybką akcję. Czasami trzeba „tygodniami” czekać zanim żołnierze zaczną bitwę.

Jestem jedną z tych niecierpliwych osób, które zadowalają efektowne i krwawe bitwy oraz najazdy na wroga. Niestety Braveheart zawodzi w tych aspektach. Częstsze od walki są ostrożne „podchody”, by przeciwnik cię nie zobaczył. W grze taktyka powinna chociaż trochę ustąpić akcji, której zdecydowanie brakuje.

Grafika na początku zrobiła na mnie wrażenie, choć miałem problemy ze sterowaniem akcją. Interface daje ci trzy możliwości obserwacji wydarzeń: kamera podążająca za żołnierzami, widok z góry i perspektywa pierwszej osoby. W tej ostatniej żołnierze i części krajobrazu mają tendencje do znikania. Poza tym obserwując wydarzenia z tej kamery trudno jest dobrze kierować jednostkami. Jeśli wojownik, którego oczami oglądaliśmy bitwę zginie, automatycznie „zmieniamy ciało” i oglądamy walkę z perspektywy innego żołnierza, co bynajmniej nie ułatwia rozgrywki.

Końcowe wnioski, jakie nasuwają mi się w tym momencie są następujące: Braveheart nie jest grą dla ludzi lubiących dynamiczne pojedynki znane chociażby z Warcrafta. To gra przeznaczona dla graczy cierpliwych posiadających zmysł prawdziwego stratega. Jeżeli nie należysz do tej grupy osób, pieniądze wydane na Braveheart okażą się inwestycją chybioną.


Zobacz również