Bruk czy strzecha?

Drodzy moi, z niepokojem oglądam telewizyjne reklamy kolorowych czasopism, w których przestano już zachwalać, jakie to ciekawe artykuły znajdują się w nowym numerze, a mówi się wyłącznie o tym, który z popularnych filmów fabularnych dołączono do nich na płytce DVD. Ostatnio na tapecie są polskie komedie.

Drodzy moi, z niepokojem oglądam telewizyjne reklamy kolorowych czasopism, w których przestano już zachwalać, jakie to ciekawe artykuły znajdują się w nowym numerze, a mówi się wyłącznie o tym, który z popularnych filmów fabularnych dołączono do nich na płytce DVD. Ostatnio na tapecie są polskie komedie.

Dlaczego z niepokojem? Bo taka oferta tylko z pozoru jest korzystna. Wydawcy dołączają filmy na płytach DVD, bo sprzedając je taniej, mogą wywołać wrażenie niesłychanej okazji i dzięki temu zwiększyć nakład swoich tytułów. Jest im to potrzebne po to, żeby lepszymi wynikami pochwalić się reklamodawcom i pozyskać od nich więcej reklam. I o to tylko im chodzi! Wcale nie o nasz interes i nie o to, byśmy cieszyli się znakomitymi filmami.

Podpatrzono to, co z dbałością o szczegóły od lat robi "Kino domowe - Magazyn DVD", i skarykaturowano ten pomysł. I tu, i tam do okładki dołączone są płyty, ale różnica w ich zawartości jest aż nadto widoczna! A jednak coraz więcej klientów daje się skusić na tę ofertę. Niektórzy nawet zaczęli kolekcjonować płytki w kartonowych okładkach. Wydaje im się zapewne, że film to film, i nie zwracają uwagi, że jest on wydany w sposób najtańszy, najskromniejszy, pozbawiony dodatków, rozszerzeń oraz technicznych udoskonaleń jakościowych. Mamy więc paradoksalne zjawisko: dzięki kolorowym gazetom kino domowe dotarło pod strzechy, ale w tym samym momencie sięgnęło ono bruku. Niepostrzeżenie płyta DVD przestała się kojarzyć z wysoką jakością i stała się po prostu nośnikiem zapisu elektronicznego, takim samym, jakim kiedyś były taśma magnetofonowa i komputerowa dyskietka. Nośnik to nośnik, nie ma co się nad nim rozwodzić. A jednak...

Szansa, jaką stworzyła nowa technologia zapisu filmów, polegała na tym, że dano nam do ręki nowoczesny instrument, który pozwalał zmienić powierzchowny dotąd stosunek do prezentowanych za jego pomocą dzieł sztuki. Szczególnie kino miało tu wiele do zyskania: jakość obrazu, jakość dźwięku, jakość prezentacji okołofilmowej. Najwięksi reżyserzy zaczęli postrzegać rozpowszechnianie filmów na płytach DVD jako równie prestiżowe co wyświetlanie ich w kinach. To dlatego pojawiły się specjalne, rozszerzone wersje reżyserskie wybitnych filmów, przygotowane specjalnie z myślą o kolekcjonerach. Dlatego płyty DVD wypełniano ciekawymi dokumentami, wywiadami z aktorami, komentarzami twórców, galeriami zdjęći biografiami najważniejszych związanych z filmami osób. To miała być uczta dla kinomanów, dowód ich wtajemniczenia i przepustka do ekskluzywności dla kina domowego.

Takie wypełnione artystyczną treścią płyty wniosły nową wartość do życia filmowego. Nawet - w pewnym sensie - przyczyniły się do jego rozwoju oraz zdopingowały reżyserów do nieustawania w staraniach o wzbogacanie ich dzieł. Uzasadniały one także coraz doskonalsze wyposażanie naszych domowych kin i sprawiały, że kaseta wideo wyglądała przy płycie DVD jak uboga krewna.

Obecny trend, żeby wydawać jak najwięcej i sprzedawać jak najtaniej, faktycznie cofnął rozwój formatu DVD o kilka lat. Znowu zaczęło chodzić tylko o to, żeby jakoś było.

Mam nadzieję, że skromniutkie płytkibiedy dołączane do kolorowych tygodników to tylko chwilowa moda marketingowa i nie uda się im wypełnić naszych filmowych kolekcji DVD przypadkowym bałaganem. Nade wszystko zaś - że dystrybutorzy nie dojdą do wniosku, że nie ma sensu tak się starać i - wychodząc z założenia, że odbiorcy już się do tego przyzwyczaili - nie zaczną wydawać filmów ogołoconych ze wszystkich dodatków i multimedialnych atrakcji. Gdyby tak miało być, to rachunek za deprecjację naszych domowych kin powinniśmy wystawić sobie samym i zastanowić się, czy rzeczywiście warto było kupować kobiece pisemka po to, by taniej dostać dołączoną do nich płytkę...

Tomasz Raczek krytyk filmowy i wydawca. Prowadzony przez niego Instytut Wydawniczy Latarnik wydaje książki poświęcone filmowi i mediom. Autor książki "Pies na telewizję". Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji, publikacji prasowych ("Wprost") i książek: "Poławiacze pereł", "Perłowa ruletka".


Zobacz również