Budżetowy spleen

Amerykańska polityka fiskalna jest ryzykowna, twierdzi Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Zaś europejska jest nielegalna – uważają biurokraci w Brukseli.

„Mogę tylko doradzić Komisji żeby wyszła ze swojego narożnika i przestała marudzić” – powiedział Hans Eichel w listopadzie 2003 r., po tym jak wraz z innymi unijnymi ministrami finansów przeciwstawił się Komisji Europejskiej i doprowadził do zawieszenia Paktu Stabilizacji i Wzrostu, który miał zapobiec powstawaniu dużych deficytów budżetowych w państwach strefy euro. Teraz KE rzeczywiście wyszła ze swojego narożnika i ruszyła do walki. Pedro Solbes, komisarz do spraw gospodarczych, sądzi że to co stało się w listopadzie było nielegalne. Złamano prawo aby uniknąć ukarania dwóch największych państw strefy euro – Niemiec i Francji. I Komisja zdecydowała się 13 stycznia br. na skierowanie sprawy do Trybunału Europejskiego w Luksemburgu.

Po drugiej stronie Atlantyku budżet jest jeszcze mniej stabilny – częściowo dzięki trzem rundom cięć podatkowych przeprowadzonych za kadencji Georga Busha. Kontrowersje wokół budżetu są zaś co najmniej tak duże jak na Starym Kontynencie. Kilka dni temu Paul O’Neill, były sekretarz skarbu w Białym Domu, wydał książkę „Cena lojalności”, w której podsumowuje dwa lata swojej pracy dla Georga Busha. Krytykuje w niej ostro styl sprawowania rządów przez amerykańskiego prezydenta, jego decyzję o rozpoczęciu wojny z Irakiem oraz politykę fiskalną.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) także uważnie przygląda się prezydenckim posunięciom. W swoim ostatnim raporcie ostrzegł, że amerykański deficyt stanowi zagrożenie dla USA i całego świata. O’Neill zaś twierdzi, że kiedy powiedział Dickowi Cheney o swoich niepokojach związanych z polityką fiskalną, wice prezydent odpowiedział, że „deficyt nie ma znaczenia”. A IMF upiera się, że ma. Miniona dekada deficytowych lat w USA będzie miała ogromny wpływ na stopy procentowe, inwestycje i wzrost produktywności.

I podczas gdy amerykańskie problemy podatkowe będą poddawane osądowi opinii publicznej, w Europie znajdą się w sądzie. Skarga KE jest natury proceduralnej a nie ekonomicznej. Komisja nie chce zajmować się tym, czy Francja powinna obciąć swój deficyt o 1% czy o 0,8%. Rząd może decydować o podatkach swojego kraju. Jednak minister finansów musi taką decyzję podjąć w sposób zgodny z europejskimi przepisami, a nie na zasadzie umowy dżentelmeńskiej z innymi państwami. A ministrowie finansów nie powinni decydować o zawieszeniu zasad Paktu Stabilizacji i Wzrostu wtedy, kiedy stają się one niewygodne.

Podstawy prawne działań Komisji w tej materii wydają się być silne, gorzej z zapleczem politycznym. Nawet ministrowie finansów, którzy chcieli dotrzymania zasad paktu, jak np. austriacki minister skarbu Karl-Heinz Grasser, sądzą, że pozew sądowy nie jest dobrą drogą rozwiązania tego problemu. Szef Parlamentu Europejskiego i Europejski Bank Centralny również są przeciwko skierowaniu sprawy na drogę prawną.

Komisja Europejska zaś twierdzi, że „prawna jasność i przewidywalność” zasad rządzących euro może być zagrożona jeśli ta sprawa pozostanie nierozstrzygnięta. Komisja uważa się za strażnika pilnującego „zasady równego traktowania” wszystkich państw członkowskich. I poświęca się przestrzeganiu zasad prawnych, nawet tych niezbyt mądrych, które w dodatku mają być stosowane jednakowo wobec państw dużych i małych.

Okazuje się, że słynna europejska „kultura stabilizacji”, próbująca wpisać fiskalne zasady w ramy prawne, nie jest wcale lepsza niż amerykańskie przepisy podatkowe. Fiskalne upomnienia, czy to od Komisji Europejskiej czy to od IMF, mogą próbować przekonywać rządy do zmiany budżetów. Instytucje te mogą się również upierać przy tezie, że deficyt ma znaczenie. Jednak dopóki deficyt nie zacznie mieć znaczenia dla samych rządów, KE czy IMF nie dadzą rady wiele zdziałać.

Na podstawie The Economist „Busted budgets, vented spleens”


Zobacz również