CMYK pod ostrzałem

Szukając sposobu na poprawę jakości druku atramentowego, producenci sięgają nie tylko po rozdzielczość i wielkość kropli, ale i rozmaite kompozycje tuszów. Jego wysokość CMYK, rządzący barwnym drukiem od wieków, przestaje wystarczać.

Szukając sposobu na poprawę jakości druku atramentowego, producenci sięgają nie tylko po rozdzielczość i wielkość kropli, ale i rozmaite kompozycje tuszów. Jego wysokość CMYK, rządzący barwnym drukiem od wieków, przestaje wystarczać.

Producenci atramentówek nie mogą ciągle wprowadzać rewolucyjnych nowości. Mamy tu zmieniający się podział ról. Kiedy jedni zbierają siły w laboratoriach, inni oferują mnóstwo nowinek. Dzięki temu cały czas mamy na rynku coś świeżego oraz przeplatające się dobre okresy kolejnych wytwórców. Były już złote lata Lexmarka, HP i Canona. Ostatni okres z pewnością należy do Epsona.

Do raportu

Lexmark nie pokazał nowych drukarek fotograficznych, a jego zeszłoroczna propozycja była raczej krokiem wstecz w stosunku do bardzo dobrego roku 2002. HP ma nieco świeższe produkty, ale u niego postęp polega na wlaniu trzech odcieni szarego atramentu do znanego od dawna naboju. Canon wprowadził do wszystkich modeli system PictBridge druku bezpośredniego, sterowanego z aparatu cyfrowego i zwiększył rozdzielczość w swoim najlepszym modelu, i965, do rekordowych 2400x4800 dpi. Ta sama firma próbuje znaleźć dobrą formułę taniej drukarki foto, eksperymentując z różnymi konfiguracjami tuszów i głowic. Od Lexmarka wzięła pomysł na grube i cienkie dysze w jednej głowicy i po bardzo pomysłowej modyfikacji wprowadziła go do modeli i560 oraz i865. W drugiej z wymienionych drukarek koegzystują czarne tusze - pigmentowy z rozpuszczalnikowym.

Największe brawa należą się Epsonowi, przede wszystkim za skuteczny powrót do gry z trójką udanych modeli. Dalszy brak aktywności groziłby mu zniknięciem z rynku, a ponieważ jedyny na taką skalę stosuje do wystrzeliwania kropli atramentu technologię piezoelektryczną, prawdopodobnie sukces firmy uratował tę metodę drukowania przed odejściem w techniczny niebyt. Co więcej, Epson jest uznanym mistrzem w komponowaniu tuszów, więc groziło nam też pożegnanie z wieloma oryginalnymi recepturami atramentowymi. Z innego rozwoju wydarzeń można się tylko cieszyć.

Dorównując jakością, drukarki piezoelektryczne ustępowały urządzeniom pracującym w konkurencyjnej technologii termicznej przede wszystkim szybkością pracy, zależną przede wszystkim od liczby wmontowanych dysz. Na jednym biegunie mieliśmy najlepszą drukarkę Canona z trzema tysiącami dysz, na przeciwnym Epsona z pięćdziesięcioma. I chociaż głowice piezoelektryczne mogą wyrzucać krople nawet dwu- i trzykrotnie częściej, nie wyrówna to dużej dysproporcji w liczbie dysz. Zatem sąsiadowały na tej samej półce sklepowej dwa urządzenia, z których pierwsze tę samą pracę drukuje w dwie, a drugie - w dwadzieścia minut. To nie mogło trwać wiecznie.

Od dna na powierzchnię

We wprowadzanych na rynek nowych drukarkach fotograficznych Epsona jest wiele nowości. Prawie jednocześnie wchodzą do sklepów trzy modele: podstawowy R200, jego lepiej wyposażony brat z tym samym mechanizmem wydruku, R300 i najbardziej zaawansowany model R800. We wszystkich zwiększono liczbę dysz. Dzięki temu w testach szybkości Epsony przesunęły się z ogona do środka stawki. Dopiero wtedy zaczęły się liczyć ich walory jakościowe. W końcowym rozrachunku R200 wyróżniliśmy tytułem najbardziej opłacalnego zakupu, a R800 wspólnie z modelem i965 Canona uznaliśmy za najlepsze w teście. R800 jest pierwszą drukarką do powszechnego użytku, w której znalazły się atramenty spoza żelaznego kwartetu cyjan, magenta, żółty i czarny. Oczywiście produkowano wcześniej drukarki fotograficzne z większą liczbą atramentów, ale nie były to nowe kolory, a jedynie niektóre z wymienionej czwórki w stanie rozpuszczonym. Poza żółtym, który nie potrzebuje dodatkowego osłabiania, bo jest i tak mało intensywny, pozostałe kolory były rozpuszczane w różnym stopniu. Dzięki temu po odparowaniu wody z najmniejszej dawki, jednej kropli atramentu, zostawało na kartce papieru mniej barwnika niż ze zwykłego roztworu. A mniej barwnika to możliwość delikatniejszego stopniowania kolorów, zmniejszenie ziarnistości między nimi, jednym słowem - zbliżenia się do ideału, jakim dysponuje malarz dzięki mieszaniu farb ze swojej palety w dowolnych proporcjach.

W nowym Epsonie mechanizm tworzenia odcieni kolorów jest inny. Minie jeszcze jakiś czas, nim poznamy wszystkie szczegóły, ale nie ulega wątpliwości, że zestaw kolorów zaproponowany do R800, CMYKRB (CMYK + czerwony i niebieski) nie jest ostateczny. System jest na tyle nowy, że nawet sterownik drukarki nie w pełni przygotowano do pełnego zakresu możliwych korekcji. Wiadomo, że oba dodatkowe kolory, czerwony i niebieski, można uzyskać z pozostałych, ale nie jest to cała prawda. Posługując się oryginalną czerwienią i niebieskim, możemy pokryć większą część zakresu widzialnego niż korzystając z tych samych kolorów zmiksowanych. Inaczej mówiąc, drukarka taka jak R800 wydrukuje kolory nie do uzyskania metodą mieszania barw z samego CMYK. Wystarczy się rozejrzeć, żeby zrozumieć powody uzupełnienia palety drukarki właśnie o te dwa kolory. Najpopularniejsze tematy zdjęć, twarze i niebo powinny najwięcej zyskać na takim rozszerzeniu palety. W nowym zestawie barw brakuje szarości, więc nic dziwnego, że fotografie monochromatyczne nie wychodzą najlepiej.

Bez pudru

Głowice Canona, od góry i865, i905D, i965. Najciekawszą budowę ma głowica na górze strony. Długi, podwójny rząd to dysze do pigmentowej czerni. Każdy z nich ma 300 dpi, ale dzięki pionowemu przesunięciu jednego względem drugiego, rozdzielczość tej pary podwaja się. Taki sam sposób podwojenia wykorzystuje się w części kolorowej. Kolejność rzędów mogłaby służyć do nauki zwierciadlanej symetrii. Sąsiadują ze sobą linie otworów pięcio- i dwupikolitrowych ustawione tak, aby przy ruchu w jedną lub drugą stronę uzyskać tę samą kolejność nanoszenia kolorów.

Głowice Canona, od góry i865, i905D, i965. Najciekawszą budowę ma głowica na górze strony. Długi, podwójny rząd to dysze do pigmentowej czerni. Każdy z nich ma 300 dpi, ale dzięki pionowemu przesunięciu jednego względem drugiego, rozdzielczość tej pary podwaja się. Taki sam sposób podwojenia wykorzystuje się w części kolorowej. Kolejność rzędów mogłaby służyć do nauki zwierciadlanej symetrii. Sąsiadują ze sobą linie otworów pięcio- i dwupikolitrowych ustawione tak, aby przy ruchu w jedną lub drugą stronę uzyskać tę samą kolejność nanoszenia kolorów.

Mechanizm, w jakim dodatkowy kolor w palecie wpływa na poprawę jakości, najlepiej widać na wydrukach zdjęć twarzy. Zwykle barwy na tych fragmentach skóry są mocno skomplikowane. Tak bardzo, że duża część pikseli jest przeznaczana na oddanie koloru, a nie szczegółów. Spadek efektywnej rozdzielczości z tego powodu widać czasem nawet okiem nieuzbrojonym. Sprawia wrażenie niestarannie roztartego pudru. To wrażenie znika, jeśli oglądamy wydruk z Epsona R800 albo z HP 7960. Widzimy mniejszą różnicę między kolorami składowymi a docelowym, mniej pikseli idzie na syntezę koloru, więcej zostaje na odwzorowanie szczegółów. Wydruk sprawia wrażenie wykonanego w większej rozdzielczości, ale to tylko pozór, rezultat poszerzenia palety.

Kolejnym fenomenem w R800 jest pigmentowy zestaw atramentów. Konkurenci używają pigmentu do monochromatycznych wydruków tekstowych. Krople atramentu są duże, mają po kilkanaście pikolitrów, a dysze w głowicach grube. Takie proporcje chronią przed zatkaniem przewodu. W Epsonie R800 kropla jest dziesięć razy mniejsza, a dysza odpowiednio węższa. Aby przewód dyszy pozostał drożny, produkcja pigmentu musi być niezwykle staranna.

Zalety pigmentu ujawniają się podczas druku na papierach gorszej jakości. Stałe cząsteczki nie giną w porach nośnika, tak jak barwnik z tuszu rozpuszczalnego. W pierwszym wypadku wydruk jest wyraźny, w drugim bledszy i mniej czytelny. Z tego powodu typowe drukarki fotograficzne z atramentami rozpuszczalnikowymi wypadają tak słabo w testach na zwykłym papierze. To spotkało Epsony R200 i R300. Ich pigmentowy kuzyn, R800, w kategorii prostych wydruków uzyskał dużo lepszą ocenę.

Na błysk

Zaleta na gorszym papierze staje się wadą na lepszym. Tak się dzieje z cząsteczkami pigmentu, które tworzą na powierzchni lepszego papieru szorstką i nierówną warstwę, która odbija światło w przypadkowym kierunku, więc sprawia wrażenie matowej. Aby uzyskać wrażenie błysku, powierzchnie wydruku wyrównuje się, pokrywając ją tuszem przezroczystym. Pojemnik z tym płynem jest ósmym kałamarzem w R800. Nie zawsze taka metoda nabłyszczania jest korzystna. Jeśli patrzymy na wydruk pod większym kątem, często zamiast jego treści widzimy raczej odbite źródło światła. Tych problemów nie ma z tuszami rozpuszczalnikowymi. Pewnie z tego powodu nabłyszczanie można wyłączyć w sterowniku drukarki.


Zobacz również