Canon kontra Canon

Canon wydaje się konkurować sam ze sobą. Na rynku będą bowiem dwie niedrogie cyfrowe lustrzanki tej firmy - 300D i jej godny następca 350D. Porównujemy obydwa modele.

Canon wydaje się konkurować sam ze sobą. Na rynku będą bowiem dwie niedrogie cyfrowe lustrzanki tej firmy - 300D i jej godny następca 350D. Porównujemy obydwa modele.

Postanowiliśmy w naszym pojedynku zestawić dwa aparaty tego samego producenta. Dlaczego? Bo, mimo że Canon zakończył produkcję starszego modelu, to jeszcze przez kilka miesięcy dwa aparaty tego producenta będą ze sobą ostro konkurowały na sklepowych półkach. Starszy model EOS 300D będzie kusił ceną o około tysiąc złotych niższą niż lepiej wyposażony najnowszy EOS 350D. Obydwa aparaty projektowano z myślą o tym samym rynku - użytkownikach szukających prostej cyfrowej lustrzanki.

Jakość zdjęć z obu aparatów porównujemy na podstawie zdjęcia wzorca ISO 12233 służącego do oceny rozdzielczości aparatu cyfrowego. Czerwonym kolorem pokazaliśmy, które fragmenty wzorca powiększyliśmy poniżej.

Jakość zdjęć z obu aparatów porównujemy na podstawie zdjęcia wzorca ISO 12233 służącego do oceny rozdzielczości aparatu cyfrowego. Czerwonym kolorem pokazaliśmy, które fragmenty wzorca powiększyliśmy poniżej.

Oprócz tego publikujemy test dwóch nowych lustrzanek: Olympusa Evolt E-300 i Pentaxa *ist DS. Obydwa aparaty konkurować będą wprawdzie w sklepach z najnowszym produktem Canona, ale test porównawczy nie byłby miarodajny, ponieważ przy obecnych konstrukcjach lustrzanek cyfrowych największe znaczenie ma jakość obiektywu. Porównywanie aparatów z obiektywami różnych producentów zawsze będzie mało wiarygodne, a na razie nie ma na rynku obiektywów wspólnych dla tych trzech marek. Za kilka miesięcy to się zmieni, gdy Sigma dołączy do swojego portfolio obiektywy systemu 4/3. Dlatego na razie ograniczamy się do porównania tego, co można ze sobą miarodajnie porównać, czyli dwóch aparatów Canona, a Pentaxa i Olympusa opisujemy w osobnych testach (s. 62, 63).

Gdy Canon dwa lata temu zaprezentował EOS 300D, była to rewolucja na rynku lustrzanek. Po raz pierwszy ktoś zaoferował taki aparat w cenie poniżej psychologicznej bariery stanowiącej równowartość 1000 USD. 300D zebrał dobre recenzje, które zawdzięczał właśnie swojej cenie. Wszyscy recenzenci wskazywali wady aparatu i na koniec pisali, że mimo wszystko aparat wart jest zakupu. Również i my polecaliśmy go jako dobry zakup. EOS 300D sprzedawał się świetnie do momentu, aż największy konkurent firmy - Nikon - nie wprowadził swojego modelu D70. Wprawdzie Canon wciąż utrzymuje, że 300D jest najlepiej sprzedającą się lustrzanką w historii fotografii cyfrowej, ale sprzedawcy zgodnie twierdzą, że gdy na rynku pojawił się Nikon D70, sprzedaż Canona EOS 300D drastycznie spadła.

Trochę historii

EOS 350D jest mniejszy od EOS 300D. Odchudzenie osiągnięto między innymi dzięki zmniejszeniu rozmiarów i pojemności baterii zasilającej aparat.

EOS 350D jest mniejszy od EOS 300D. Odchudzenie osiągnięto między innymi dzięki zmniejszeniu rozmiarów i pojemności baterii zasilającej aparat.

Opinie fachowców były zgodne. Nikon, projektując swoją lustrzankę dla amatorów, nie poszedł na kompromis. Aparat oferował wszystko co było najlepsze w danym momencie na rynku. Lista zalet była bardzo długa - warto wymienić solidną obudowę, szybki port USB 2.0 i umiejętność wykorzystania szybkich kart pamięci. Firma nie bała się wprowadzić na rynek taniej lustrzanki, która miała lepsze parametry niż model o oczko wyższy w hierarchii.

Tak jak wyżej zdjęcia z EOS 300D i EOS 350D zrobione obiektywem 50 mm f1:1,8 i fotografie wykonane EOS 350D z obiektywem EF-S 18-55 II.

Tak jak wyżej zdjęcia z EOS 300D i EOS 350D zrobione obiektywem 50 mm f1:1,8 i fotografie wykonane EOS 350D z obiektywem EF-S 18-55 II.

Z kolei Canon zrobił rzecz karygodną, którą zresztą rynek przykładnie ukarał. Nie dość, że EOS 300D był konstrukcyjnie upośledzony w kilku funkcjach, to jeszcze na domiar złego w wewnętrznym oprogramowaniu wyłączono specjalnie część funkcji. Doszło nawet do rzeczy kuriozalnej - znaleźli się hakerzy, którzy poprawiali oprogramowanie aparatu i odblokowywali funkcje wyłączone w normalnej wersji sklepowej. Najprawdopodobniej Canon bał się, że 300D będzie stanowił zbyt dużą konkurencję dla wypuszczonego zaledwie siedem miesięcy wcześniej EOS 10D, który był przeznaczony dla bardziej profesjonalnych klientów, ale co za tym idzie - był droższy, i to o połowę. Zapewne specjaliści od marketingu w Canonie stwierdzili, że tańsza trzysetka będzie zbyt wielką pokusą dla profesjonalistów i postanowili pozbawić ją kilku istotnych funkcji. W oprogramowaniu aparatu wyłączono możliwość wyboru trybu pracy autofokusa, korekcji ekspozycji błysku, balansu bieli w kelwinach, a także funkcji specjalnych, które pozwalały np. włączyć blokadę lustra w górnej pozycji. Poza tym aparat robił tylko cztery zdjęcia w szybkim trybie 2,5 kl./s, a potem czekał, aż zdjęcia zostaną zapisane. Nie zależało to w żaden sposób od wielkości zdjęć - cztery szybkie klatki były robione zarówno w trybie RAW produkującym pliki po 6 MB, jak i najniższym możliwym JPG, który zapisywał zdjęcia prawie dziesięć razy mniejsze.

Sterowanie EOS 350D jest znacznie łatwiejsze niż 300D (na górze). Ponadto klawisze sterujące w 350D są znacznie lepiej rozmieszczone, a główne pokrętło wyboru trybu pracy jest metalowe i przywodzi na myśl stare, solidne konstrukcje z lat 80.

Sterowanie EOS 350D jest znacznie łatwiejsze niż 300D (na górze). Ponadto klawisze sterujące w 350D są znacznie lepiej rozmieszczone, a główne pokrętło wyboru trybu pracy jest metalowe i przywodzi na myśl stare, solidne konstrukcje z lat 80.

Wady sprzętowe tego aparatu to przede wszystkim mało dokładnie wykonana obudowa, która trzeszczała w palcach, wolny port USB 1.1 i bardzo wolny zapis danych na kartach pamięci. Akurat te dwie wymienione wady były wspólne z 10D, ale gdy dziesiątka wchodziła na rynek, można je było jeszcze darować, gdy pojawiła się trzysetka - już nie uchodziło.

Godny następca

Na górze zdjęcie zrobione EOS 300D, na dole EOS 350D. Widać, że ten pierwszy słabiej radzi sobie z pomiarem światła, fotografia jest niedoświetlona. W rogu histogramy obydwu zdjęć.

Na górze zdjęcie zrobione EOS 300D, na dole EOS 350D. Widać, że ten pierwszy słabiej radzi sobie z pomiarem światła, fotografia jest niedoświetlona. W rogu histogramy obydwu zdjęć.

Beczka dziegciu, jaką wylaliśmy na EOS 300D, poprzedza beczkę miodu, na który zasługuje EOS 350D. Spośród wymienionych powyżej wad swego poprzednika nie ma żadnej. Zdjęcia robi w tempie 3 kl./s, aż do zapełnienia bufora. W trybie JPG oznacza to aż 14 zdjęć w serii, w trybie RAW - tylko cztery. Ale tempo robienia zdjęć wraca po zapisaniu danych z bufora na kartę pamięci. Aparat obsługuje szybkie karty pamięci. W tempie zapisu między zwykłą kartą marki Kingston a wersją szybszą Elite Pro było aż 20% różnicy. Jeśli pojawią się szybsze karty, prawdopodobnie trzystapięćdziesiątka i te będzie potrafiła wykorzystać.

Rozbudowano też możliwości korygowania parametrów ekspozycji pracy. Wprawdzie wciąż nie można podawać balansu bieli w kelwinach, ale za to wprowadzono zaawansowany bracketing balansu pozwalający wybierać, w którą stronę będzie dokonywana korekta: czy na linii niebieski-bursztynowy, czy zielony-karmazynowy. Można ustawić korektę światła błyskowego, niezależnie od korekty ekspozycji.

Aparat dzięki nowemu procesorowi Digic II działa znacznie szybciej. Od włączenia trzysetki do momentu, kiedy można było zrobić zdjęcie, mijały mniej więcej 2 s, trzystapięćdziesiątka włącza się praktycznie momentalnie. Oficjalna specyfikacja mówi o 0,2 s, ale ten czas jest praktycznie niezauważalny.

Aparat wreszcie ma bardzo solidną konstrukcję. Nie trzeszczy w palcach. Choć wykonany z plastiku, sprawia wrażenie metalowego odlewu. Ponadto od początku będzie sprzedawany w dwóch wersjach kolorystycznych - tytanowo-srebrzystej i czarnej, tak więc każdy będzie mógł sobie wybrać rodzaj wykończenia korpusu.

Dodatkowym i bardzo miłym ułatwieniem jest kosmetyczna zmiana logiki sterowania aparatem. Teraz łatwiej można ustawić korektę ekspozycji, balans bieli czy tryb pracy autofokusa. Za tę poprawę inżynierowie projektujący EOS 350D powinni dostać szóstkę z plusem.

Trudny wybór

Z lewej zdjęcie z EOS 300D powiększone do tych samych rozmiarów, co zdjęcie z EOS 350D. Obydwa zrobione za pomocą obiektywu 50 mm f1:1,8. Różnicę widać, ale trzeba naprawdę bardzo uważnie się przyjrzeć. Trzecie zdjęcie zrobiono EOS 350D za pomocą obiektywu EF-S 18-55 II sprzedawanego w komplecie z aparatem.

Z lewej zdjęcie z EOS 300D powiększone do tych samych rozmiarów, co zdjęcie z EOS 350D. Obydwa zrobione za pomocą obiektywu 50 mm f1:1,8. Różnicę widać, ale trzeba naprawdę bardzo uważnie się przyjrzeć. Trzecie zdjęcie zrobiono EOS 350D za pomocą obiektywu EF-S 18-55 II sprzedawanego w komplecie z aparatem.

Czy tym razem Canon nie boi się o EOS 20D, który pojawił się kilka miesięcy temu? A no nie powinien. Dlatego że projektując 350D, inżynierowie wprowadzili kilka drobnych zmian. Aparat teraz jest mniejszy i lżejszy. Odchudzono go m.in. kosztem baterii, zamiast 1500 mAh ma teraz 1000 mAh. Choć aparat jest mniejszy i lżejszy od poprzednika, trudno powiedzieć czy to lepiej. W tym miejscu zdania redakcji podzieliły się dokładnie na pół. Ci z nas, którzy obcują na co dzień ze sprzętem profesjonalnym, odczytali to jako wadę. Zbyt mały aparat niezbyt wygodnie leżał w ręku, a odchudzony uchwyt sprawiał, że dłoń niezbyt pewnie na nim spoczywała.

Z kolei właściciele aparatów kompaktowych wręcz przeciwnie. Część redaktorów wprost mówiła, że taki aparat chcieliby mieć, bo nie różni się już tak bardzo od zaawansowanego kompaktu, a możliwości ma nieporównywalnie większe.

EOS 350D jest znacznie mniejszy od swojego poprzednika. Dla amatorów to zaleta, dla profesjonalistów - wada.

EOS 350D jest znacznie mniejszy od swojego poprzednika. Dla amatorów to zaleta, dla profesjonalistów - wada.

I tu tkwi sedno sprytnego pomysłu Canona. Inżynierowie zaprojektowali rewelacyjny aparat, którym prawdopodobnie profesjonaliści się nie zainteresują. Chociażby dlatego, że zamocowanie większego (czytaj profesjonalnego) obiektywu sprawi, że korpus aparatu całkowicie zniknie. Oni paradoksalnie, szukając opcji ekonomicznej, zwrócą się ku 300D, który będzie przecież tańszy. A amatorzy chętnie skuszą się na 350D, który jest znacznie lepszym aparatem, a małe rozmiary akurat dla takich użytkowników stanowią zaletę, a nie wadę.

EOS 350D w porównaniu do poprzednika oferuje większą matrycę światłoczułą, szybszy mikroprocesor, złącze szeregowe USB 2.0 i lepszy sterownik kart pamięci.

EOS 350D w porównaniu do poprzednika oferuje większą matrycę światłoczułą, szybszy mikroprocesor, złącze szeregowe USB 2.0 i lepszy sterownik kart pamięci.

Testy w redakcji pokazały też jedną zdumiewającą cechę obydwu aparatów. Faktem jest, że 350D ma matrycę większą od 300D o 2 mln pikseli. Ale... nie widać tego na zdjęciach. Oczywiście 350D produkuje większe pliki. Ale konia z rzędem temu, kto przyglądając się fotografii wzorca ISO 12233, dostrzeże subtelne szczegóły różniące fotografie z obydwu aparatów. Zdjęcia, które zrobiliśmy używając tego samego obiektywu, stałoogniskowego 50 mm o świetle 1,8, pokazują dobitnie, jak wielkie znaczenie ma jakość tego właśnie elementu lustrzanki. Po zwiększeniu rozdzielczości zdjęcia z 300D w Photoshopie do 8 mln pikseli nie widać praktycznie żadnej różnicy w jakości fotografii.

Natomiast po założeniu do 350D obiektywu 18-55 II, sprzedawanego wraz z aparatem, widać, że zdjęcia są bez porównania gorsze. Niedowiarkom proponujemy sprawdzenie samemu - zdjęcia umieściliśmy na płycie CD. To pokazuje, że wielkość elementów światłoczułych w lustrzankach jest już mniejsza niż zdolność rozdzielcza popularnych obiektywów. Czyli by wykorzystać jakość oferowaną przez aparaty o matrycy nawet 6 mln pikseli, trzeba zaopatrzyć się w obiektywy, które wartością co najmniej dorównują samemu aparatowi.

A jaki jest nasz werdykt? Stając po stronie amatorów fotografii, uznajemy, że pojedynek wygrał EOS 350D - jako aparat wygodniejszy w obsłudze, szybszy i... ładniejszy. Z przyjemnością też przyznajemy mu rekomendację, bo to naprawdę dobry sprzęt. Jednocześnie nie namawiamy nikogo do wystawiania swojego EOS 300D na sprzedaż, po to by kupić 350D, bo naszym zdaniem nie warto. Pieniądze zainwestowane w lepsze obiektywy będą w tym przypadku znacznie korzystniejszym wydatkiem.


Zobacz również