Choć już minął rok

Od dramatycznego upadku Enronu minął już rok i jak na razie najważniejszą lekcją, jaką można z całej historii wyciągnąć, okazała się oczywista prawda, że inwestorzy muszą się troszczyć o siebie sami – pisze The Economist.

Enron, siódma co do wielkości amerykańska firma, energetyczny gigant mający ambicje być jednym z największych światowych graczy nowej gospodarki, w grudniu ub. r. padł z głośnym hukiem. Największe podówczas w historii amerykańskie bankructwo było szokiem dla pracowników, inwestorów, amerykańskiego rządu i Kongresu.

Co gorsza, niedługo po skandalu wywołanym przez Enron, z szafy powypadały kolejne trupy korporacyjnych fałszerstw – m.in. WorldCom, Global Crossing, Tyco, Adelphia i najstarszej na świecie firmy księgowej Arthur Andersen. Jednym z efektów afer z kreatywną księgowością była utrata zaufania inwestorów, co z kolei wpłynęło na największą i najdłuższą od czasów drugiej wojny światowej zapaść na giełdzie. W ten sposób sprawa Enrona stała się jedną z przyczyn poważnej choroby gospodarki amerykańskiej i światowej.

Oczywiste jest, że ludzie chcą mieć pewność, iż zrobione zostało wszystko w celu ukarania korporacyjnych oszustów i zapobieżenia ewentualnym powtórkom takich wydarzeń. Politycy przechodzili samych siebie w zapewnieniach, że zrobią wszystko, aby uporządkować zaistniałą sytuację i rzeczywiście zostały wszczęte postępowania przeciwko przedstawicielom nieuczciwych firm. W lipcu br. została w USA uchwalona ustawa zwana Sarbanes-Oxley, która ma zmusić korporacje do uczciwości...

Jednak czy to wystarczy, aby inwestorzy poczuli się bezpiecznie? The Economist podaje dwie recepty na rozwiązanie tego problemu. Po pierwsze – wciąż jeszcze pozostało wiele do zrobienia, i nie chodzi bynajmniej o kolejne przepisy. Niebezpieczeństwem ustawy Sarbanes-Oxley jest właśnie nadmiar nowych rozporządzeń, który wprowadza zagrożenie, że audyt i corporate governance staną się niewiele znaczącymi obszernymi zbiorami papierów, nie dającymi dodatkowej ochrony inwestorom.

Być może dobrym rozwiązaniem są zmiany w procedurach związanych z audytem. Jednak kluczowe stanowiska w powołanych przez amerykański Kongres radach mających regulować kwestie związane z audytem pozostają nieobsadzone.

Również standardy księgowe wymagają uwagi. Amerykanie wyrażają chęć upodobnienia ich do standardów międzynarodowych, co powinno pozwolić na ujednolicenie systemów księgowych na całym świecie.

Użytecznym pomysłem może być również wprowadzenie w USA praktyki powszechnej w Europie – rozdzielenia funkcji członka zarządu i dyrektora wykonawczego.

Druga recepta zakłada działanie czynnika o wiele skuteczniejszego od jakichkolwiek regulacji prawnych. Czynnikiem tym jest sam rynek i weryfikacja, której on dokonuje. Szefowie zawsze będą chciwi, audytorzy zawsze będą robić błędy, a zarządy dokonywać przeoczeń, jednak atmosfera post-enronowa uczyniła te pomyłki mniej prawdopodobnymi. Audytorzy stali się dokładniejsi, (jednocześnie ich stawki wzrosły). Również opinia publiczna bardziej patrzy na ręce szefom koncernów.

Mimo wszystko, inwestorzy nadal nie mogą spać spokojnie. Wydarzenia ostatniego roku wyraźnie pokazały, że marzenia o bezpiecznym, dwucyfrowym zysku były iluzją.


Zobacz również