Chorzy na lenia

Dwie fabryki elektroniki Moellera, leżące po dwóch stronach granicy austriacko – czeskiej, są niemal identyczne. Dzieli je zaledwie 20 km, zatrudniają taką samą liczbę ludzi – ok. tysiąca każda - i produkują takie same komponenty. Jednak jest między nimi jedna uderzająca różnica – pracownicy z zakładu czeskiego spędzają dwa razy tyle czasu na zwolnieniach lekarskich, co ich austriaccy koledzy. Czyżby to była wina klimatu? – pyta Time Europe.

Problem nie leży w złych warunkach atmosferycznych i bynajmniej nie w kondycji zdrowotnej, uważa Pavel Mracek, dyrektor działu personalnego w czeskiej fabryce. Problemem jest polityka rządu, która zachęca do brania zwolnień lekarskich. Statystyczny robotnik w czeskiej fabryce zarabia ok. 370 euro miesięcznie, ale jeśli pójdzie na zwolnienie lekarskie, otrzyma od państwa 325 euro. Nie jest więc – zdaniem Time Europe – niespodzianką, że liczba absencji z powodów zdrowotnych wzrosła w Czechach o 20% od 1999 r., kiedy to zostały wprowadzone nowe przepisy. Każdego dnia roboczego na 10 tys. zatrudnionych 710 przebywa w Czechach na zwolnieniu lekarskim. Jak uważa cytowany już Pavel Mracek „opłaca się być chorym”.

W całej Europie wielu pracowników nie pojawia się w pracy z powodu choroby, czasem miesiącami. Jest to kosztowne dla gospodarki – w 2001 roku nieobecności pracowników kosztowały brytyjską gospodarkę 17,2 mld euro, przy 176 milionach dni roboczych zwolnień. Wypada ok. 695 euro na pracownika, rok wcześniej było to 633 euro.

Oczywiście nie jest tak we wszystkich krajach europejskich, w niektórych liczba absencji maleje. W sumie jednak absencje kosztują Europę dziesiątki miliardów euro rocznie.

W wielu krajach pracodawcy pokrywają koszty pierwszych dni zwolnienia lekarskiego pracowników, dopiero później następuje refundacja. Zła sytuacja gospodarcza sprawia, że i rządy i firmy dbają o zdrowie swoich pracowników równie starannie co o podatki i starają się, aby zespół pracował w pełnym składzie. Jednak tego typu „uzdrawiające” inicjatywy napotykają na silny opór ze strony związków zawodowych, a także niektórych nieuczciwych lekarzy i równie nieuczciwych pracodawców. Na przykład w Czechach nie tylko pracownicy wykorzystują system. Niektórzy pracodawcy, korzystając z faktu, iż to rząd zwraca „chorobowe”, wysyłają swoich pracowników na zwolnienia lekarskie w okresach spadku popytu, kiedy mogą zmniejszyć zatrudnienie. Jiri Hofman, czeski minister pracy i polityki socjalnej powiedział Time Europe, że w niektórych firmach zdarza się, iż nagle na zwolnienie lekarskie idą niemal wszyscy zatrudnieni. Zupełnie, jakby wybuchła epidemia.

Nie jest to oczywiście tylko czeski problem. W 2000 i w 2001 roku niemiecka komisja (z ramienia odpowiednika naszego ZUS) składała niezapowiedziane wizyty w domach berlińskich pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich co najmniej po raz piąty w ciągu roku. Sprawdzono 65 tys. osób, z czego aż 53% okazało się zdolnych do pracy.

W Niemczech pracodawcy płacą za pierwszych sześć tygodni zwolnienia lekarskiego pracownika – kosztuje ich to rocznie ok. 33 mln euro (dane z 2002 roku).

W tej chwili około 37 milionów Europejczyków jest oficjalnie niezdolnych do pracy. Europejskie rządy starają się tak modyfikować przepisy, aby ograniczyć wydatki na zwolnienia lekarskie oraz renty dla niezdolnych do pracy, eliminując próby naciągania. Najprostszą motywacją dla pracowników staje się niestety rosnące bezrobocie – w obawie przed utratą pracy starają się nie nadużywać przepisów. Czyżby choroba gospodarki poprawiała zdrowie pracowników?

Na podstawie artykułu Jennie James „Absent minded” z Time Europe, 10 marca 2003


Zobacz również