Ciasno w eterze

Amerykańskie urzędy mają coraz większe problemy z właściwym przydzielaniem częstotliwości radiowych dla przyszłych usług bezprzewodowego dostępu do sieci.

Bezprzewodowa komunikacja w każdym kraju cieszy się dużym zainteresowaniem klientów, jednak jej rozwój częściowo ograniczają względy natury technicznej. Przekaz danych za pośrednictwem fal radiowych był do niedawna ograniczony przez to, iż znaczna część dostępnego pasma przypadała instytucjom wojskowym, które niechętnie udostępniały częstotliwości na potrzeby usług komercyjnych. Ponadto rządowe agencje często nie nadążają z wydawaniem pozwoleń na wykorzystanie odpowiednich częstotliwości. Problem ten dotyczy również Stanów Zjednoczonych, w których wkrótce może zabraknąć wolnego pasma radiowego.

"Tylko 100 mln Amerykanów ma telefony komórkowe, czyli mniej niż 30% populacji. W Wlk. Brytanii odsetek ten sięga 40%, we Włoszech - 50%, a w Finlandii nawet 70%. Przyczyną takiego stanu jest m.in. złe gospodarowanie częstotliwościami radiowymi. Wkrótce w tej dziedzinie może to spowodować zapóźnienie USA względem Europy" - twierdzi John Stanton, prezes firmy VoiceStream Wireless.

W USA odpowiednia agencja (National Telecommunications and Information Administration - NTIA) jest zasypywana wnioskami o przyznanie pozwolenia na transmisję drogą radiową. Według J. Stantona szerokość pasma dostępnego w USA wynosi obecnie 189 MHz, czyli dwa razy mniej niż we Francji. Natomiast na każdy 1 MHz przypada 529 tys. konsumentów, czyli sześć razy więcej niż w Anglii i cztery razy więcej niż w Japonii. Jego zdaniem oznacza to, iż przy zachowaniu obecnej dynamiki popytu na rynku bezprzewodowego dostępu do sieci, w USA wkrótce wystąpią problemy w transmisji danych przez radio. J. Stanton twierdzi, że w związku z tym pod znakiem zapytania stoi cały rozwój Internetu, w tym najbardziej usieciowionym państwie świata.


Zobacz również