Co nas czeka?

Zagłada cywilizacji czy ucywilizowanie Sieci? W dziejach gatunku Homo Sapiens historia odnotowała niemało przełomowych chwil, związanych z pokonywaniem kolejnych barier: klimatycznych (ogień), przestrzennych (koło), żywieniowych (hodowla i uprawa), informacyjnych (mowa i pismo) itp. W ostatnim półwieczu złamana została ostatecznie bariera bezpieczeństwa (broń termonuklearna), a obecnie jesteśmy świadkami pękania bariery społecznej. Ten kamień milowy na drodze dezintegracji gatunku ludzkiego ma za zadanie przekroczyć Internet!

Zagłada cywilizacji czy ucywilizowanie Sieci?

W dziejach gatunku Homo Sapiens historia odnotowała niemało przełomowych chwil, związanych z pokonywaniem kolejnych barier: klimatycznych (ogień), przestrzennych (koło), żywieniowych (hodowla i uprawa), informacyjnych (mowa i pismo) itp. W ostatnim półwieczu złamana została ostatecznie bariera bezpieczeństwa (broń termonuklearna), a obecnie jesteśmy świadkami pękania bariery społecznej. Ten kamień milowy na drodze dezintegracji gatunku ludzkiego ma za zadanie przekroczyć Internet!

E-mail - cudowne dziecko komputera i sieci, błogosławione przez ekologów za oszczędzanie życia drzew. Które z nowoczesnych przedsiębiorstw może się dziś obyć bez e-mail-a? Setki wysyłanych i tysiące odbieranych listów, niesionych przez elektrony w miedzianych przewodach i fotony w światłowodach. Szybko, celnie, z potwierdzeniem odbioru, zakodowane lub nie, e-mail-e wpadają do elektronicznych skrzynek pocztowych. Co się dalej z nimi dzieje, jeśli co 24 godziny mamy ich 100 albo 200? Oczywiście, opracowano rozmaite metody sortowania poczty elektronicznej na tę ważną i nieważną, ale i tak więcej niż 75% przesyłek sieciowych trafia do elektronicznego kosza jeszcze przed rozpakowaniem. Inaczej adresat nie byłby w stanie robić nic innego niż tylko czytać, czytać, czytać... Często zamiast przejść do sąsiednich drzwi lub nawet zadzwonić do osoby pracującej po drugiej stronie korytarza - ślemy e-mail-a! Niedługo dwie osoby płci przeciwnej siadać będą przy stoliku kawiarnianym, a pomiędzy nimi buczeć będą dwa komputery połączone kabelkiem.

Mail to: Kochanie

Subject: Co robisz dziś wieczorem?

Content: Mam dwa bilety na najnowszą prezentację oprogramowania sieciowego. Co Ty na to?

Send

A stąd już niedaleko do oglądania twarzy drugiego człowieka tylko na ekranie monitora. Siadamy, włączamy maszynę, włączamy minikamerę nad monitorem. Łączymy się z komputerem sąsiada i gadamy, gadamy, gadamy... Rzecz jasna - pogaduszki z sąsiadem mogą być nieatrakcyjne, więc hyc siecią za ocean i nuże flirtować z przystojną Murzynką, która właśnie budzi się, gdy my zabieramy się za drugie śniadanie. Ludzie poznawani bez wysiłku, bez zaangażowania, w rozmowie o niczym - czy rzeczywiście są to relacje zasługujące na miano "kontaktów". Może lepiej pasuje tu słowo "włączenia się" w rolę gościa u przypadkowego gospodarza.

Zdaję sobie sprawę, że do prawdziwych wideokonferencji na szeroką skalę jeszcze (uff!) daleko, ale namiastka prezentacji siebie w formie prywatnych stron WWW funkcjonuje w zastraszającej liczbie! Praktycznie każdy może wystawić trybunę w internetowym Hyde Parku i głosić co mu się żywnie podoba.

Oprócz niezliczonych zasobów pornografii mamy tam wszystkie frakcje polityczne, wyznania i sekty religijne, niedocenionych naukowców, szalonych wynalazców, badaczy zjawisk paranormalnych, wzgardzonych malarzy, muzyków bez siły przebicia itd.

Kakofonia i chaos informacyjny panują nam miłościwie w Sieci. Powszechna wiara, że to jest właśnie spełnienie ideałów demokracji wywołuje u mnie gęsią skórkę. W Sieci króluje anarchia. Każdy nadaje na własnej częstotliwości, niezsynchronizowanej z nikim innym. Każdy ma przy tym nadzieję, że spełnia się w jego osobie objawienie mądrości Wszechświata. A to tylko projekcja pustego zazwyczaj wnętrza autora internetowej strony WWW. Technika zastąpić ma prawdziwą sztukę, a chaotyczny zbiór informacji substytuować demokratyczną wymianę myśli znaną przynajmniej od historycznych czasów ateńskiej Agory.

Pamiętajmy, że minął już czas nagich biczowników, jedynych wtajemniczonych w arkana tajemnej informatyki. Dziś nie trzeba być członkiem żadnego bractwa, aby poruszać się swobodnie w Internecie, a nawet aktywnie ingerować w jego zawartość. Wszystko to zasługa coraz wygodniejszego oprogramowania i powszechności techniki sieciowej. Jednak taka łatwość dostępu powodować może silne uzależnienie od nielicznych "władców mediów", udostępniających wybrane części swej wiedzy, umiejętności i informacji dla przysłowiowych plebejuszy Internetu. Już tylko dni dzielą nas od przesłania "Sieci i igrzysk". Igrzyska mamy co prawda codziennie w telewizji - relacje z Bośni, Kurdystanu lub Rwandy pozostawiają daleko w tyle najkrwawsze gry komputerowe. Lecz igrzyska sieciowe nabierają pozorów rzeczywistości. Spotykamy się w renderowanym świecie z inteligentnymi stworami, internautami. Ale czy stworzenie elektronicznych światów spowoduje wystarczająco silne uzależnienie abonentów Sieci, czy trzeba będzie do każdego komputera montować specjalne urządzenia oddziałujące na fizykę cielska spoczywającego przed monitorem?

Szanowny Czytelniku! Nie zamierzam dokonać jakiegokolwiek zamachu na Naszą Ukochaną Sieć Internet. Wydaje mi się tylko wysoce niestosowne czczenie NUSI jako wartości samej w sobie. Publikacja informacji na stronach WWW, wysyłanie poczty elektronicznej, przeszukiwanie baz danych sieciowych mają (lub przynajmniej powinny mieć) jakiś CEL (Cyberkulturalny Element Logiczny) w sobie. Inaczej z równym powodzeniem co NUSI-ę można wielbić maszynę do pisania, na której poeta wystukał wiekopomny utwór. Sieć to tylko narzędzie i sposób na przekazywanie informacji. Nie chciałbym czekać na spełnienie dialektycznej przemiany ilości w jakość, gdyż może to być przemiana znana Profesorowi Dońdzie, gdy komputer (celowo) wypakowany bezsensowną informacją przybrał na wadze. Cywilizujmy zatem Sieć zanim skrępuje Ona naszą cywilizację!

P.S. Na pociechę ekologom mogę przytoczyć badania statystyki zużycia papieru w skomputeryzowanych biurach. Już prawie 10 lat temu wykazano, że wprowadzenie edytorów tekstu zwiększyło spożycie papieru w takich instytucjach. Powód jest dość prosty - człowiek znacznie lepiej czyta z tradycyjnego medium niż ze szklanego ekranu. Prawie każda korekta dokumentów przebiega więc poprzez fazę drukowania. Kiedyś pisano ołówkiem i co najwyżej ścierano gumką, a dopiero wersję ostateczną przepisywano na maszynie. A tak na mniej poważnie, to nie ma obawy bankructwa przemysłu papierniczego, gdyż nawet najgłębsze zasoby Internetu nie kryją tak ważnej substancji jak papier toaletowy.

P.P.S. Świat i tak poznajemy głównie za pośrednictwem telewizji. Znacznie wygodniej podpatrywać naturę w filmach przyrodniczych, niż samemu wybrać się w plener. I tak nie zobaczymy tylu zwierząt w czasie godzinnej przechadzki, jakie podane są nam na ekranie w dziesięciominutowym wideoklipie. Zimorodek? Tak widziałem wczoraj w telewizji o 17.15.


Zobacz również