Co z tym ACTA? Debata o reformie prawa autorskiego

5 marca w warszawskim Centrum Nauki Kopernik z inicjatywy ministra Michała Boniego zorganizowany został Kongres Wolności w Internecie, poświęcony problemom społeczeństwa informacyjnego. Jedną z najważniejszych kwestii poruszanych w czasie debaty jest umowa ACTA i kwestia ochrony praw autorskich w internecie.

Kongres Wolności w Internecie poświęcony był m.in. problematyce umowy ACTA.

Jedna z sesji dyskusyjnych Kongresu Wolności w Internecie nosiła tytuł "Jaka umowa między twórcami, pośrednikami i odbiorcami?" Dyskutanci próbowali ocenić, ja umowa ACTA jak mogłaby wpływać na rzeczywistość oraz znaleźć odpowiedź na pytanie, jak zapewnić równowagę między twórcami a użytkownikami w rzeczywistości cyfrowej, przy akceptacji potrzeb dostępu do dóbr kultury i rozrywki oraz ochrony praw własności intelektualnej.

Poniżej zamieszczamy najciekawsze fragmenty dyskusji.

Czy jesteśmy w stanie wygenerować system ochrony optymalnie godzący interesy twórcy i użytkownika?

Prof. Ryszard Markiewicz (specjalista w zakresie polskiego i unijnego prawa własności intelektualnej): Szczerze mówiąc nie wiem... ACTA nie jest dużym problemem z polskiego punktu widzenia. ACTA zamraża aktualny system, dlatego nie należy jej ratyfikować. Paradoksalnie, już spełniła dużą rolę, bo gdyby nie ona, nie byłoby całej dyskusji.

Polskie prawo autorskie wymaga naprawy z kilku powodów. Po pierwsze, charakteryzuje je nieprecyzyjność ochrony, irytująca i nieprzyzwoita. Jeżeli zapytacie 10 prawników, czy wolno ściągać utwory, 5 powie, że tak, a 5 że nie. Po drugie, jest nadmiernie restrykcyjne i niedopasowane do rzeczywistych potrzeb.

Pytanie, jak je zmienić. Zmiany są trudne, bo jesteśmy ograniczeni prawem UE i konwencjami międzynarodowymi. Prawnicy nie potrafią znaleźć na to pytanie odpowiedzi. Problemem jest wybór modelu ekonomicznego zarządzania. Dlatego albo pójdziemy w stronę modelu francuskiego (odpowiedzialność karna i odcinanie dostępu do sieci) albo modelu opartego na odpłatności, pokrywanej przez providera/dostawcę sprzętu i użytkownika. Tylko jak zbudować system odpłatności by był korzystny dla użytkownika...

Od wielu lat prawo autorskie jest drogą jednokierunkową - ciągłe poszerzanie zakresu ochrony. Wydaje mi się, że trzeba to jakoś powstrzymać, albo obniżając poziom ochrony albo wymyślić masowy system rozpowszechniania za godziwym wynagrodzeniem autora.

Kamil Przełęcki (dyrektor ds. rozwoju i konwergencji multimediów, Agora SA): Biznes opiera się na równaniu: dochód = przychód - koszty. Nieformalny obrót dobrami kultury to nie tylko "filantropijne" udostępnianie treści. Piraci (ludzie, którzy zarabiają na nielicencjonowanym udostępnianiu dóbr) umieli z tego zrobić biznes bo mają tylko przychód, nie ponoszą kosztów.

Czy można by zastosować dozwolony użytek prywatny wobec programów?

Prof. Markiewicz: Nie widzę uzasadnienia ekonomicznego. Mam wątpliwości, czy to słuszne. Rzeczywiście dozwolony użytek należałoby rozszerzyć, tworzyć jego nowe formy, pod warunkiem, że nie zagrażają interesom wydawców.

K. Przełęcki: Przepis istniał w świecie, w którym pożyczenie książki czy płyty skutkowało tym, że posiadacz jej nie miał (przekazywał komuś egzemplarz). Dziś dzielenie się z kimś nie oznacza utraty nośnika.

Postulowałbym o rozróżnianie typów produktów. Zupełnie inaczej korzystamy z gry, muzyki, książki czy filmu. Gram, jeśli mogę ją długo eksploatować, podobnie z muzyką. Z filmami tak nie jest. Pewnie każdy ma jakiś ulubiony, ale ogólnie film który się obejrzało nie jest produktem, który chciałoby się wykorzystać. Inaczej konsumujemy różne typy dóbr.

Jarosław Lipszyc (prezes Fundacji Innowacyjna Polska). Jeśli mówimy o jakichś rozwiązaniach, musimy je oprzeć na prawach użytkowników, obywateli. Gdzieś musimy mieć kotwicę, na której ten system zaczepimy. Jedyną jaką widzę, są podstawowe prawa użytkowników. Język posługujący się pojęciami "content" (ang. treści - redakcja) i "własność" to język przemocy. To co niektórzy nazywają "contentem" my nazywamy kulturą

Wiesław Podkański, Izba Wydawców Prasy: W Niemczech ochrona filmu trwa 6 miesięcy, ale kara za złamanie tej ochrony jest nieuchronna - skuteczność egzekucji wynosi ok. 90 %. Może powinniśmy się zastanowić, jak przepisy prawa można ograniczyć nawet kosztem twórców i producentów, ale w zamian za zapewnić skuteczniejsze egzekwowanie tej ochrony (dziś prokuratura często odstępuje od ścigania uznając niską szkodliwość społeczną czynu).

Dyskusja przebiegała w dość burzliwy sposób - kwestia sposobu funkcjonowania ochrony prawnoautorskiej i współpracy twórców, producentów i użytkowników podzieliła słuchaczy zgromadzonych w auli Centrum Nauki Kopernik. Oto niektóre z komentarzy:

"Dla mnie jako internauty prawo autorskie jest gwarantem tego, że internet jest kompetentny."

"Jeśli o użytkownikach mówimy jako o piratach, to o posiadaczach prawa autorskich powinniśmy mówić jak o celnikach. A pismo święte de facto zrównuje celników z prostytutkami."

"Bardzo przeszkadza mi w rozmowie o prawie to, że pomija się twórców. Widać to w wyrażeniu ‘relacja biznesu z użytkownikami’ - pomija się trzecią stronę, czyli twórców".

"Prawo ma regulować normy społeczne a nie chronić rentowność modelu biznesowego. Każdy przedsiębiorca powinien to rozumieć, że sam odpowiada za tę rentowność."

Aktualizacja: 05 marca 2012 12:03

Artykuł zaktualizowany.

Aktualizacja: 05 marca 2012 11:26

Artykuł zaktualizowany.


Zobacz również