Co zagraża globalizacji

Rosnąca przepaść między płacami przeciętnych pracowników a kadry zarządzającej oraz powolny wzrost wynagrodzeń w ogóle są zagrożeniem dla globalizacji - czytamy w The Economist.

Od 2001 roku płaca przeciętnego amerykańskiego pracownika była praktycznie zablokowana, wynagrodzenia rosły w tempie o połowę wolniejszym niż produktywność. Natomiast pensja amerykańskiego top menedżera w ciągu minionych 20 lat wzrosła z 40-krotności średniej płacy do 110-krotności. Oto dni świetności globalnego kapitalizmu. Mieszanina technologii i integracji gospodarczej zmieniła świat i zaowocowała niespotykanym dotąd dobrobytem. W ciągu ostatnich 5 lat rozwój był szybszy niż w jakimkolwiek momencie od lat 70. W Chinach statystyczny obywatel produkuje teraz czterokrotnie więcej niż na począlu lat 90. Dzięki powstaniu zjawiska globalnej siły roboczej, setki milionów ludzi z krajów rozwijających się zdobyło szansę na ucieczkę przed ubóstwem, a kolejna rzesza czeka żeby do nich dołączyć.

To, zdaniem publicystów The Economist, wielka nadzieja dla ludzkości. Jednak w zamożnej części świata udział pracy w PKB spadł do historycznego minimum. Pracownicy i menedżerowie muszą stawiać czoła kolejnym cięciom kosztów i drżeć przed redukcją na rzecz tańszej siły roboczej z ubogich krajów.

Można mnożyć przykłady próby obrony przed tym zjawiskiem. Od 2005 r. amerykański Kongres uchwalił 27 przepisów "antychińskich". Niemecki Marshall Fund w ubiegłrocznym badaniu wykazał, że Amerykanie wprawdzie są zwolennikami wolnego handlu, ale ponad połowa chce chronić firmy przed zagraniczną konkurencją, nawet kosztem spowolnienia wzrostu. Nawet Japonia jest zaniepokojona nierównością, uśpionymi płacami i miejscami pracy wędrującymi do Chin. Europa zaplątała się zaś beznadziejnie w chińskie tekstylia.

Co można zrobić z tą trującą mieszaniną? Jeśli globalizacja zależy od wyborców, którzy jako pracownicy już nie są zdania, że jest ona dla nich korzystna, w jakim czasie demokracje zaczną stosować bariery dla handlu?

Panika wynika częściowo z próby obwinienia za wszystko globalizacji. Tymczasem technologia również niszczy cele białych i niebieskich kołnierzyków, wprowadzając automatyzację. Może odegrać większą rolę w wyjaśnianiu rosnącej nierówności płac i braku podwyżek dla pracowników niższych i średnich szczebli.

Publicyści The Economist podkreślają, że trudno jest podzielić winę między technologię i globalizację, ponieważ są one ze sobą połączone. Ważne jest, aby nie oceniać krzywdząco negatywnie zjawisk, które powodują tak szybki wzrost dobrobytu na świecie. Statystyki mogą być zwodnicze - w jaki sposób wyliczyć ilu ludzi traci pracę z powodu globalizacji, a ilu z innych przyczyn? Większość zysków z handlu i technologii pochodzi ze sposobu w jaki zamieniają inwestycje i pracę w działania, które kreują większy dobrobyt. To, tak jak każda zmiana, może być bolesne, ale sprawia, że kraj staje się bogatszy. Polityka, która utrzymuje ludzi na miejscach pracy, która może być wykonana lepiej gdzie indziej, jest samobójcza.

To samo dotyczy protekcjonizmu. Zwłaszcza teraz, gdy ofiary globalizacji są tak rozproszone w bogatym świecie i różnych branżach. Handel zawsze miał swoich przegranych, w których wąskim interesie było szukanie ochrony, nawet jeśli było to niekorzystne dla wszystkich pozostałych. Jednak jeśli wielu pracownikó w wielu różnych branżach zacznie jednocześnie domagać się ochrony, egoistyczny podtekst tego działania zblednie.

Być może lekarstwem na globalizacyjne lęki jest pomoc ludziom w szybkim przekwalifikowaniu się, gdy ich praca wędruje za granicę. Istotny jest również system prawny, który sprzyja inwestycjom. Do tego niezbędny jest oczywiście odpowiedni system edukacji, który wyposaża przyszłych pracowników w ogólne umiejętności, pomagające im stać się mobilnymi. Te rozwiązania nie są jednak ani tanie, ani możliwe do zaimplementowania w krótkim czasie.

Na podstawie: The Economist, "Rich man, poor man"


Zobacz również