Colin McRae Rally 2005

Czy po sześciu latach panowania król rajdów komputerowych dalej rządzi?

Czy po sześciu latach panowania król rajdów komputerowych dalej rządzi?

Od czasu kiedy wyszedł pierwszy Colin McRae Rally minęły całe wieki w komputerowym świecie. Choć rajdowe symulatory stają się coraz bardziej perfekcyjne, to jedna rzecz była stała. Każda kolejna część Colina wyznaczała nowe standardy i przejmowała tron od poprzedniczki. Tym razem mistrzom kodu wyrósł pod nosem poważny konkurent w postaci Richard Burns Rally. Obaj kierowcy rywalizowali ze sobą w prawdziwych wyścigach. Teraz walka przenosi się na ekran komputera.

Droga pod górę

Widok ze środka prezentuje się różowo

Widok ze środka prezentuje się różowo

A zatem na metę, gotów, start! Prosta, zakręt i... niestety, już pierwsze zderzenie z modelem jazdy nie wypada dla Codies zbyt dobrze. Do tej pory, z wyjątkiem trzeciej odsłony, prowadzenie auta utrzymane było w duchu umiarkowanego realizmu. Teraz zrobiono krok w tył - czyli uproszczono sterowanie samochodem. W całej serii nigdy nie trzeba było przesadnie dużo używać hamulca, ale w części oznaczonej numerkiem 2005 "danie po heblach" pozostaje pustym frazesem. Pojazdy jeżdżą momentami jak po szynach, zakręty pokonuje się bokiem z ogromną prędkością, a z poślizgu da się wyjść samą mocą auta. Autorzy chyba zapomnieli, że mamy do czynienia z ponad toną żelastwa, która wpadając w prawy prosty z prędkością sięgającą 120km/h staje się bezwładna jak worek kartofli. Nawet trzysta koni mechanicznych nie jest w stanie nic na to poradzić.

Ten kult prędkości znalazł odzwierciedlenie jeszcze w kilku innych miejscach. Twórcy przyłożyli się do oddania wrażenia prędkości, którą naprawdę czuć. Drzewa zdają się rozmywać, a droga jakby się zwężała. Przy tym szaleńczym pędzie trzeba skoncentrować się na tym, co mówi pilot aby na prawym nawrocie nie wywinąć przypadkiem lewy dziewięćdziesiąt.

Blondyna, to gdzie jedziemy?

Czerwony kapturek zdrowo zapinała do domku babci...

Czerwony kapturek zdrowo zapinała do domku babci...

Informacje o trasie podaje ci Nicky Grist - wieloletni pilot Colina McRae. Trzeba przyznać, że przez te wszystkie lata Walijczyk bardzo się wyrobił. Jego opis jest tak szczegółowy, że da się niemal jeździć z zamkniętymi oczami. Grist jest precyzyjny jak szwajcarski zegarek, o czym Robert Reid z Burnsa może tylko pomarzyć. Liczbowy opis trasy zastosowany przez pilota Colina jest bardzo wygodny i szybko go przyswajasz. W trakcie jazdy nie trzeba się zastanawiać, czy easy jest łagodniejszy od fast.

W polskiej wersji językowej zamiast Grista możesz posadzić na prawym fotelu Leszka Kuzaja, profesjonalnego polskiego lektora, lub... mało rozgarniętą blondynkę.

Ta ostatnia błyszczy inteligencją, rzucając rady typu: "cztery prawie... eee prawy", lub "sześć prawy przez szczyt i... eee co tu pisze?" Jeżdżąc z tą miłą dziewczyną na pewno nie będziesz się nudził, a informacje... no cóż, zawsze możesz korzystać ze strzałek ukazujących się u góry ekranu. Uzupełniają one słowny komentarz i doświadczeni gracze pewne je wyłączą.

... nagle ostro dała po heblach i zawróciła do domu po koszyczek

... nagle ostro dała po heblach i zawróciła do domu po koszyczek

Zawsze warto zapoznać się wcześniej z opisami tras, które sporządzono bardzo starannie. Notatek, jakimi dysponuje w Colin McRae Rally 2005 wirtualny Nicky Grist, nie powstydziliby się piloci jeżdżący na prawdziwych rajdach.

Colin McCrash

Model zniszczeń nie prezentuje się zbyt okazale. Nawet przy ustawieniu poziomu trudności na zaawansowany, kraksy nie są postrachem kierowcy. Po zaliczeniu dzwonu przy prędkości 140 km/h, wrzucasz wsteczny, a potem wracasz na trasę i pędzisz dalej. Twój samochód ma się nieźle. Najwyżej odpadnie zderzak albo zepsuje się nieco chłodnica. W Burnsie wystarczy zaliczyć drzewo przy prędkości 50 km/h, a możesz być pewny, że samochód już nie ruszy. Nie upierałbym się aż tak bardzo przy pełnym realizmie modelu zniszczeń, gdybym wcześniej nie widział jak funkcjonuje on w produkcji SCi. Moim zdaniem jest rewelacyjny, a zarazem rewolucyjny.

Krótka droga do kariery

Krzyk tuningowej mody - szyba w siateczkę

Krzyk tuningowej mody - szyba w siateczkę

Graficznie Colin prezetuje się bardzo dobrze. Wszystkie trasy zrobiono naprawdę ładnie. Oko cieszą trójwymiarowe drzewa, których próżno szukać w Richard Burns Rally. Piękne okoliczności przyrody zachęcają do przemierzenia wszystich dziewięciu rajdów. Osiem z nich widziałeś już w poprzedniej części. Poszczególne odcinki zostały jednak zrobione zupełnie od nowa. Zachowana została jedynie dotychczasowa specyfika każdego z rajdów. Na przykład Szwecja to śnieg i gęste lasy wokoło. Z kolei w Japonii ścigasz się krętymi, asfaltowymi drogami, wijącymi się dookoła gór. Do ośmiu znanych rajdów doszedł jeden nowy - rozgrywany na terenie Niemiec. Trasa składa się w większości z równych, asfaltowych szos, które ciągną się wzdłuż pól i są pełne długich prostych oraz zakrętów o kącie dziewięćdziesiąt stopni.

Trasy spokojnie zwiedzisz, ścigając się w pojedynczych rajdach lub odcinkach. Lepiej jednak zdecydować się na szerszą trasę objazdową i występ w mistrzostwch - moim zdaniem najlepszym trybie zabawy w Colina. Tryb kariery, który wreszcie pojawia się w Colinie, jest bowiem stanowczo zbyt krótki.

Widzowie płaszczą się na widok mistrza

Widzowie płaszczą się na widok mistrza

Przygodę z rajdami zaczynasz w rozgrywkach samochodów napędzanych na jedną oś, a dopiero z czasem odblokowujesz mistrzostwa grupy B czy wymarzone World Rally Car. Poszczególne puchary składają się jednak ledwie z kilku odcinków, a nie z całych rajdów. Tak krótka zabawa nie stanowi niestety jakiejś wielkiej atrakcji, choć mile urozmaica rozgrywkę.

Mechaniczne potwory

W grze zasiadasz za kierownicą jednego z trzydziestu czterech samochodów. Zapewne wybierzesz któryś z najnowszych modeli WRC, choć cacka typu Audi S4 czy Peugeot 205 to kuszące propozycje. Każdy pojazd ma całkowicie odmienne właściwości jezdne i prowadzi się go zupełnie inaczej. Wbrew pozorom najłatwiej jeździ się 300-konnymi WRC, które są tak naszpikowane elektroniką, że ich prowadzenie nie jest aż takie trudne. Co ciekawe, w Richard Burns Rally to właśnie maszyny WRC prowadzi się najtrudniej. Wywołany do tablicy RBR nie ma jednak tak bogatej stajni maszyn.

Colin! Sio do domu!

Colin nabiera prędkości na najeździe...

Colin nabiera prędkości na najeździe...

Wracając do pojedynku zaanonsowanego na początku tekstu: piąta odsłona Colin McRae została pobita przez Richard Burns Rally niczym Andrzej Gołota w walce z Lennoxem Lewisem. Niemożność zdecydowania się, czy gra ma być zręcznościówką czy symulatorem, już wcześniej odbijała się negatywnie na popularności serii, ale dotychczas uchodziło to Codemasters bezkarnie, bo i tak nie było realnej konkurencji. Teraz, gdy na wirtualne odcinki z piskiem opon wyjechał Richard Burns, były mistrz został daleko w tyle. Colin ma nieco lepszą grafikę i dokładniejsze opisy tras, jednak cała reszta to punkty dla oponenta.

Meta blisko

Gdyby nie to, że Pedal to the Metal jest grą o ciężarówkach, to Codemasters mogliby wykorzystać to hasło jako podtytuł do Colina. Większość odcinków przelatuje się, cisnąc gaz do samej podłogi, zapominając w ogóle o hamulcu.

Ech, te polskie autostrady - nawet trawy nie skosili!

Ech, te polskie autostrady - nawet trawy nie skosili!

W Burnsie uczysz się prawdziwych technik rajdowych, jak hamowanie lewą nogą czy powerslide. Colin nic takiego nie oferuje. Cała filozofia polega na tym, aby lekko odpuścić pedał gazu i równie lekko przycisnąć hamulec.

Chciałbym również zobaczyć rajdówkę, która rusza z szóstego biegu. Czepiam się może szczegółów, ale w RBR takie drobnostki są rozwiązane doskonale. Poza tym część urealnień można wyłączyć.

Jazda na wstecznym

Ze smutkiem stwierdzam, że nowy Colin jest słabszy od poprzedniej części. W obliczu groźnego konkurenta Codemasters nie tylko nie przyspieszyło, ale wręcz zaciągnęło ręczny, wycofując się rakiem w kierunku zręcznościówki. Czyżby obleciał ich strach i chcą się przenieść na inne podwórko? Tak bez walki? W każdym bądź razie korona mistrza rajdów przechodzi w ręce Richard Burns Rally. Przynajmniej do czasu premiery szóstej części Colina.

Colin nie jest grą złą, ale odkąd zagrałem w Burnsa, zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na świat komputerowych rajdów. Żegnaj Colin!

Songo

Spadkobiercy Colina

Colin McRae, Richard Burns czy Tommi Makinen już pokończyli kariery. Na szczęście dorobili się godnych następców. Kto teraz rozdaje karty w rajdowym światku?

Petter Solberg - Norweg, w 1988 przeszedł z rallycrossu . Jeździł w Fordzie potem w Subaru. Mistrz świata z roku 2003.

Sebastian Loeb - Francuz, obecny mistrz świata w barwach Citroena. Tytuł zpewnił sobie na dwa rajdy przed końcem sezonu.

Markko Martin - Estończyk uważany za jeden z największych rajdowych talentów. Obecnie jeździ Fordem Focusem WRC


Zobacz również