Cyfrowa wąskotorówka

Zaczynając czwarty rok pisania dla digita, zastanawiałem się, jak by to było, gdybym ciągnął te zajęcie przez następne dwadzieścia lat? Komputerowy czas odmierza upływ życia coraz szybciej. Ćwierć wieku cyfrowego - to jakby całe stulecie w realu. Myślę, że jubileusz będziemy świętowali w stylu klubu amatorów kolejek wąskotorowych. Oto argumenty przemawiają za tą (ponurą) przepowiednią, niezbyt jednak - jak myślę - daleką od spełnienia.

Zaczynając czwarty rok pisania dla digita, zastanawiałem się, jak by to było, gdybym ciągnął te zajęcie przez następne dwadzieścia lat? Komputerowy czas odmierza upływ życia coraz szybciej. Ćwierć wieku cyfrowego - to jakby całe stulecie w realu. Myślę, że jubileusz będziemy świętowali w stylu klubu amatorów kolejek wąskotorowych. Oto argumenty przemawiają za tą (ponurą) przepowiednią, niezbyt jednak - jak myślę - daleką od spełnienia.

Jeśli siłą wyobraźni cofną się Państwo o półtora stulecia, do połowy wieku dziewiętnastego, to ujrzą sytuację nieco podobną do tej, jaka w komputerach panowała na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wszystkie elementy kolejnictwa były już na miejscu albo właśnie nad nimi pracowano (hamulce Westinghouse'a to dopiero rok 1872), ale koleje jeszcze nie opanowały cywilizacji potocznie zwanej europejską. Była to w owych czasach cywilizacja już bazująca na węglu: nim napędzano maszyny i ogrzewano domy, a z czasem wykorzystano do produkcji energii elektrycznej oraz napędu pociągów. W pewnym momencie synergia różnych wynalazków, odkryć geograficznych oraz wzrost liczby ludności spowodowały, że kolejnictwo stało się przodującą siłą napędową rozwoju naszej cywilizacji.

Jeśli zajrzymy do dowolnej książki beletrystycznej z końca wieku dziewiętnastego i początku dwudziestego, to zauważymy, jak powszechna była fascynacja kolejnictwem. Para i dym z lokomotyw spowijały całą epokę. To dróżnik ratował życie Wokulskiemu, pod pociąg skakała Anna Karenina, kwintesencja zaś staroświeckiego kryminału AgathyChristie działa się w Orient Expressie, czyli pociągu donikąd, jadącym w tzw. siną dal. Literatura odbija tylko prawdziwe życie, zwykle ze sporym opóźnieniem, bo autorzy nie nadążają za technologią (są atechnologicznymi humanistami). Ale trudno było nie zauważyć torów, które spowiły starą tkankę miejską, wymuszając rozwój nowych dzielnic, konstrukcję nowych mostów, ba - wręcz tworząc nowe miasta tam, gdzie było wygodniej doprowadzić kolej. Połączenie linią kolejową obu wybrzeży Ameryki Północnej (przypominam: rok 1869) to początek tworzenia światowej infrastruktury, która pozwoliła Phileasowi Foggowi okrążyć Ziemię w osiemdziesiąt dni.

Kiedy kończył się wiek dziewiętnasty, kolejnictwo było normalnym i zwyczajnym elementem życia społecznego. Ale było także czymś więcej. Nie bez kozery największy prawdopodobnie wynalazca wszech czasów, czyli Thomas Edison, karierę zawodową rozpoczynał na kolei jako asystent telegrafisty.To kolej wymusiła rozwój środków komunikacji międzyludzkiej w bezwzględny sposób, bo jej sprawne funkcjonowanie wymagało dobrej współpracy ludzi znajdujących się w wielu odległych miejscach. Nieprzypadkowo synchronizacja czasu oraz strefy czasowe to skutek układania rozkładów jazdy pociągów dalekobieżnych.

Zaś standaryzacja rozstawu szyn była początkiem innych standaryzacji.

Produkcja części zamiennych, które pasowałyby wszędzie, to także efekt transportowy. Trudno dziś uwierzyć, że kiedyś każdy za kład metalowy robił śruby z własnym skokiem, bo nie miał konkurencji z oddali. Okazało się jednak, że rewolwer Colta łatwiej było naprawić niż wymyślny pistolet, bo wszystkie jego części były standaryzowane, czyli wymienne.

Powyższy, skrócony z konieczności, opis rozwoju cywilizacji sprzed lat bardzo przypomina to, co wydarzyło się całkiem niedawno. Należy tylko węgiel zastąpić następnym pierwiastkiem z IV kolumny tablicy okresowej. Krzem stał się nie tylko podstawowym materiałem do produkcji układów scalonych, ale także, w postaci szkła, do produkcji światłowodów. Coś jak szyny robione ze stali z domieszką węgla. Analogie sięgają jednak znacznie głębiej. Trudno dziś znaleźć dziedzinę życia, na którą bity nie miałby wpływu. Świat jest cyfrowy. Sto kilkadziesiąt lat temu czasopismo poświęcone aktualnym technologiom mogłoby I nazywać się "Tory"albo"Rails" w wersji językowej odpowiadającej I digitowi. Tory prowadziły bowiem do lepszego, nowoczesnego życia.

Tak jak dziś cyfrowe wersje tradycyjnych technologii okazują się tańsze, szybsze, łatwiejsze w użyciu.

Nie muszę przypominać Czytelnikom, gdzie znajdujemy się dziś. Szybkie przekartkowanie dowolnego numeru naszego czasopisma pozwala zauważyć, że choć postęp technologii cyfrowych jest ciągle oszałamiający, to jednak powoli dochodzimy do etapu, gdy tory, czyli Internet, oplotły już wszystko, co się da. Stacje, czyli punkty dostępu, wkomponowały się w krajobraz, a podróż, czyli szperanie po Sieci, budzi coraz mniejsze emocje. Wydajność pracy wzrosła, ale nie rośnie już skokowo. Zmieniliśmy nasze przyzwyczajenia: zamiast według pociągów zegarki regulujemy według komputerów. Pozostałości I starej cywilizacji, czyli górnictwo i kolejnictwo, są utrzymywane przez nowy cyfrowy przemysł. Tylko żal kłębów pary i dymu spowijających a ruszające pociągi. Zaś smak jajek na twardo, jedzonych w trzęsącym się przedziale, został zastąpiony zgagą po kawałkach pizzy nerwowo popijanych colą przed ekranem komputera.

Jeśli analogia z kolejnictwem jest poprawna, to za dwadzieścia lat nasze pismo będzie odpowiednikiem miesięcznika amatorów kolejek wąskotorowych, zaś dział poświęcony komputerom Macintosh będzie forum dla modelarzy, zajmujących się budowaniem kolejek ogrodowych. Być może przesadzam, ale historia lubi się powtarzać. Nawet jeśli druga iteracja jest już tylko karykaturą oryginału. Dobrze jednak być przygotowanym na wszystko. Szczególnie jeśli nasz zawód jest ściśle powiązany z jedną technologią. Biorąc po uwagę przyspieszenie tempa zmian na świecie, możemy być pewni, że większość Czytelników dożyje czasów, o których dziś piszę. Szkoda mi nas samych.


Zobacz również