Cyfrowy kryzys: czy stare filmy wyblakną?

Wykorzystywane dziś technologie pamięci masowych mają opinię całkiem tanich, a do tego uniwersalnych. Ale nie dla wszystkich. W Hollywood, gdzie coraz częściej mówi się o konieczności digitalizowania archiwalnych - non stop blaknących - materiałów, panuje przerażenie. Sam roczny koszt przechowania cyfrowego filmu jest aż 11-krotnie większy niż w przypadku materiałów na zwykłej taśmie.

Amerykańska Akademia Filmowa opublikowała ostatnio raport "Cyfrowy dylemat", w którym twierdzi, że roczny koszt przechowania cyfrowego filmu to 12,5 tys. USD. Dla porównania, przechowanie filmu na zwykłej taśmie celuloidowej to ok. 1060 USD. Jeszcze gorzej jest z materiałami dodatkowymi z procesu produkcji - wyciętymi scenami czy nagraniami audio, które często są wykorzystywane przy produkcji specjalnych edycji na płytach DVD. Ich przechowanie w tradycyjnej postaci kosztuje 486 USD za film, a w cyfrowej... aż 429 razy drożej - 208,5 tys. USD.

Według autorów raportu, cyfrowe przechowanie takich dodatków to aż 2 petabajty danych na każdy film. W tradycyjnej postaci, gdzie mamy film 35 mm, studio może w dość prosty sposób przechować wszystko - oryginalny negatyw, ścieżkę dźwiękową, fotografie wykonane na planie, notatki producentów i inne materiały. Przy dwugodzinnym filmie daje to ok. 130 kartonów, które dziś są przechowywane... pod ziemią, w starych kopalniach soli. Przechowanie tych treści na taśmach w profesjonalnie zabezpieczonym archiwum kosztuje... 1,6 mln USD.

Problemu nie rozwiązują filmy od razu nagrywane dziś w technice cyfrowej. Podczas gdy kiedyś reżyser mógł nakręcić od 15 do 18 minut filmu na jedną minutę finalnej produkcji, dziś dzieje się zupełnie inaczej. Ponieważ przy cyfrowej produkcji znacznie spadły koszty eksploatacji, kamera na planie włączona jest praktycznie cały czas. Technologia cyfrowa znacznie ułatwia życie w procesie postprodukcyjnym, ale tym samym bardzo podnosi koszt przechowywania materiałów źródłowych.

Technologiczne dylematy

Wielkiego wyboru nie ma - taśma lub dysk - ale oba te nośniki znacznie się od siebie różnią, są też pełne wad i zalet. Taśma jest znacznie tańsza, przenośna, ale backup jest zwykle skompresowany do właściwego sobie formatu. Także przeszukiwanie danych na taśmach jest utrudnione. Droższe dyski mogą przechowywać dane w ich oryginalnym formacie, są bardziej elastyczne i gwarantują znacznie szybszy czas dostępu.

Ale koszty czy wygoda nie są jedynym problemem w Hollywood. Zdaniem autorów raportu, studia muszą wspólnie wypracować standardy przechowywania cyfrowych filmów i najlepsze praktyki zarządzania tym procesem, co zagwarantuje możliwość wieloletniego dostępu do tych treści. Problem wynika głównie z często zmieniających się technologii przechowywania danych - to zjawisko jest ogromną przeszkodą w momencie, gdy trzeba przygotować treści, które mają być dostępne przez 100 lat lub dłużej.

Zatrudnieni w Hollywood eksperci alarmują, że taśmy i dyski, które zastąpiły kartonowe pudełka i metalowe puszki, nie sprawdziły się jako bezpieczna metoda ochrony informacji. Do niektórych materiałów dostęp był niemożliwy już po 18 miesiącach. I to na nośnikach, gdzie producenci gwarantowali przechowanie danych przez 100 lat.

No i najważniejszy wniosek w raporcie - brak standardów. Wszystkie dostępne dziś technologie archiwizacji nie są wystarczająco dojrzałe. Kończy się to tym, że studia systematyczne przenoszą swoje dane na coraz to nowsze technologie, aby nie stracić możliwości dostępu do nich. Przykład: dostępne od 2007 r. napędy taśmowe działające w standardzie LTO4 (dość popularnym w branży filmowej) nie są w stanie odczytać danych z taśm LTO1, które powstały nie tak dawno, bo w 2000 r.

Konieczny wybór?

Od technologii cyfrowych nie ma jednak odwrotu - to jedyna metoda na uchronienie starych filmów przed całkowitym wyblaknięciem. Ale z powodu kosztów pojawi się dylemat - właściwe gremia będą musiały zdecydować, które treści warte są zarchiwizowania, mimo wysokiej ceny tego procesu, a które trzeba będzie puścić w niepamięć historii.

Przedstawiciele producentów wspominają, że z pojawieniem się technologii cyfrowych wiązano zupełnie inne nadzieje. Miały one pozwolić na mniejszą dbałość podczas procesu produkcji (później można "podciągnąć" na komputerze) czy oszczędność pieniędzy na wywoływaniu klisz. Ale finalnie technologia cyfrowa nie pozwoliła na wprowadzenie dużych oszczędności w procesie produkcji. Otworzyła natomiast duże możliwości dla twórców niezależnych, opracowujących produkcje niskobudżetowe. Dziś swoją pracę mogą oni wykonywać na zwykłym komputerze stacjonarnym lub nawet laptopie.


Zobacz również