Czego nie powiedzą Wam w telewizorze, albo o mitach amerykańskiego modelu biznesowego

$Wielu Europejczyków robi wodę z mózgu sobie i innym twierdząc, że gospodarkę europejską od amerykańskiej dzieli luka rozwoju i efektywności$ - brytyjski ekonomista John Kay rozprawia się z mitami dotyczącymi amerykańskiego modelu biznesu w wywiadzie zamieszczonym w jesiennej edycji kwartalnika $Strategy+Business$.

John Kay uosabia pomost pomiędzy teorią i praktyką gospodarczą. Jest jednym z najbardziej prominentnych ekonomistów na Wyspach, to zajadły publicysta (Financial Times), doradca biznesowy, dziekan Said Business School w Oxford University. Nie stroni od kontrowersyjnych wypowiedzi. Twierdzi na przykład, że zarządzanie, jako dyscyplina akademicka, jest obecnie na tym etapie rozwoju co medycyna w średniowieczu.

Dziennikarze S+B spotkali się z Kayem z okazji wydania jego nowej książki - "The Truth about Markets: Their Genius, Their Limits, Their Follies". Główna teza jest następująca: nie ma jednej recepty ekonomicznej ani biznesowej na sukces w gospodarce. Po upadku muru berlińskiego industrializowany Zachód uwierzył, że triumf kapitalizmu właśnie się dokonał. Historia się skończyła, a amerykański model biznesu zwyciężył. Ten punkt widzenia Kay uważa za karykaturę kapitalizmu, prostactwo amerykańskiego modelu biznesu opartego na ideologii fundamentalistycznego rynku. Nie dość, że fałszywie opisuje faktyczne mechanizmy amerykańskiej gospodarki, to jego recepty faktycznie niszczą biznes i rynki na całym świecie.

Jak powiedział dziennikarzom S+B, do pracy nad książką, która oddzielałaby fakty od mitów na temat ekonomii rynkowej przystąpił w 1999 roku. Wraz z wydawcą doszli do wniosku, że dobrym początkiem i pretekstem byłby duży krach na Wall Street. Nie wiem, czy książka by powstała, gdyby Nasdaq nadal kwitł. Ale taka możliwość nigdy nie wydawała mi się realna.

Cztery mity ABM

Kay wyróżnił cztery centralne mity stojące za amerykańskim modelem biznesu (dalej ABM). Pierwszy - przekonanie, że chciwość jest najważniejszym motorem działania w kwestiach ekonomicznych. "To rzeczywiście motywacja, ale wcale nie najważniejsza dla większości ludzi. Większość ludzi pracuje, ponieważ chce robić dobrą robotę, ponieważ zależy im na uznaniu ze strony przyjaciół, itd. Jeśli nie docenia się takich czynników, przekreśla się relacje, które czynią skutecznymi organizacje typu korporacyjnego" - stwierdza Kay.

Druga fałszywa przesłanka to rynkowy fundamentalizm. Nakazuje ona sprowadzenie do minimum wszelkich restrykcji i ograniczeń w operacjach rynkowych. Ale takie podejście nie uwzględnia faktu, że rynek operuje w istocie - i tylko tak może działać - w określonym, dopracowanym kontekście społecznym, politycznym, kulturowym. Obejmuje to zarówno regulacje rządowe, ale także wielką liczbę samoregulacji - sposobów w jaki ludzie chcą się zachowywać, żyć. Twierdzenie, że nieregulowane rynki są wydajniejsze jest błędne. Rynki opierają się na prawach i bodźcach. Bez tego zapanuje chaos.

Trzeci mit, każe wierzyć, że udany biznes potrzebuje minimalnej obecności państwa. Twierdzi się zatem, że jedyna uprawniona rola państwa może sprowadzać się do ochrony praw własności i legitymizacji umów handlowych. Jeśli jednak spojrzeć na gospodarki rynkowe, które odniosły największy sukces okaże się, że posiadają one najsilniejsze i najbardziej wszechwładne aparaty rządowe jakie świat widział w swojej historii.

Czwarty wreszcie mit zakłada, że przede wszystkim panuje paląca potrzeba obniżenia podatków.

Gospodarka rynkowa - czym jest

Zaraz potem Kay wprowadza zamęt w głowy tych czytelników, którzy być może sklasyfikowali już sobie jego osobę jako nastawioną wrogo do Ameryki, do globalizacji i przede wszystkim "do ustroju".

"Nie mam wątpliwości że ekonomia rynkowa jest jedyną skuteczną formą ustroju ekonomicznego i zarówno biedne jak i bogate państwa mogą i powinny czerpać korzyści z otwartego systemu międzynarodowego handlu. Ale postrzegam obecną gospodarkę rynkową - w świetle wypowiedzi jej obrońców, a nie oponentów - jako delikatnie sterowane, regulowane społeczeństwo w którym indywidualna chciwość jest dominującym motywem działania.

To zdecydowanie etycznie nieatrakcyjne, stąd przeciwnicy zyskują znacznie większą sympatię publiczności" - mówi Kay. Ale co ważniejsze - jego zdaniem - nie ma prawidłowego opisu jak prawdziwa ekonomia rynkowa działa. Społeczeństw, którym najbliżej wspomnianego modelu - Nigeria, Haiti, obecna Rosja - wcale nie można uznać za doświadczające sukcesu. "Rynki są wspaniałymi instytucjami. Ale musimy zrozumieć, jak subtelne i skomplikowane są mechanizmy ich działania. Gdyby przewaga konkurencyjna nie była sprawą skomplikowaną i subtelną, łatwo byłoby ją przeflancować i reprodukować w nieskończoność" - dodaje Kay.

Z tej komplikacji i subtelności Kay wywodzi tezę swojej książki - każda gospodarka jest wyjątkowa, nie może być przepisu na sukces. "Gospodarki rynkowe są nierozerwalnie połączone z instytucjami społecznymi, politycznymi i gospodarczymi - nie mogą bez nich funkcjonować. Swoją siłę wywodzą właśnie z indywidualnego, niepowtarzalnego kontekstu" - twierdzi Kay.

Dziennikarze S+B pytają zatem: krytykuje Pan ABM, a zarazem twierdzi, że amerykańska gospodarka działa bardzo dobrze. Skąd ta rozbieżność? Kay odpowiada krótko: wszystko się zgadza. ABM to jedno, a faktyczne mechanizmy gospodarki amerykańskiej i każdej innej odnoszącej sukces gospodarki wolnorynkowej to co innego. ABM to karykatura tych mechanizmów, która nigdzie nie występuje w formie żywej i zdrowej. "Mówiąc wprost: bogactwo 20 najbogatszych państw świata wynika z ponad dwóch stuleci politycznej, społecznej i kulturalnej ewolucji. Naiwnością jest wiara, że taką lekcje uda się przekuć na łatwo transferowalne maksymy - i dlatego nasze próby promocji rozwoju gospodarczego w krajach rozwijających się odnoszą małe sukcesy, a wyniki post-komunistycznej Rosji w tym względzie są tak słabe. Prawdziwy sposób znajdziemy dopiero wówczas, gdy zrozumiemy, ze nie ma jednej prostej recepty" - mówi Kay.

Czy Europa goni Amerykę?

Czy istnieje z zatem EBM - europejski odpowiednik ABM? Zdaniem Kaya, nie da się wyróżnić jednego modelu. Istnieje wiele modeli. Centralnym punktem jest gospodarka rynkowa, fundamentalna instytucja Europy Zachodniej, która powstała kilkaset lat temu. I obecnie niemal wszystkie kraje aktywnie uczestniczące w gospodarce światowej pochodzą z Europy Zachodniej lub są tego "drzewa" szczepem, jak np. USA. Mamy do czynienia z zespołem różnych wariacji na ten sam temat. Otwartym pozostaje pytanie, czy sukces azjatycki to wariant wspomnianego tematu czy też jest niezależnym historycznie osiągnięciem.

Kay odnosi się przy okazji do dyskusji na temat różnicy w poziomie konkurencyjności gospodarki amerykańskiej i europejskiej. "Jeśli spojrzeć na wyniki gospodarcze na przestrzeni ostatnich 20 lat, nie widać wyraźnej różnicy. Niezwykłe jest natomiast, że to nie Amerykanie, ale sami Europejczycy robią sobie i innym wodę z mózgu twierdząc, że Europa radzi sobie znacznie gorzej niż Stany Zjednoczone. Uwielbiam na przykład, kiedy ktoś porównuje amerykański PKB i francuski i stwierdza, że w USA jest wyższy o 20%. Ale Francuzi pracują o 20% krócej, odpowiadam, zatem jedyna różnica jest taka, że Francuzi mają więcej wakacji i dłuższe lunche. Nigdy nie było znacznej luki pomiędzy produktywnością europejską i amerykańską.(...)" - pieczętuje Kay.

Wywiad z Johnem Kay, zatytułowany "John Kay: Thought Leader Interview", zamieszcza jesienne wydanie kwartalnika "Strategy+Business"


Zobacz również