Czesław Czapliński: cyfrowa ciemnia z Olympus Camedia P-400

Używam aparatów cyfrowych od czasu, kiedy tylko pojawiły się na rynku. Już ładnych parę lat temu, kiedy digit nie był digitem, tylko 'Macworldem', recenzowałem na jego łamach Fujixa DS-300. Od tamtej pory pojawiła się cała masa nowych aparatów cyfrowych i przystawek do już istniejących tradycyjnych urządzeń.

Używam aparatów cyfrowych od czasu, kiedy tylko pojawiły się na rynku. Już ładnych parę lat temu, kiedy digit nie był digitem, tylko 'Macworldem', recenzowałem na jego łamach Fujixa DS-300. Od tamtej pory pojawiła się cała masa nowych aparatów cyfrowych i przystawek do już istniejących tradycyjnych urządzeń.

Od czasu kiedy ostatni raz recenzowałem na łamach 'Macworlda' aparat Fujix DS-300, pojawiła się cała masa nowych aparatów cyfrowych i przystawek do już istniejących tradycyjnych urządzeń. Jednak cały czas są zbyt drogie. Najlepsze kosztują w granicach 30-50 tysięcy USD. Ze względu na cenę oraz ciągle niewystarczającą rozdzielczość większość zdjęć robię jednak na tradycyjnych filmach i skanuję. Używam do tego skanera Nikon LS-2000 (który też oceniałem w 'Publishu i Macworldzie') w połączeniu ze znakomitym programem SliverFast 5.0. Daje on o niebo lepsze wyniki niż oryginalny program Nikon Scan 2.5 dołączany do skanera. SilverFast jako profesjonalny program staje się standardem. Dołącza go do swoich urządzeń coraz więcej wytwórców skanerów: Epson, Microtek, Leica, Polaroid. Dzięki SilverFastowi można wykorzystać maksymalnie możliwości skanera, często uzyskując wyniki porównywalne z drogimi bębnowymi skanerami. Zdjęcie po skanowaniu przenoszę do programu Photoshop 6.0. Photoshopa używam do retuszu (kadrowanie, korekcja kolorów i ostrości itp.), a następnie nagrywam na CD-ROM, który stał się dziś standardem archiwizowania zdjęć. Na jak długo? Trudno powiedzieć. Kiedyś uważano, że 650 MB, jakie oferuje CD-ROM, to bardzo dużo, dziś wiadomo już, że to niewiele i szuka się bardziej pojemnych nośników, jak choćby DVD.

Cyfrowy proces wydawniczy

Zdjęcia z CD-ROM-u, tak jak dawniej odbitki czy przezrocza, są używane do publikacji. Można je przesyłać w formie tradycyjnej pocztą lub w formie cyfrowej przez Internet, co znacznie przyspiesza proces. Popularny w Ameryce serwis dostarczania przesyłek następnego dnia, często jest już zbyt długi, czekanie 24 godziny na zdjęcie wydaje się dziś wiecznością. Fotografia cyfrowa, oprócz przyspieszenia, upraszcza cały process wydawniczy. Grafik w wydawnictwie otrzymuje zdjęcie w zapisie cyfrowym, które po skorygowaniu do określonych parametrów może natychmiast użyć w procesie projektowania, a następnie druku.

Często trzeba jednak pokazać zdjęcie w formie wydrukowanej. I tu zaczynają się problemy, jeśli używamy tradycyjnych drukarek atramentowych, często reklamowanych jako fotograficzne. Zdjęcie, które wygląda znakomicie na dobrej jakości monitorze, po wydrukowaniu ma szare kolory, a przy niewielkim powiększeniu widać ziarno.

Czesław Czapliński jest jednym z najbardziej znanych polskich fotografików. Specjalizuje się w portrecie. Fotografuje głównie artystów. Jego zdjęcia publikują m.in. 'The New York Times', 'Time', 'Vanity Fair'. Wydał wiele albumów i książek, w tym 'Twarz i maski Jerzego Kosińskiego', która stała się bestsellerem. Mieszka w Nowym Jorku i Warszawie.

Czesław Czapliński jest jednym z najbardziej znanych polskich fotografików. Specjalizuje się w portrecie. Fotografuje głównie artystów. Jego zdjęcia publikują m.in. 'The New York Times', 'Time', 'Vanity Fair'. Wydał wiele albumów i książek, w tym 'Twarz i maski Jerzego Kosińskiego', która stała się bestsellerem. Mieszka w Nowym Jorku i Warszawie.

Jedynym z rozwiązań są drukarki sublimacyjne, które pod wpływem ciepła przenoszą trójkolorową folię (cyan, magenta i yellow) na plastikowe podłoże. Dają jakość zbliżoną do fotografii, a więc znakomite odwzorowanie subtelnych tonów i ich ciągłość na obrazie. Główną przeszkodą w ich używaniu jest cena. Znakomita drukarka sublimacyjna Kodak Professional 8650R z podstawowym wyposażeniem kosztuje ponad 5000 USD. Latem ubiegłego roku pojawiła się drukarka sublimacyjna firmy Olympus Camedia P-400, która reklamowana jest przez wytwórcę jako cyfrowa ciemnia za niecałe 1000 USD i w dodatku o wadze tylko 12 kg.

Od kilku miesięcy używam tej drukarki. Kupiłem ją za 999 USD, czyli 20 proc. ceny drukarki Kodaka. Do tego czasu używałem drukarki sublimacyjnej Fargo, ale zaprzestano jej produkcji. Ograniczę się do kilku danych technicznych drukarki Olympus, które mają bezpośrednio wpływ na uzyskiwane wydruki. Format papieru A4 210 x 297 mm, maksymalna powierzchnia, na której drukuje, to 194 x 258 mm, trochę mniejsza niż w drukarce Kodaka.

Drukarka sublimacyjna Olympusa

Rozdzielczość drukarki to jedna z ważniejszych cech, od niej zależy bowiem liczba tonów barwnych lub tonów szarości, jakie mogą być odtwarzone na wydruku. W przypadku Olympusa wynosi 314 dpi, a zdjęcia mają 16,7 miliona kolorów i są drukowane z dokładnością 8 bitów na kolor, co stanowi najlepsze parametry. Nie bez znaczenia jest czas druku, który przy tego typu parametrach jest nieraz bardzo długi. Cztery przebiegi drukarki - Yellow, Magenta, Cyan i czwarty zabezpieczający, warstwa UV, która spowoduje, że zdjęcia nie będą płowiały - zabierają 90 sek. To duża szybkość, zbliżona do Kodaka, który potrzebuje 70 sek.

Drukarka może być podłączona z komputerem Mac lub PC przez port równoległy (wtedy urządzenia komunikują się z prędkością 925 kb na sekundę) lub znacznie szybszy USB ( 12 000 kb na sekundę).

Oprócz pracy w połączeniu z komputerem, Olympus ma zainstalowane czytniki danych i może bezpośrednio drukować zdjęcia z kart PC Card Type II, CompactFlash, Memory Stick i SmartMedia stosowanych w aparatach cyfrowych. Wyboru zdjęć można dokonać na wyświetlaczu LCD, w który wyposażono drukarkę. To bardzo przyspiesza pracę i służy do wstępnej oceny zdjęcia.

Urządzenie oferuje różne opcje druku. Może na przykład wydrukować od 2 do 4 kart pocztowych na stronie lub od 45 do 260 zdjęć indeksowych, co bardzo się przydaje do katalogowania zdjęć z aparatów cyfrowych. Ma również możliwość drukowania specjalnych teł, nakładania kilku zdjęć, ma filtry do zamiany zdjęć kolorowych na czarno-białe i sepię, aby wymienić kilka najczęściej używanych. Program, który zarządza drukowaniem w Olympusie, ma możliwość regulowania kilku najczęściej zmienianych w czasie drukowania parametrów: ostrości, gammy, kontrastu, blasku. Często te właśnie małe zmiany decydują o końcowym efekcie wydruku. Koszt druku zdjęcia formatu A4 (papier i folia) wynosi w warunkach amerykańskich około 2 USD, w przypadku drukarki Kodaka jest prawie dwukrotnie większy. Za tego typu wydruk w laboratorium usługowym trzeba zapłacić około 20 USD.

Uważam, że drukarka Olympus reprodukująca w fotografii czarno-białej dużą liczbę odcieni szarości, a w fotografii kolorowej olbrzymią liczbę tonów barwnych, co w konsekwencji daje subtelne odcienie i płynną gradację barw, jest godna polecenia. Można bez przesady powiedzieć, że wydruki są identyczne ze zdjęciami robionymi w klasyczny sposób w ciemni. Pamiętajmy jednak, że na efekt końcowy wydruku duży wpływ ma sam proces skanowania, a następnie przygotowania zdjęcia w Photoshopie.

Gdybym miał pokusić się o przepowiedzenie przyszłości prezentowania zdjęć, to uważam, że rola druku będzie się zmniejszać. Obserwując rynek, uważam, że przyszłość będzie należeć do prezentacji zdjęć na płaskich ekranach zbliżonych do ram w galeriach. Coraz bardziej są popularne tzw. digi-frames, „cyfrowe ramy", na razie małe, w formacie pocztówki lub niewiele większym, które wyświetlają zdjęcia bez pomocy komputera, bezpośrednio z kart aparatów cyfrowych SmartMedia czy CompactFlash. Kiedy zdjęcie się znudzi, bez żadnych dodatkowych kosztów można je zamienić na inne. Obecnie takie ekrany kosztują ponad 200 USD, ale ceny będą spadać, a rozmiary i rozdzielczość rosnąć. Tak będą wyglądały wystawy przyszłości. W Nowym Jorku zaczyna się już w ten sposób prezentować prace w niektórych galeriach.


Zobacz również