Dell - uczy, bawi, pali gumna

Wygląda na to, że wpadka z Della z bateriami będzie ciągnęła się za korporacją przez najbliższe kilkanaście lat. Wieść o najmniejszym nawet przypadku iskrzenia w notebooku obiegnie świat lotem błyskawicy, nie wspominając już o pożarze domostwa.

Amerykański portal The Consumerist donosi o pożarze, który zniszczył 130-letni dom jednego z mieszkańców Biddeford. Zgodnie z wstępnym śledztwem, zapłon nastąpił w pozostawionym na biurku notebooku Dell Inspiron 1200 - problemem prawdopodobnie była bateria lub uszkodzony kabel zasilania.

Dan, właściciel domu, twierdzi, iż próbował skontaktować się z firmą donosząc o problemach z laptopem, ale nigdy nie udało mu się porozmawiać z kimś odpowiedzialnym i współczującym.

Podkreśla też, że sprawdził opublikowane przez Della listy notebooków z wadliwymi bateriami.

Obserwatorzy sprawy przytomnie zauważają, że utrata majątku może być bolesna, tym niemniej należy się wstrzymać z wydawaniem wyroku na Della do czasu zakończenia śledztwa prowadzonego przez agencję ubezpieczeniową.

My ze swej strony możemy dołożyć apel o wyłączanie komputerów przed wyjściem z domu - Dan swojego Della jedynie przełączył w tryb uśpienia...


Zobacz również