Demony u progu

Drodzy moi, przyjaciele, których spotykam codziennie na kinomańskich szlakach między sklepem a wypożyczalnią, z płytami DVD w ręku i blaskiem w oczach - u progu naszego domowego kina pojawiły się demony znane dobrze z kaset VHS i telewizyjnych emisji filmów fabularnych: lektorzy!

Drodzy moi, przyjaciele, których spotykam codziennie na kinomańskich szlakach między sklepem a wypożyczalnią, z płytami DVD w ręku i blaskiem w oczach - u progu naszego domowego kina pojawiły się demony znane dobrze z kaset VHS i telewizyjnych emisji filmów fabularnych: lektorzy!

Właśnie ogłoszono, że na płytach DVD filmy będą się teraz pojawiać "w wersji polskiej", to znaczy z wgranym głosem lektora, czytającego listę dialogową. Najbardziej zapyziały anachronizm polskich mediów dosięgnął najnowocześniejszej technologii, która miała nas wprowadzić w nowy, lepszy świat XXI wieku!

Na świecie jesteśmy bodaj ostatni, którzy nie zbuntowali się przeciwko temu barbarzyńskiemu zwyczajowi i pozwalamy, żeby kilku panów zmanierowanymi od rutyny głosami odczytywało nam tłumaczenie tego, co mówią bohaterowie na ekranie. Wielu z nas przyzwyczaiło się do tego stopnia, że twierdziło, iż głosu lektora nie słyszy. Szczęśliwcy! Ja zawsze słyszę. Czasem nawet sprawia mi to przyjemność, gdy okazuje się, że do nagrania zaproszono na przykład Andrzeja Matula. Ale to jest rzadkość. Najczęściej natykam się na dziwacznie akcentowane dialogi w wykonaniu Tomasza Knapika, co sprawia, że nawet najbardziej wyrafinowany film z miejsca sprowadzony zostaje "do parteru" i brzmi, jakbym go oglądał z popijającymi piwo dresiarzami.

Widmo Tomasza Knapika sprawiło, że praktycznie przestałem oglądać filmy w telewizji i uciekłem w świat krystalicznie czystego obrazu, odtwarzanego z płyt DVD. W tym świecie obowiązywały dotąd oryginalne wersje filmów z polskimi napisami, czyli tak jak w prawdziwym kinie. Było elegancko, nowocześnie, bardzo blisko doskonałości, jeśli idzie o odbiór dzieła filmowego. Było nawet wyrafinowanie.

Ale cóż, DVD trafiło pod strzechy więc owa rafinada zaczęła mu przeszkadzać w rozwoju. Głosy lektorów na polskich płytach DVD mają być ponoć zamieszczane na życzenie klientów, którym trudno było czytać napisy. Przyzwyczajeni do tego, że nie muszą patrzeć na ekran, by wiedzieć, co się na nim dzieje i nawet robiąc herbatę w kuchni czy myjąc zęby w łazience, nadążają za rozwojem akcji, nie umieli dostrzec szansy i różnicy, jaką oferowało kino domowe w stosunku do telewizji. I dlatego wchodząc do najlepszej restauracji w mieście zażądali hamburgera z frytkami, do których się już przyzwyczaili. Teraz kelnerzy (czytaj - dystrybutorzy) przynoszą im na srebrnych tacach bułki z kotletem po cichu pewnie licząc, że ktoś jednak wreszcie poprosi o krewetki.

I to jest nasza - przyjaciele w kinomańskiej pasji - rola. To my mamy żądać krewetek i doceniać ich zdrową doskonałość smaku. Powinniśmy stać na straży tego, by oglądając filmy w naszych domach nie włączać opcji z "wersją polską", czyli z głosem lektora, i nadal cieszyć się pełną harmonią oryginału, zaś przetłumaczone dialogi czytać samemu. W ten sposób w naszych małych prywatnych kinach przeciwstawimy się zasadzie, że gorszy pieniądz wypiera lepszy, a doskonałość trafiając pod strzechy nieuchronnie sięga bruku.


Zobacz również