Diablo mieszka w Skandynawii: co warto wiedzieć o "Vikings: Wolves of Midgard"?

Mieczem i toporem wyrąbywali wikingowie przepustkę do Walhalli. Wszystko po to, by w dniu Zmierzchu Bogów stanąć u boku Odyna do ostatecznej walki. Jej czas właśnie nadchodzi, ale może świat da się jeszcze uratować?

Ragnarök kontra Kapitan Ameryka

Gdyby poszukać w popkulturze uniwersum o największej sile rażenia, najwyższe miejsce na podium przypadnie zapewne amerykańskim superbohaterom. Nic dziwnego – instrukcję obsługi świata pełnego postaci w rajtuzach i obcisłych gatkach przyswajamy wraz z pierwszym w życiu łykiem coli, a marketingowa machina dba o to, by raz zdobyta wiedza nigdy nie została zapomniana.

Amerykańscy superbohaterowie mają jednak jedną, poważną wadę: autentyzmu w nich tyle, co mięsa w parówkach. Najstarsi z nich powstali w latach 30. jako lekkostrawna odtrutka na marazm Wielkiego Kryzysu i nadzieja w czasach panoszących się totalitaryzmów.

Co może się z nimi równać? Jakie uniwersum ma potencjał wystarczający, by nawiązać walkę z bohaterami spod znaku Marvela i DC Comics? Świat chińskich czy japońskich bóstw i herosów jest arcyciekawy, ale – poza swoim regionem – pozostaje jednak niszą. Fascynująca afrykańska mitologia to temat niemal zupełnie pomijany w popkulturze. Nieco lepiej bywa z prekolumbijską Ameryką i jej krwawymi bogami albo ze starożytnymi panteonami z rejonu Morza Śródziemnego, ale wciąż trudno mówić o masowej popularności.

Skandynawscy superbohaterowie

Kierunek poszukiwań wskazał sam Marvel, rozszerzając pół wieku temu swoje uniwersum o Thora i pośrednio przyznając, że nic nie może się równać z siłą rażenia mitów, stworzonych dawno temu na mroźnej północy. Nie dość, że panteon nordyckich bóstw ze swoimi jakże ludzkimi sympatiami i animozjami to wymarzony temat dla serwisów plotkarskich. Jakby tego było mało, to popkulturowy wizerunek bandy jasnowłosych wielkoludów, plądrujących na swoich drakkarach połowę świata, jest na tyle mocny, że uniesie ciężar najbardziej nawet niesamowitych historii.

Z tego powodu oczekiwanie na „Vikings: Wolves of Midgard” niesamowicie mi się dłużyło. Od czasu , gdy w połowie poprzedniego roku ujawniono ambitny plany studia Games Farm i Kalypso Media, kolejne zwiastuny tylko podgrzewały atmosferę, podsycając oczekiwania. Te nie były małe, czemu sprzyjało portfolio Kalypso Media z takimi tytułami, jak Sine Mora, Omerta czy Tropico.

Na szczęście – a może niestety? – czas biegnie szybko, a koniec marca upływa pod znakiem destrukcji w krainie mrozu i nocy polarnej. A właściwie w kilku krainach, bo „Vikings: Wolves of Midgard” zabierze nas na wycieczkę również w te rejony, które śmiertelnicy wolą omijać szerokim łukiem.

Nadejdzie straszliwa zima Fimbul kiedy człowiecze zło dojdzie do szczytu. Brat zabije brata, syn nie oszczędzi ojca, ludzie zatracą swą godność. Tej straszliwej zimy szaleć będą śnieżyce zawieje, mróz nieustępliwy zetnie ziemię, rozhulają się ostre wiatry, a słońce nie da ciepła. Ta zima Fimbul będzie trwać trzy lata. Na wschodzie, w żelaznym lesie, siedzi zgrzybiała wiedźma, lgną się szczenięta Fenrira i wilk, który połknie słońce. Jego strawą będzie życie przeznaczonych na śmierć ziemian, których krwią spryska niebiosa.

Przepowiednia Heid

"Diablo" w Norwegii

Pomysł na grę można opisać krótko: weźmy hiszpańskie słowo, oznaczające Szatana, wrzućmy je w świat nordyckich bogów, a całość polejmy sosem z efektownej grafiki, przejrzystej mechaniki i radości, płynącej z niezobowiązującej destrukcji.

Mimo oczywistych porównań i skojarzeń z trylogią Blizzarda, która stała się opoką całego gatunku stwierdzenie, że „Vikings: Wolves of Midgard” to po prostu „Diablo” w Skandynawii byłoby jednak zbyt dużym uproszczeniem.

Zrywa się z kotwicy statek Naglafar. Zrobiony jest z paznokci zmarłych, a więc kiedy mąż umiera, obcinajcie mu paznokcie, żeby długo budowano statek. Ale teraz widzę, jak unosi się po wodach potopu, a kieruje nim olbrzym Hymir. Fenrir zbliża się, rozdziawiwszy paszczę, Jormundgand zaś rozpryskuje truciznę po morzu i powietrzu.

Proroctwo Heid

Zmierzch bogów – kilka słów o fabule

Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że w gatunku hack’n’slash fabuła nie jest najważniejsza. Mimo tego dobrze, gdy jakaś występuje, a jeszcze lepiej, gdy w sensowny sposób współgra z mechaniką gry, nie będąc jedynie wymyślonym na poczekaniu tłem. Na szczęście autorzy „Vikings: Wolves of Midgard” twórczo eksploatują nordycką mitologię, skupiając się na Ragnaröku.

Zgodnie ze starymi legendami zmierz bogów, bo i tak nazywano to wydarzenie, miał być – a jakże! – wielką bitwą. Dowodzone przez Lokiego lodowe olbrzymy z Jotunheim mają w niej walczyć z armią bogów, wspieranych przez najdzielniejszych wojowników z Walhalli, a starcie skończy się zagładą znanego świata bogów i ludzi, w miejsce którego powstanie nowy, gdzie wszyscy będą żyć w zdrowiu i pokoju.

Tymczasem nasz bohater – trochę na przekór starym mitom – jako przywódca zniszczonej osady staje do nierównej walki po to, by ocalić Midgard, jak w skandynawskiej mitologii nazywano świat ludzi – jeden z dziewięciu istniejących, położony pomiędzy piekielnym Niflheimem i niebiańskim Asgardem.

Drży Yggdrasil, drzewo świata, niebiosa i ziemia. A teraz widzę, jak Asowie kładą zbroję i jadą na pole bitwy. Pierwszy jedzie Odin w złotym hełmie i jasnej zbroi, na rumaku Sleipnirze, z oszczepem Gungnirem w ręku. Jedzie na wilka Fenrira. Thor jest u jego boku, wymachując Mjollnirem, ale nie może nic pomóc Odinowi, bo poświęca wszystkie siły walce z Jormungandem.

Proroctwo Heid

Mechanika rozgrywki

Początek rozgrywki jest standardowy. Twórcy gry zaproponowali nam konserwatywne podejście, oferując wybór jednej z dwóch płci i czterech klas, a nasz wybór będzie rzutował na rozwijane w czasie rozgrywki drzewko umiejętności.

Sam rozwój również ma niebanalną otoczkę – składamy bowiem w ofierze bogom krew pokonanych wrogów. Ukłonem w stronę entuzjastów aRPG (tę nazwę zamiast h’n’s stosują konsekwentnie twórcy gry) są bez wątpienia dodatkowe czynniki, wpływające na kondycję naszego bohatera – poza dość oczywistymi, jak choćby działanie trucizny ciekawym pomysłem jest kwestia utraty ciepła.

Wisienką na torcie jest również wprowadzenie craftingu oraz rozbudowy osady, a także częściowo podatne na zniszczenie otoczenie. Cała reszta – wraz z podzielonym na lokacje światem, hordami wrogów i trudnymi do pokonania bossami – wpisuje się w gatunkową konwencję, dostarczając nam dokładnie tego, czego oczekujemy. Daje to połączenie idealne w postaci klasyki z wyraźnym powiewem świeżości.

Odin i Fenrir wciąż się zmagają ze sobą, ale w końcu wilk odnosi zwycięstwo i pożera Odina. Vidar śpieszy pomścić ojca i stawia stopy na dolnej szczęce Fenrira. Chroni jego nogę but ze skrawków ludzkiej skóry, ścinanej z pięt. Toteż jeżeli człowiek chce pomóc Asom, powinien ją często ścinać i odrzucać. Vidar chwyta za szczęki wilka i rozdziera mu paszczę. Taki jest koniec Fenrira. Loki toczy bój z Heimdallem, zabijają się nawzajem i obaj padają na ziemię. Surt rzuca ogień na ziemię i świat ginie w pożodze. Zstępuje ciemność i nie widzę już nic więcej.

Proroctwo Heid

Wersje gry i wymagania sprzętowe

O tym, jak taki koktajl sprawdza się w praktyce możemy przekonać się od 24 marca, czyli od oficjalnej premiery „Vikings: Wolves of Midgard”. Gra dostępna jest w wersji pudełkowej i platformach cyfrowych.

Poza edycją standardową możemy kupić Limitowaną Edycję Specjalną, zawierającą plakat w formacie A2, a także cyfrowego artbooka i ścieżkę dźwiękową z gry. Warty wspomnienia jest również bonus przeznaczony dla graczy, którzy kupili grę w przedsprzedaży – ich bohaterowie mogą liczyć na nowy tatuaż, fryzurę i emblemat klanu a także, w zależności od płci, nową biżuterię lub brodę.

Użytkownicy PS4 i Xbox One nie mają tego problemu, jednak w przypadku graczy korzystających z pecetów, przed zakupem gry warto zerknąć na wymagania sprzętowe. Poprzeczka – jak na reprezentowany przez „Vikings: Wolves of Midgard” gatunek, zawieszona jest całkiem wysoko.

Minimalna konfiguracja:

System operacyjny: Windows 7/8/10 64Bit

Procesor: Intel Compatible 2.1 GHz Dual Core

Pamięć: 4 GB RAM

Karta graficzna: GTX460 2GB

DirectX: Wersja 11

Miejsce na dysku: 10 GB dostępnej przestrzeni

Zalecana konfiguracja:

System operacyjny: Windows 7/8/10 64Bit

Procesor: Intel Core i7

Pamięć: 8 GB RAM

Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 970 lub lepsza

DirectX: Wersja 11

Miejsce na dysku: 10 GB dostępnej przestrzeni

Artykuł powstał przy współpracy z CDP.PL, wydawcą gry: