Dla dobra trawy

Narkotyki dają władzę nad czasem. Dealerom dają władzę nad uzależnionymi. Na szczytach władzy trwa wojna. Wszystko musi być w ruchu.

Narkotyki dają władzę nad czasem. Dealerom dają władzę nad uzależnionymi. Na szczytach władzy trwa wojna. Wszystko musi być w ruchu.

Traffic to mądry i mocny film. Mimo że wielu ludzi raczej rozdrażnił, niż zachwycił, zmusił ich także do zastanowienia się nad czymś więcej niż tylko problemem narkotyków - kazał krytycznie spojrzeć na mechanizmy, jakie we współczesnym świecie coraz jawniej rządzą ludzkimi zachowaniami. Jeśli nawet wielu widzów nie zgodziło się z prorodzinnym przesłaniem, które Soderbergh przedstawiał jako oczywiste, pojawiły się komentarze: Kino moralnego niepokoju? Trochę to na wyrost, ale jednak coś w tym jest...

WSPÓLNY DEAL

Film Soderbergha jest swego rodzaju remakiem. Kiedy producentka filmu Laura Bickford, mieszkająca wówczas w Londynie, obejrzała w brytyjskiej telewizji serial Traffic, mówiący właśnie o problemie narkotyków, niemal natychmiast podjęła decyzję o zrealizowaniu jego wersji kinowej. Wybór padł na Soderbergha, który swoje pierwsze filmy krótkometrażowe kręcił już jako 13-letni chłopiec. Był także autorem teledysków zespołu "Yes", a za zapis jego koncertu otrzymał nawet nominację do nagrody Grammy. Debiutował filmem Sex, kłamstwa i kasety wideo, który pokazany na festiwalu w Sundance w lutym 1989 r. - już cztery miesiące później zdobył Złotą Palmę na MFF w Cannes.

Po konsultacji z Soderberghiem, Bickford zwróciła się do Stephena Gaghana z prośbą o napisanie scenariusza. Miał on już wówczas na swoim koncie takie filmy, jak Regulamin zabijania Williama Friedkina i znany także polskiej widowni serial Nowojorscy gliniarze. Złożyło się jednak tak, że prawie identyczną propozycję Gaghan otrzymał wcześniej od Edwarda Zwicka i Marshalla Herskovitza. Zamiast wszczynać spór, połączono siły i przystąpiono do realizacji Traffica.

RAPORT SODERBERGHA

Ten film to ewidentnie kino z tezą. Głównym celem Soderbergha było pokazanie palącego, a niedocenianego, problemu, który drąży społeczeństwo amerykańskie. W Stanach 25 procent licealistów bierze narkotyki. Jeżeli uda nam się ograniczyć tę liczbę do 10 procent, to i tak będzie duży sukces. Ale wciąż pozostanie te 10 procent - te słowa padają z ekranu, ale równie dobrze mogłyby zostać wypowiedziane w poważnym programie telewizyjnym. Dodatkowo Soderbergh proponuje swoje własne rozwiązanie problemu, które kładzie nacisk na konieczność kontaktu rodziców z dziećmi - rozwiązanie być może słuszne, ale chyba nie do przeprowadzenia w dzisiejszym świecie, gdzie rodzina to wartość coraz bardziej zdewaluowana. Utopijność tego programu niektórych może zachwycać, jednak dla wielu osób pozostaje drażniąca - Wyszłam z kina. Ten film to absurd!. Zdecydowana większość widzów doceniła jednak wysiłki Soderbergha w pokazywaniu całokształtu problemu, próby zmierzenia się z narkotykowym biznesem na każdym poziomie - od wojen policji z narkotykowymi kartelami w Meksyku, aż po dystrybucję "towaru" w ekskluzywnych szkołach. Choć osądy, które daje reżyser, mogły się wydawać zbyt oczywiste, nikomu nie przyszło do głowy zarzucać mu jednostronności.


Zobacz również