Do pracy, rodacy

Ale niekoniecznie do biura. Antypatyczny szef lub kłótliwy kolega nie muszą już zatruwać Ci życia. Coraz więcej zawodów i funkcji stwarza możliwość pracy z dala od firmy. Wizyty w niej ograniczają się do okresowych narad czy szkoleń. Przypatrzmy się temu, co czeka w przyszłości wielu z nas - telepracy.

Ale niekoniecznie do biura. Antypatyczny szef lub kłótliwy kolega nie muszą już zatruwać Ci życia. Coraz więcej zawodów i funkcji stwarza możliwość pracy z dala od firmy. Wizyty w niej ograniczają się do okresowych narad czy szkoleń. Przypatrzmy się temu, co czeka w przyszłości wielu z nas - telepracy.

Telepraca znana jest od kilkunastu lat. W tym czasie powstały już - szczególnie w Stanach Zjednoczonych - firmy, które prawie nie mają typowej infrastruktury biurowej. Pokoje czy hale wypełnione meblami zostały zastąpione przez kilka "gorących biurek", z których korzysta kilkudziesięciu pracowników. W jednym z biur IBM w stanie Nowy Jork na 800 pracowników przypada 200 biurek. I nie ma w tym nic dziwnego, bo Ci pracownicy bywają w firmie kilka razy w miesiącu, nigdy wszyscy naraz i rzadko dłużej niż kilka godzin. Dzięki takim, między innymi, oszczędnościom wiele produktów w branży komputerowej może tanieć w ciągu roku o 20-30 procent.

Mówi się nieraz, że idea narodziła się w czasach kryzysu paliwowego w latach siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Korporacje, których pracownicy nie mogli dotrzeć do swoich miejsc pracy, musiały znaleźć rozwiązanie tego problemu. Inna wersja mówi o narastającym natężeniu ruchu i coraz większych korkach na autostradach. To właśnie dzięki telepracy możliwy był sprawny przebieg Igrzysk Olimpijskich w Atlancie. Szacuje się, że około 100 000 pracowników wykonywało swoje zadania, nie wychodząc z domu, żeby nie doprowadzić do totalnego paraliżu komunikacyjnego. Lokalny operator telekomunikacyjny musiał w porę rozbudować swoją sieć. Tak czy inaczej, idea mogła zostać stopniowo wcielona w życie wraz z rozwojem technologii teleinformatycznych, a w szczególności Internetu.

Przeważnie telepracą nazywa się pracę w miejscu zamieszkania. Jest to jednak mylące zawężenie. Bardziej ogólna, a zarazem bliższa prawdy definicja mówi, że to każdy rodzaj pracy, w której pracownik akceptuje geograficzną zmianę miejsca jej świadczenia i wykonuje ją za pomocą komputera i urządzeń telekomunikacyjnych. Telepracownikiem jest zatem projektant stron WWW, tłumacz czy inżynier-konstruktor pracujący w domu, ale także fotoreporter pracujący w terenie z aparatem cyfrowym i wysyłający zdjęcia do redakcji przez Internet.

Zwykle wyróżnia się kilka podstawowych rodzajów telepracy i/lub jej form organizacyjnych:

<font color="red">Telepraca domowa - wykonywana jest w domu, zamiast w siedzibie pracodawcy czy zleceniodawcy.

<font color="red">Telepraca mobilna - sprzedawcy czy technicy serwisanci, korzystając z technologii teleinformatycznych, pracują bezpośrednio u klienta. W wersji tradycyjnej klient musiałby przyjść do firmy, to zaś wymaga równie tradycyjnej rozbudowy jej infrastruktury: parkingów, pokojów recepcyjnych, dodatkowego personelu biurowego itd.

<font color="red">Telecentra - zadania czy usługi (działy handlowe, serwis, infolinie), świadczone dotychczas w pobliżu klienta (a np. ze względów prestiżowych nierzadko w najdroższych dzielnicach wielkich miast) przenoszone są w dowolny punkt na świecie, który oferuje odpowiednio wykwalifikowaną kadrę. Czasami telecentra tworzy grupa osób pracujących dla różnych firm - wspólnie wynajmują i wyposażają biuro do telepracy, na ogół w pobliżu miejsca zamieszkania. Dzięki temu ponoszą mniejsze koszty, wyprowadzają pracę z domu i zyskują namiastkę biurowej atmosfery.

<font color="red">"Telechaty" (telecottages) to skandynawski wynalazek, coraz popularniejszy w krajach Unii Europejskiej (a i Węgrzy mają ich już około 200), polegający na tworzeniu przez lokalne społeczności ogólnie dostępnych centrów, wyposażonych na ogół w sprzęt lepszy od tego, na który stać przeciętnego użytkownika. Centra dają możliwość poznania podstaw pracy z komputerem, a bardziej zaawansowanym oferują wszystkie możliwości, łącznie z pocztą elektroniczną i pracą w Sieci. Co ważne, centra integrują lokalne społeczności, wprowadzają nowe technologie lub - przeciwnie - pozwalają zaoferować na globalnym rynku specyficzne, tradycyjne umiejętności i talenty. W Polsce podobną rolę zaczęły odgrywać szkolne pracownie komputerowe, powstające nawet w niewielkich wsiach w ramach programu Interkl@sa. Ministerstwo Łączności rozpoczęło też inny projekt, pod nazwą Telecentrum. Pilotażowa jednostka powstała w gminie Barwice w województwie zachodniopomorskim (www.barwice.pl). Ambitny plan zakłada powstanie około 200 telecentrów do roku 2004. Plany te mogą się, niestety, okazać mało realne wobec przewidywanych trudności budżetu w ciągu najbliższych dwóch lat.

Aspekt ekonomiczny

Telepraca to potencjalne źródło ogromnych oszczędności. Firmy mogą znacznie ograniczyć powierzchnię biurową, zakupy mebli, a nawet zrezygnować z budowy parkingów. Telepraca to również możliwość natychmiastowego zatrudnienia wybitnego specjalisty z najbardziej wyszukanej dziedziny wiedzy do rozwiązania konkretnego problemu w ściśle określonym czasie.

Także w skali makro społeczeństwa mogą odnieść wymierne korzyści z rozwoju telepracy. Mniejsze natężenie ruchu w miastach, nowe usługi, szanse dla regionów o dużym bezrobociu to tylko niektóre z zalet telepracy. W skali mikro łatwiejszy staje się start małych, często jednoosobowych firm. Środki zaoszczędzone na tradycyjnym wyposażeniu biura można przeznaczyć na rozwój podstawowej działalności.

Telepraca tworzy także nowe kategorie biznesowe. Wyspecjalizowane serwisy publikują oferty pracodawców i pracowników, bo przecież właściwym miejscem poszukiwania jednych przez drugich jest właśnie Sieć. Wirtualny księgowy zaopiekuje się księgami Twojej firmy, a wirtualny projektant utworzy internetową witrynę.

Nie same blaski

Urządzenia takie jak to - telefon komórkowy połączony z systemem nawigacji satelitarnej - już wkrótce mogą być standardowym wyposażeniem telepracowników.

Urządzenia takie jak to - telefon komórkowy połączony z systemem nawigacji satelitarnej - już wkrótce mogą być standardowym wyposażeniem telepracowników.

Jak zawsze, jest też druga strona medalu. Są problemy, których rozwiązaniem będą musieli się zająć specjaliści w dziedzinie psychologii i socjologii.

Współczesne firmy przywiązują wielką wagę do pracy zespołowej, ale także do rywalizacji między pracownikami. Temu służą spotkania integracyjne i motywacyjne systemy wynagradzania, zapewniające oprócz płacy również określone bonusy, które budują pozycję pracownika w firmie.

Brak codziennego kontaktu i zerwanie więzi między pracownikami może być poważnym zagrożeniem dla firmy. Nawet brak dopingu w postaci "oddechu kolegi na plecach" może być problemem dla najbardziej ambitnych. Z kolei kierowanie rozproszonym zespołem wymaga od kadry zarządzającej specyficznych umiejętności. Specjalnych procedur wymaga kwestia dyscyplinowania pracowników i rozliczania ich z efektów pracy. Niezbędne mogą być testy psychologiczne sprawdzające przydatność do telepracy i odporność na związany z nią stres. Nie do pominięcia jest ryzyko związane z uzależnieniem firmy od infrastruktury technicznej. Awarie sprzętu, wirusy czy ataki hakerów mogą spowodować trudne do oszacowania straty.

To, co dobre dla firmy, nie zawsze jest dobre dla pracownika. Praca od zadania do zadania i swoboda dysponowania pozostałym czasem może być pociągająca dla niektórych; brak stałego zatrudnienia i poczucia stabilizacji może być powodem nieustającego stresu dla innych. Telepraca może powodować całą gamę przeróżnych reakcji: od pracoholizmu do rozleniwienia, od poczucia alienacji do frustracji wywołanej przez brak symboli statusu (narożny pokój z dużym oknem, własne miejsce na parkingu).


Zobacz również