Dola dresiarza

Witam w specjalnym wydaniu wiadomości. Dziś we wczesnych godzinach rannych eksplodował dres-pułapka - piszą autorzy komiksu internetowego - wydarzenie miało miejsce przy ul. Marszałkowskiej. Zginął tylko jeden dresiarz. Oto materiał nakręcony amatorską kamerą wideo.

Witam w specjalnym wydaniu wiadomości. Dziś we wczesnych godzinach rannych eksplodował dres-pułapka - piszą autorzy komiksu internetowego - wydarzenie miało miejsce przy ul. Marszałkowskiej. Zginął tylko jeden dresiarz. Oto materiał nakręcony amatorską kamerą wideo.

Polska to kraj

"Jak zapewne każdy wie, Polska to kraj, w którym prawo jest po to, żeby je łamać". Na pewno o tym wie każdy poznański "pener". Tak giełdę warszawską, jak i poznańską opanowali gangsterzy, czyli polska mafia. Ludzie zgoła z niewielkim ilorazem inteligencji przeliczanym na konie mechaniczne swoich samochodów. Poczuli oni nieodpartą chęć zdobywania wiedzy poprzez komputery, w tym celu każdy z nich łyknął po 20 zastrzyków "stromby" (tak, żeby się lepiej poczuć), popakował jeszcze dwa dni na siłowni i hulaj dusza na giełdę. Rozpoczęli swoje dokształcanie bardzo kulturalnie. Chcieli zapoznać się z rynkiem oprogramowania. Podchodzili do każdego stolika, na którym można było dostać złote płytki z pytaniem - "Masz piraty?" (niestety, nie mieli odpowiedniego przeszkolenia, które pozwoliłoby im odróżnić płytę CD-ROM od płyty głównej, tak wiec woleli zapytać). Jeżeli odpowiedź brzmiała pozytywnie, to zgodnie z przykazaniem ich szefa "Wąsacza" (pseudonim podobno od obleśnych wąsów) odpowiadali "Wypie.....j". Efekt był lepszy niż po nalocie. Chwila moment i zniknęły wszystkie nielegalne płytki.

Na początku właściciel giełdy był zbulwersowany i podjął walkę z wymuszającymi haracze. Na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli raz ich wpuści na giełdę, to tak już zostanie. Wezwał policje, ale - jak stwierdzają naoczni świadkowie - gdy ci przyjechali, to przywitali się z gangsterami (nie, to nie pomyłka, podali sobie ręce jak przyjaciele). Na taki widok chyba każdy porządny obywatel by się załamał. Załamał się na pewno właściciel giełdy. Najprawdopodobniej dogadał się z nimi tak, że ci wystawią swoich małolatów od płytek, a on da im spokój. Obecnie stan rzeczy jest taki, iż płytki dalej są sprzedawane, tyle że przez mafie, która nie ma dostępu do nowego softu i sprzedaje starocie, "pokasowane" ze stolików przed 4 miesiącami.

(Serwis informacyjny Megan Pirates)

Komiksy internetowe, winiety reklamowe zespołów disco polo, strony WWW firm fonograficznych czy serwisy informacyjne, poświęcone wydarzeniom na tym rynku, są drugą stroną świata disco polo. Świata, który - jak piszą w Internecie - ma tylu zagorzałych zwolenników, ilu przeciwników.

Skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy

DJ Jędrzej nie ma wątpliwości, że muzyka disco polo powstała "dawno, dawno temu i daleko stąd". Jej pierwszymi odtwórcami był zespół Modern Talking, który - jak możemy dowiedzieć się w sieci - "pokazał jak cudowne, miodne dźwięki można wyczarować z nieprzebranego bogactwa banku brzmień ukochanego syntezatora". W sukurs polskim wykonawcom, marzącym o sukcesie amerykańskiego zespołu, przyszła technologia. "Prawdziwe importowane tureckie kasety top quality RAKS z nie gnącego plastiku, a na nich prawdziwą potęgę mocy - ukochane nagrania w systemie Stereo Also Playable Mono Dolby C HX Pro Surround Low Noise High Output" - pisze na własnej stronie WWW DJ Jędrzej. "Jeszcze tylko palce błądzą po wysłużonym "kejbordzie", szukając metodą randomizacyjną tego jednego jedynego ze stu możliwych brzmień, a dobry rytm i akompaniament dobierany jest z "banku pamięci" i już zespoły Top One, Maxell, Boys, Bayer Full, Alias, Scanner, Mister Dex, Kiss, Big Dance, Bossanova, Casablanca, Tarzan Boy, Voyager, Victoria i Chorus czy wokalistka Shazza mogą ruszać do sal nagraniowych.

Z muzyką nierozłącznie związany jest image artystów. Jaskrawa koszula, wypastowane bezbarwną pastą (żeby nie zabrudzić białych skarpetek) mokasyny, brylantyna, łańcuch na szyi, bransoleta, zegarek, spinki do koszuli są - jak pisze DJ Jędrzej - atrybutami muzyka zespołu disco polo. Wielu autorów stron WWW - jak Adam Plich ze Skierniewic - wyjaśnia, że między discopolowcem (słuchaczem muzyki disco polo) a dresiarzem (człowiekiem, dla którego dres i adidasy są ubraniem wyjściowym) można niekiedy postawić znak równości. "Nie jest to jednak reguła" - mówi Adam Plich, którego publikacje na jednym ze skierniewickich serwerów wzywają do walki z dresiarzami. Faktem jest jednak, że słuchacze muzyki disco polo rekrutują się z tej samej, co dresiarze grupy społecznej. Kiedyś nazwano by ją wielkomiejską klasą robotniczą, dzisiaj można powiedzieć o mieszkańcach wsi i małych miasteczek w wieku 12-25 lat, a także uczniach techników i szkół zawodowych.

Dla przeciwników - jak Adama Plicha - dresiarze noszą "ubajerzone" dresy z wentylatorami. Na każdych tego typu dresach rozciąga się dwa, trzy, cztery, a nawet pięć pasków. Dresiarz nosi też "dresiastą" bluzę z ogromnym logo Adidasa na plecach. Buty dresmana są oczywiście firmy Adidas lub innej z paskami. Aby zwrócić uwagę, eksponuje język w butach na zewnątrz i dopiero za nim sznuruje. Każdy z nich ma mnóstwo napakowanego budyniu na głowie (smalec-żel), gdyż uważa, że to w modzie, a jak mu błyszczy, to wtedy jest gość. Dresiarz, będąc w domu, puszcza na cały regulator muzykę disco i jest bardzo happy, gdy ludzie zwracają uwagę na jego otwarte okno.

Dla zwolenników - jak Waldemar Pawlak, który był pierwszym przedstawicielem władzy państwowej, dostrzegającym to zjawisko - dresiarze i muzyka disco polo jest zjawiskiem pozytywnym, gdyż związanym z Polską. Zarówno Waldemar Pawlak, jak i Aleksander Kwaśniewski występowali obok gwiazd muzyki disco polo w poprzedniej kampanii prezydenckiej.

Zakilleryzować dresiarza

Artur Młynarz, prowadzący serwis informacyjny w Internecie na temat muzyki disco polo, jest przekonany, że za wojnę między słuchaczami odpowiadają Paweł Kukiz, Kazik Staszewski i Big Cyc. "Przy całej mojej sympatii dla tych wykonawców, muszę stwierdzić, że to oni zaczęli pierwsi. Szydząc z disco polo, wsadzili kij w mrowisko, a palec w gówno" - twierdzi Artur Młynarz, którego krakowski serwer ma być satyrą na disco polo.

Bez względu na to, jakie są powody wszczęcia konfliktu, w polskim Internecie jest zdecydowanie więcej kalumnii rzucanych pod adresem dresiarzy i disco polo, niż pochwał tej muzyki i stylu bycia. Artur Plich wyznaje pogląd, że to zjawisko można zabić śmiechem. Maciej Nowakowski, prowadzący stronę domową na darmowym serwerze Polboxu, jest bardziej dosłowny: - "Jeśli zobaczysz osobę z nogawkami dresów, jak w pierwszym przypadku, przejdź obok nic nie mówiąc, jeśli zobaczysz czyjeś nogawki, jak w drugim przypadku, możesz sobie zaintonować (np. Jak miło być dresiarzem) lub krzyknąć "Najlepsi kolesie zawsze w dresie", natomiast jeśli zobaczysz trzeci przypadek nogawki, niestety, musisz gościa potraktować najbliższym twardym i ostrym przedmiotem np. cegłą leżącą z boku lub nożem, leżącym bezczynnie w kieszeni".

Jednak dresiarzy przede wszystkim nie lubią jeżdżący na deskorolkach. "Teraz każdy kto ma na dupie sagi nazywa się skejtem. Pełno jest vansiarzy itp. Już bardziej szanuje dresiarzy niż takich mośków, bo ci nie udają przynajmniej, tylko robią, co robią, słuchają "Szazy" i z natury są "kozakami". Posłuchajcie kiedyś jak dresiarz opowiada, co było na imprezie... hehehe... Oni to mają we krwi. Nieoryginalność jest dla nich normalna" - uważa eMrk na własnej stronie krakowskiego serwera.

Dla przeciwników - jak Adama Plicha - dresiarze są odpowiedzialni za śmierć "wszystkich tych młodych ludzi, studentów. To oni niszczą nasz wizerunek Polaków. To oni odstają od reszty społeczeństwa, niewykształceni, przyszli pijacy i zbrodniarze". Dlatego należy ich niszczyć. Niszczeniem Dominik Rudnicki, autor domowej strony na serwerze krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, nazywa "kasowaniem napotkanych dresiarzy" lub nalepianiem naklejek autorstwa nestora naklejania w autobusach, czyli Lolasa. Lolas prowadzi "Digitalną Galeryę Stikeruffff Busowych" na serwerze Polboxu. Jego autorstwa wiersze i obrazki naklejane są obecnie w warszawskich autobusach. W jednym z nich Lolas pisze -

W Naszym Mieście Jest Wesoło

Tłum Złodziei Naokoło

I Wieśniaków Cała Masa -

- Dyskomułów Jest To Rasa

Smród Za Nimi Wciąż Się Niesie

No Bo Każdy Chodzi W Dresie...

Bij skejta

"Skejci to subkultura, którą należy niszczyć. Zakłócają spokój publiczny, jeżdżąc na deskorolkach i wrotkach po ulicach i chodnikach. Oprócz dewastacji dóbr publicznych, dopuszczają się bezczeszczenia miejsc pamięci narodowej jeżdżąc po pomnikach i zabytkach. Tak więc jeśli masz okazję, niszcz skejtów. Jeśli posiadasz samochód nie zatrzymuj się przed nimi, jeśli masz pistolet, strzelaj do nich, a jeśli jesteś mistrzem, bij skejtów" - w ten sposób Pershing i Zbynek, autorzy Strony Praskiej Mafii, nawołują do zwalczania jeżdżących na deskorolkach.

Zbynek i Pershing - jak sami twierdzą - należą do praskiej mafii. Zajmują się prowadzeniem interesów - zarządzają sieciami kantorów, domów publicznych, wymuszają haracze, handlują bronią i kradzionymi samochodami. Dla nich największym złem w Polsce są sataniści, skejci, mieszkańcy Ursynowa i wrotkarze. Metodą walki jest podkładanie bomb, strzelanie i bicie. Na własnych stronach Pershing opowiada, jak w odwecie za pobicie kolegi, ekipa w dwóch samochodach uderzyła na grupę jeżdżących na deskorolkach, w wyniku czego jedna z ofiar miała "złamaną szczękę w trzech miejscach". "Mieli farta, że Żuku nie zadzwonił do kogoś z Dziadków, bo by tam pół Wołomina pojechało i skończyłaby się akcja na cmentarzu" - piszą członkowie praskiej mafii.

O przynależności dresiarzy do mafii administratorzy mówią kilkakrotnie. "Dresiarze rządzą tym miastem, przynajmniej na Pradze", "Prawdziwą siłą są ludzie, którzy w większości rekrutują się spośród dresiarzy, ale teraz są członkami mafii" - takie zdania pojawiają się obok mapy Warszawy z naniesionymi strefami wpływów poszczególnych gangów. Jednak w przeciwieństwie do przeciwników dresiarzy i discopolowców, a także skejtów, praska mafia jest dużo bardzie dosłowna. "Jeśli jesteś mocny, to podaj swój adres i zobaczymy, czy wtedy będziesz takim kozakiem" - ostrzegają wysyłających anonimowe pogróżki internautów Pershing i Zbynek.

Internet na zgodę

Paradoksalnie, praska mafia nie walczy z hakerami, którzy publicznie - jak Megan Pirates - krytykują ich pomysły przejęcia kontroli nad rynkiem pirackiego oprogramowania. Piraci, których można zlokalizować właśnie ze stron praskiej mafii, opisują jak to poznańscy gangsterzy zaczęli sprzedawać kradzione płyty na giełdzie komputerowej.

Zarówno dresiarze, jak znienawidzeni przez nich deskorolkowcy interesują się pornograficznymi stronami w Internecie. Pornografia, którą znaleźć można na wszystkich subkulturowych stronach, łączy zatem zwalczające się frakcje. Dresiarze mają także szacunek dla tradycji narodowej, która - ich zdaniem - jest bezczeszczona przez skejtów jeżdżących po pomnikach. Na pewno natomiast nie można uznać, iż kult ciała - wyrażający się w promocji siłowni (ale nie sterydów) - łączy zwalczające się obozy.

Ubrać się w dres

Rozmowa z Dominikiem Rudnickim, prowadzącym stronę antydresiarską w Internecie

- Czy grupa dresiarzy i fanów muzyki disco polo jest w pewnym sensie tożsama?

- W bardzo małym, a nawet znikomym stopniu. Wbrew pozorom, dresiarze słuchają disco, a nie disco polo. Ogólnie dresiarzy dzielimy na 2 grupy. Po pierwsze, słuchacze muzyki disco polo, ubierający się w dres; zazwyczaj są to ludzie biedni, z robotniczych domów, o niskim wykształceniu. Zdarzają się jednak i 50-letni biznesmeni w złotych zegarkach, mercedesie, słuchający disco polo. Myślę, ze stanowią oni około 75% słuchaczy disco polo i 50% osób ubierających się w dres. Następną grupą są prawdziwi dresiarze - ludzie, głównie młodzież, o niskim wykształceniu. Działają oni w gangach i mafii. Należą do osób, które gdy nie mają co robić, biorą kij i idą kogoś zabić. Ot, tak po prostu. Kradną też radia z samochodów. Jednym słowem - świat przestępczy. Tworzą oni te pozostałe 25% słuchaczy disco polo.

- Jeśli tak, to czy dresiarzy - jako grupę społeczną - w jakiś sposób można jeszcze podzielić?

- Na dresiarzy, dyskomułów, dresów zwyczajnych i "nie uświadomionych". Dres zwyczajny, słuchacz muzyki disco polo, nie związany z tą subkulturą słucha wyłącznie disco polo. Do nich zazwyczaj zalicza się osoby starsze, z niskim wykształceniem. Do "nie uświadomionych" należy bardzo mała grupa ludzi, ubierających się w dres i pokazująca się w nim w miejscach publicznych. Są to osoby starsze, kompletnie nieświadome zjawiska dresiarzy. Ubierają się w dres, bo jest im po prostu wygodnie.

Dresiarz, ten właściwy, to złodziej, przestępca itp. Oni właśnie mordują ludzi, jak im się nudzi, i rozwalają samochody. Słuchają, oczywiście, disco lub disco polo. Dyskomuł - to właściwie to samo co dresiarz, tylko że słucha disco.

- Jakie są sposoby identyfikacji członków tej grupy?

- Dresiarz, dyskomuł - dużo żelu na głowie, dres od stóp do głów z napisem "Ładidas" lub "Abibas" (wszystko są to podróbki dresów firmy "Adidas"). Nawet skarpetki ma w paski. Ponadto zawsze chodzi z walkmanem, a w nim disco (lub disco polo), komórka (koniecznie duży i zawsze na wierzchu, często widać, jak rozmawia przez nią np. w autobusie).

Często drogi, zachodni samochód, "świeżo" kradziony (zazwyczaj jeżdżą BMW lub VW) i jeszcze czasami kurtka skórzana. W przypadku dresiar (kobiet dresiarzy) - włosy zamiast na żel są na lakier (obowiązkowo "na alfa"). To właściwie tyle. Zwyczajny lub "nie uświadomiony" dres zazwyczaj ma spodnie lub bluzę z dresu. Nie zwraca na siebie uwagi. Nie ma żelu na włosach ani komórki.

- Czy można nazwać dresiarzy subkulturą młodzieżową tak samo jak np. punków i skinów.

- Nie jest to subkultura młodzieżowa. Często można zobaczyć 50-letnich biznesmenów, w dresie, słuchających disco polo. Widziałem kiedyś transmisję z gali disco polo. Byli tam głównie ludzie powyżej 30 roku życia i różnego pokroju - od bardzo bogatych, do biednych.

- Czy słuchają oni podobnej muzyki wewnątrz grupy i wyznają np. podobny system wartości?

- Dresiarze, dyskomuły tak - ukraść, zabić, zdemolować, zgwałcić itp. Ale już ci zwyczajni słuchacze chyba nie.

- Czy bycie dresiarzem lub słuchanie muzyki disco polo oznacza obecnie wejście w konflikt z inną subkulturą młodzieżową?

- Oczywiście. Rzadko na konflikcie się kończy - często kończy się to boleśnie lub śmiertelnie dla którejś ze stron konfliktu, wielokrotnie już widziałem kilka tego typu walk między dresiarzami a ich przeciwnikami. Coraz częściej przeciwnikami dresiarzy są zwyczajni ludzie. Pewnie pamiętasz jedną z głośnych spraw z udziałem dresiarzy - zabicie Tomka Jaworskiego Wtedy było o dresach głośno i sporo zwyczajnych ludzi zaczęło ich zwalczać.

- Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego prowadzisz stronę o disco polo?

- Prowadzę stronę o zwalczaniu disco polo, a to jest różnica. Robię to dlatego, ponieważ boję się o siebie i swoich bliskich, a zarazem nienawidzę tej muzyki. Dzięki mojej stronie uświadamiam ludziom zagrożenia ze strony dresiarzy, i skłaniam ich do pomocy mi w ich tępieniu.

- Jakim cieszy się ona odbiorem?

- Dużym -wiele osób, będących na mojej stronie, poznało moją opinię o disco polo. Ponad 90% osób, które odwiedziły moją stronę, napisało do mnie listy. Kilka z nich to groźby od dresiarzy, a reszta to listy od ludzi, którzy popierają moję akcje zwalczania dresiarstwa.

- Czy duża jest aktywność fanów muzyki disco polo w Internecie?

- Mała. W porównaniu do liczby stron antydresiarskich - wręcz bardzo mała. Ale nie dlatego że to oni są mało aktywni, tylko że polski Internet dopiero się rozkręca. Osobiście dostałem kiedyś ofertę napisania strony WWW dla agencji fonograficznej wydającej disco polo - odmówiłem, bo jak wiesz nie interesuje mnie to. Kolega napisał i teraz zgarnia za to kupę forsy. Widziałem z 10 stron o tematyce disco polo i może jakieś 70 stron słuchaczy disco polo. Wiesz, co mam na myśli: historia zespołu, listy od fanów. Jak na taką dużą sieć, jak Internet, wydaje mi się, że to bardzo mało. Ale na pewno przybędzie - to tylko kwestia czasu.

- Czy zespoły starają się promować swoje piosenki i image w Sieci tzn. czy wykładają na to konkretne pieniądze?

- Widziałem kilka, ale raczej myślę, że te strony są wykonane przez fanów zespołu, a nie na konkretne zamówienie. Może kilka stron było stworzono na zamówienie. Ale jestem przekonany, że stron tych na pewno przybędzie.

Natomiast - jak wiesz - bawię się w polską Scenę i staram się ją promować, nie przepuszczam więc żadnych scen party i gotowych produkcji. Widziałem, jak zespół Bayer Full wynajął dobrą polską grupę ("Raciborz Rulez" - obecnie już nie istnieje), która napisała im demo i wypromowała ich na scenie. Zwinęli za to 20 baniek i cieszyli się jak cholera.

- Czy liderzy zespołów płacą administratorom stron za zamieszczanie ich ogłoszeń?

- Wątpię - reklam jako takich nie widziałem.

- Na stronach poświęconych muzyce disco polo spotkałem natomiast ataki na wykonawców, takich jak Kazik, Paweł Kukiz. Czy to są wrogowie muzyki disco polo? Czy reprezentują nurt w muzyce obcy disco polo?

- Jest to po prostu inna muzyka - tak jak ja nie lubię disco polo, tak dresiarz nie lubi np. Kazika. Kazik wydał piosenkę "Gołota". Chodzi o to, że Gołota jest idolem dresiarzy - zaczynał tak jak oni - rozwalając dyskoteki, a teraz piszą o nim w gazetach na pierwszych stronach. To jest właśnie marzenie wielu dresiarzy!

KOMENTARZ

Walka subkultur prowadzona różnymi metodami - od ulicznych graffiti, przez internetową agorę, po bardziej bezpośrednie formy perswazji (w których wyzwiska i rękoczyny bywają zaledwie wstępem do bardziej radykalnych działań) - nie przypadkiem przesycona jest skrajnymi emocjami. To walka o świat, w którym się żyje, o wartości, które go tworzą, o własne w tym świecie miejsce.

Noszony na co dzień dres, miękkie sportowe obuwie, niezbyt wyszukana muzyka, komponowana za pomocą "ściąg" z banku pamięci, urastają tu do rangi symbolu wygodnego, dostatniego i bezmyślnego życia, rządzonego wyłącznie imperatywem hedonistycznym. Skejci natomiast wnoszą niepokój, ustawiają się na przeciwległym biegunie przez sam fakt, że skłonni są do ryzyka, wielogodzinnych treningów, wyrzeczeń, że ich celem jest jakiś rodzaj doskonałości.

Zakłócenie publicznego spokoju i bezczeszczenie miejsc narodowej pamięci albo - z drugiej strony - kult muzycznej tandety stają się tu jedynie pretekstem maskującym prawdziwe podłoże konfliktu. W istocie bowiem podziały nie dotyczą tu ani uniformu, ani muzyki, ani nawet stylu życia, lecz najgłębszej hierarchii wartości, także tych materialnych, i sposobu udziału w społecznym życiu - w niespokojnym życiu kapitalizmu, który dopiero się staje, hojnie, lecz niesprawiedliwie, rozdając losy na loterię.

Haracze są metodą przejmowania kontroli nad rynkiem we wszystkich strukturach mafijnych, a ofiara zawsze padają sprzedawcy. To nie paradoks, że mafia nie walczy z krytykującymi ich pomysły hakerami. Nie oni są kluczem do rynku komputerowego, który przecież należy do trzech najbardziej dochodowych rynków świata. Ale niewątpliwie należy oczekiwać kolejnych prób poszerzenia mafijnych wpływów i być może poprawienia jakości asortymentu. Jednak więzi między przestępcami a innymi środowiskami określane są nie przez styl życia, a przez żądzę luksusu, przyjemność znajdowaną w stosowaniu siły, brak wyobraźni itp. Wtedy bywa przekroczona granica między subkulturą a kulturą przestępczą, ubranie zaś staje się wówczas jedynie rodzajem przebrania pomagającego zniknąć w tłumie.

Dr Anna Mikołejko - socjolog kultury


Zobacz również