Enter The Matrix

Odkąd Neo zniszczył agentów i osiągnął moc modyfikowania Matrycy, kult Matriksa rósł w siłę. Jednak wraz z nową falą matriksowego szaleństwa pojawił się potężny wróg - komercja. To ona gra pierwszoplanową rolę zarówno w filmowej kontynuacji, jak i w tej grze.

Odkąd Neo zniszczył agentów i osiągnął moc modyfikowania Matrycy, kult Matriksa rósł w siłę. Jednak wraz z nową falą matriksowego szaleństwa pojawił się potężny wróg - komercja. To ona gra pierwszoplanową rolę zarówno w filmowej kontynuacji, jak i w tej grze.

Pisząc o grze Enter the Matrix nie sposób nie wspomnieć o filmie Matrix: Reaktywacja. W zamyśle twórców obie produkcje są bowiem ze sobą ściśle związane. Kolejne elementy układanki umieszczono w serii Animatrix.

Multimedialna układanka

Gra ukazuje wydarzenia, które toczą się w tle filmowej opowieści. Jednak deklaracje twórców, jakoby bez gry nie dało się w pełni zrozumieć matriksowego uniwersum, są grubo na wyrost. Tak naprawdę to komputerowa przygoda niewiele wnosi do wizji świata. Po prostu dokładniej pokazuje czym zajmują się bohaterowie drugoplanowi, gdy nie oglądasz ich na kinowym ekranie.

Twoi bohaterowie równie sprawnie jak pięścią, posługują się bronią palną. Po serii z karabinu, ze słupa odpadają kawałki marmuru.

Twoi bohaterowie równie sprawnie jak pięścią, posługują się bronią palną. Po serii z karabinu, ze słupa odpadają kawałki marmuru.

Wspomniana nierozerwalność obu produkcji działa natomiast w drugą stronę. Jeśli bowiem nie oglądałeś pierwszego Matrixa, to gra będzie dla ciebie niezrozumiała. Z kolei bez znajomości filmu Reaktywacja komputerowa historia wyda ci się płytka i niespójna. Taka jest bowiem cała prawda o fabule Enter the Matrix. To jedynie dodatek do filmu. Epizod skoncentrowany na ucieczce przed agentami i odhaczaniu kolejnych misji. Opowieść, która nijak się zaczyna i wcale nie kończy. Tutaj złote zęby ukazuje komercja. Idź do kina, bo nie pojmiesz gry. Kup grę, aby poznać prawdę.

Atak z drugiego planu

Przed przystąpieniem do rozgrywki warto obejrzeć Ostatni lot Ozyrysa - film animowany z serii Animatrix. To od niego rozpoczyna się historia kontynuowana w grze i filmie.

Maszyny, które zniewoliły ludzkość, kopią tunel do ukrytej pod ziemią bazy rebeliantów. Szukając sposobu zatrzymania inwazji, Neo kontaktuje się z Wyrocznią. Kobieta wysyła go do serca systemu. Jak się tam dostać, wie jedynie Keymaker - osobnik pilnie strzeżony przez wyjątkowo wrednego wirusa. Morfeusz, Neo i Trinity potrzebują pomocy innych rebeliantów. W grze wcielasz się w bohaterów, którzy w filmie grają role drugoplanowe. Do wyboru masz powabną kapitan Niobe lub jej mrocznego podwładnego Ghosta. Zespół aktywnie uczestniczy w walce z robotami i w kluczowym momencie wspiera wysiłki Neo. Przed tobą wiele misji, których powodzenie ma kluczowe znaczenie dla ocalenia Zionu.

Mieszanka wybuchowa

Gdy wokół zaczynają śmigać kule, włączasz tryb focus i spokojnie przeskakujesz nad pociskami. Zwykli śmiertelnicy nie trafią cię nawet z bliska. Smugi powietrza, które pozostawiają za sobą rozpędzone kule, wyglądają tak jak w kinie.

Gdy wokół zaczynają śmigać kule, włączasz tryb focus i spokojnie przeskakujesz nad pociskami. Zwykli śmiertelnicy nie trafią cię nawet z bliska. Smugi powietrza, które pozostawiają za sobą rozpędzone kule, wyglądają tak jak w kinie.

Gra jest mieszaniną trzech typów rozgrywki. Dominują sceny walki, w trakcie których przebijasz się do wskazanego punktu, eksterminując hordy nieprzyjaciół. Czekają cię również samochodowe szaleństwa - raz kogoś gonisz, innym razem usiłujesz zgubić ogon. Ten element gry wypada żenująco słabo. Przypomina słabiutkie gry wyścigowo-zręcznościowe. Samochody zachowują się mało realistycznie, a schematyczne otoczenie pozostawia wiele do życzenia. Model zniszczeń nie istnieje, a interakcja z otoczeniem dąży do zera.

Równie słaby jest kolejny element rozgrywki, czyli latanie poduszkowcem po korytarzach prawdziwego świata. Pędzisz przed siebie, unikając przeszkód i odstrzeliwując macki cybernetycznym strażnikom. Tego typu zręcznościówki, z celownikiem na środku ekranu, tworzono w początkach rozwoju gier komputerowych. A to, co widzisz w Enter the Matrix, nie jest bynajmniej udanym powrotem do źródeł.

Byle nie usnąć przed ciosem

Tryb focus zużywa energię widoczną w prawym dolnym rogu ekranu. Ale nawet bez zadawania ciosów specjalnych wrogowie obrywają bardzo efektownie.

Tryb focus zużywa energię widoczną w prawym dolnym rogu ekranu. Ale nawet bez zadawania ciosów specjalnych wrogowie obrywają bardzo efektownie.

Wyścigi i latanie poduszkowcem miały stanowić jedną trzecią gry. Na szczęście te bezsensowne i tragicznie słabe etapy pokonuje się szybko. Większość czasu spędzasz na własnych nogach, biegając po korytarzach i widowiskowo okładając policjantów oraz innych wirusowych sługusów. Twój bohater zadziwia rywali różnorodnością wyprowadzanych ciosów. Serwuje im zarówno precyzyjne uderzenia w skroń, jak i potężne kopnięcia przełamujące blok. Mimo tak dużej liczby sztuczek, sterowanie jest banalnie proste. Wciskając trzy klawisze myszy, decydujesz się na cios pięścią, kopnięcie lub chwyt judo. Komputer decyduje, jaką obejrzysz animację. Na dłuższą metę proste sterowanie staje się przekleństwem i negatywnie odbija na grywalności. Rytmiczne klikanie nie jest bowiem zbyt emocjonującym zajęciem. Większy wpływ na wyprowadzane ciosy pozwoliłby wczuć się w bohatera, ale gra wymagająca zręcznych palców mogłaby okazać się zbyt trudna. To zawęziłoby grono potencjalnych graczy. I tak komercja znów wygrywa.


Zobacz również