Escape from Monkey Island

Kilkanaście dni temu do naszej redakcji trafiło tajemnicze pudełko. Z pozoru nic nadzwyczajnego szary papier, łatwo wyczuwalne kontury... jednakże to co znalazłem w środku przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Specjalnie dla Was przetestowaliśmy jedną z najlepszych gier przygodowych na rynku. Panie i panowie przed Wami Escape from Monkey Island!

Pierwsze trzy części Monkey Island były po prostu znakomite. Doskonała grafika, charakterystyczne poczuciu humoru Rona Gilberta, świetna muzyka, oraz wyjątkowy klimat przysporzyły grze miliony fanów na całym świecie. Tymczasem od niedawna na naszym rynku dostępna jest już czwartą część przygód Guybrush`a.

Fabuła Escape from Monkey Island zamotana jest jak chińskie z. Momentami ciężko się w tym wszystkim połapać. Zacznijmy jednak od początku... Guybrush i Elaine wracając z podróży poślubnej padają ofiarą pomyłki, którą na szczęścia dość szybko udaje się wyjaśnić. Urząd jaki dotychczas pełniła Elaine – z powodu jej zniknięcia – zostaje zlikwidowany. Rozwścieczeni mieszkańcy Melee Island postanawiają zburzyć siedzibę gubernatora. Guybrush otrzymuje zadanie uratowania rodzinnego gniazda Marleyów. W trakcie gry biedaczek zostaje wplątany w napad na bank. Twoim zadaniem jako gracza będzie oczyścić naszego bohatera z wszelkich zarzutów, dokopać komu trzeba, następnie wrócić do żony i spłodzić liczne potomstwo.

Gra okraszona jest piękną trójwymiarową grafiką, aczkolwiek dbałość o szczegóły utarła się już chyba na dobre. Nie to co kiedyś... stary, poczciwy River Raid o którym dziś mało kto pamięta. Gracze oczekują wybuchów, porywających akcji, dużej ilości krwi i tego właśnie dostarczają nam producenci. Animacje rozdzielające poszczególne etapy rozgrywki przypominają bardziej produkcję rodem z Hollywood aniżeli zwyczajny klip do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

W każdej chwili możemy zapisać stan gry, jak również obejrzeć dowolnie wybraną animację. Warto wspomnieć o opcji wyświetlania dialogów, bez której mi osobiście grało by się ciężko.

Escape from Monkey Island to produkcja niemalże doskonała. Piszę „niemalże” ponieważ do ideału czegoś brakuje. Czego? Trudno powiedzieć. Być może klimatu, który towarzyszył trzem poprzednim częścią gry, a który powoli jak gdyby zaczynał się ulatniać.


Zobacz również