Faworyci czy chłopcy do bicia?

Zakorzenione jest przekonanie, że rządy państw rozwijających się preferują firmy z własnych krajów, po macoszemu traktując przedsiębiorstwa obce. Jednak w obecnym zglobalizowanym środowisku biznesowym pogląd ten przestaje mieć uzasadnienie - pisze Knowledge@Wharton.

Publicyści Knowledge@Wharton wysuwają tezę przeciwstawną utartemu poglądowi: rządy mogą woleć zagraniczne firmy, zwłaszcza od słabych firm krajowych. Wynika tak z badań Yashenga Huanga, profesora MIT Sloan School of Management. Zjawisko to najlepiej widoczne jest w Ameryce Łacińskiej, Europie Środkowo - Wschodniej, zauważalne jest również we Wschodniej Azji.

W latach 1950. wiele rządów w krajach rozwijających się stosowały surowe, restrykcyjne przepisy wobec międzynarodowych korporacji. Badania Huanga mają na celu sprawdzenie na ile taki obraz, ukształtowany w latach 60. i 70. prawdziwy jest dzisiaj. Czy zagraniczne firmy są uprzywilejowane w krajach, w których goszczą?

Korzystając z raportu Banku Światowego, obejmującego 10 tys. firm w 81 krajach, Huang zanalizował dane dotyczące przepisów podatkowych, prawnych, licencyjnych, prawa pracy, kursów walut i polityki wymiany.

"Można udowodnić, że w omawianych 81 gospodarkach, dla firm zagranicznych istnieją korzystne przepisy, korzystniejsze niż dla firm krajowych. Jednak przepisy uprzywilejowują zagraniczne firmy tylko na tle regulacji dotyczących firm krajowych, nie posiadających znaczenia politycznego" - stwierdził Huang.

Przywileje dla zagranicznych podmiotów są lepiej widoczne w krajach o wyższym stopniu skorumpowania. Huang wyróżnił 38 państw i zbadał tam następujące czynniki: kontrola korupcji, efektywność działań rządu, stabilność polityczna, przepisy prawne. Okazało się, że na ogół firmy zagraniczne mogą działać tam bardziej swobodnie niż firmy krajowe.

W rozmowach o bezpośrednich inwestycjach zagranicznych często przytaczana jest teoria "narodowego uprzywilejowania". W latach 1950 - 1970, firmy działające na arenie międzynarodowej borykały się z przeszkodami w postaci przepisów eksportowych, ograniczeń w prawie posiadania przez podmioty zagraniczne i wysokimi opłatami. Idea "narodowego uprzywilejowania" zakorzeniona jest w polityce – przedsiębiorcy krajowi mają dość oczywistą przewagę nad obcokrajowcami, gdyż ci ostatni nie mają prawa głosu w wyborach. Jednak nie należy zapominać, że mogą mieć w zanadrzu inne argumenty - jak na przykład finansowanie kampanii wyborczej – zauważa Huang.

Autor raportu stawia tezę, że możliwe jest jednoczesne preferowanie przez rząd firm krajowych i kokietowanie bezpośrednich inwestorów zagranicznych. Badania przeprowadzone w Azji pokazują, jak lokalne grupy firm wyrosły dzięki specjalnym przywilejom otrzymywanym od rządu, takim jak wyłączne prawo do importu lub eksportu określonych dóbr, ochrony przed zagraniczną konkurencją i zapewnienie kontraktów rządowych. Jednocześnie państwa azjatyckie należały do najbardziej otwartych na inwestycje zagraniczne. Według danych ONZ, w 1985 r. zanim promocja zagranicznych inwestycji bezpośrednich (FDI) stała się modna, stosunek FDI do PKB wynosił w Indonezji 28,2%, w Malezji 23,2%, a w Singapurze 73,2%. Dla porównania współczynnik ten w krajach rozwijających się wynosił średnio 13,9%, a w krajach rozwiniętych - 6,2%.

W latach 70. w Ameryce Łacińskiej rządy preferowały zagranicznych inwestorów, którzy mogli wnieść technologię i kapitał, niezbędne do wybudowania gałęzi przemysłu wymagających wysokich nakładów.

W Chinach w latach 90. z powodów politycznych rząd represjonował krajowy sektor prywatny. Możliwości przedsiębiorców w Państwie Środka kończyły się, zbyt mało było prywatnych inicjatyw. To zmusiło władze do zaimportowania FDI, aby zmniejszyć te braki. Według Huanga, spostrzeżenia te podważają powszechną opinię, że Chiny są doskonałym przykładem sukcesu gospodarczego. Chińskie wsparcie dla niewydolnych państwowych przedsiębiorstw zniwelowała konkurencyjność najprężniejszych krajowych firm prywatnych.

Na podstawie Knowledge@Wharton "Do governments favor foreign firms over domestic ones?"


Zobacz również