Filmowe rekordy

Obecnie coraz częściej jesteśmy mamieni i usilnie przekonywani, że mamy szansę obejrzeć arcydzieło - najdroższy, największy, najwspanialszy, po prostu niesamowity film. Najczęściej wszystko widać od razu na trailerze.

Obecnie coraz częściej jesteśmy mamieni i usilnie przekonywani, że mamy szansę obejrzeć arcydzieło - najdroższy, największy, najwspanialszy, po prostu niesamowity film. Najczęściej wszystko widać od razu na trailerze.

Wyjątkowość przejawia się w nakładach finansowych, użytych efektach specjalnych, nowoczesności produkcji, liczbach. Strategia marketingowa sprowadza się, ujmując to w najprostszych słowach, do sloganu: "Musisz to zobaczyć, tego jeszcze nie było". Zabieg łączenia statystyki z reklamą jest prawie równie stary, jak samo kino. Już w 1912 roku indyjski obraz "Raja Harischandra" był opisywany jako 57 tys. fotografii w filmie o długości dwóch mil. Chińska produkcja z 1931 roku "Niebo czyste po deszczu" to 997 rozmów, w których padło 6935 zdań. Ale czy to liczby odwzorowują to, co było i jest w kinie rzeczywiście "naj" i czy film może obyć się bez bicia kolejnych rekordów?

To krótkie "naj"

Ciekawostki

Najwięcej przekleństw w kreskówce, bo 399, padło w filmie "Miasteczko South Park".

Najbardziej dochodową serią z wynikiem 3,2 miliarda USD, są przygody superagenta Jamesa Bonda.

Najwięcej filmów pełnometrażowych produkują Indie.

W ciągu 1990 roku powstało ich 948.

Najczęściej pokazującą się postacią w horrorach jest Drakula, z dorobkiem 161 filmów.

Najwięcej, 1700 efektów specjalnych, wykorzystano w "Miasteczku Pleasantville".

Największym studiem filmowym jest Universal, który zajmuje 420 akrów.

Najlepiej sprzedająca się muzyka filmowa pochodzi z "Gorączki sobotniej nocy", kupiono ponad 30 milionów albumów.

W dużej mierze tak się dzieje. O "Lekarstwie na bezsenność" Timmisa IV z 1987 roku, które jest 85-godzinną recytacją poematu L. D. Grobama, nie potrafię powiedzieć nic więcej poza tym, że przeszło do historii jako najdłuższy film. Być może jest również najnudniejszym, najgłębszym albo najambitniejszym obrazem dekady? Innym czasowym rekordzistą jest trwająca cztery godziny i trzy minuty "Kleopatra" z 1963 roku. To najdłuższy film dystrybuowany w Stanach Zjednoczonych i jak na owe czasy najdroższy. Co z tego wynika? Zanim odpowiem na to pytanie, przejdźmy na chwilę do "Un Fatto Di Sangue Nel Commune Di Sculiana Fra Due Uomini Per Causa Di Una Vedova Si Sospetano Moventi Politici. Amore-Morte-Shimmy. Lugano Belle. Taralucci Č Vino". Łatwo się domyśleć, że to najdłuższy tytuł. W Ameryce jednak został ograniczony do dwóch słów "Blood Feude". Można w tym wypadku zarzucić cynizm dystrybutorom, ale czy wyobrażasz sobie plakat do tego filmu? Duży, gęsto zapisany billboard. Nieważne, że gra w nim zarówno Sophia Loren, jak i Marcello Mastroianni. Ich nazwiska zniknęłyby w liczbie słów. Tym razem mieliśmy zadanie proste. Policzenie słów nie sprawia problemu. Gorzej rzecz się ma ze wspaniałym wynikiem "Gandhiego" Sir Richarda Attenborougha. W scenie pogrzebu bierze udział jakoby 300 000 statystów. Jak ich policzyć? A może nie ma takiej potrzeby, może to jedynie zwykła ciekawostka bez głębszego sensu. Czy to są rekordy, których szukaliśmy? Spróbujmy odwołać się do innych kryteriów.

Kasowość

Liczba widzów, wpływy, ilość kopii, cena biletów - to podstawowe parametry opisu rynku filmowego, ukrywające się pod nazwą box office. Jest to zarazem ranking popularności tytułu tydzień po tygodniu. Box office daje nam szansę spojrzenia na kino od strony merkantylnej. Największym przebojem ostatnich lat jest "Titanic", który - zanim zatonął - ustanowił kilka rekordów. Kosztował 200 milionów USD i jest najdroższym obecnie filmem. Z wynikiem ponad 600 milionów USD zakończył swój rejs po Stanach Zjednoczonych, a poza nimi zarobił 1 234 600 000 USD. "Titanic" przekroczył jako jedyny film w skali światowej granicę miliarda. Powoli z gmatwaniny liczb wyłania nam się faworyt publiczności masowej. Dla porównania drugie w rankingu "Gwiezdne wojny: Mroczne Widmo" dobiły do poziomu 923 mln USD w ogólnoświatowym box office, a tuż za nimi uplasował się dawny lider klasyfikacji "Park Jurajski" z 919 mln USD. Moglibyśmy się ograniczyć do tych trzech filmów i stwierdzić, że poznaliśmy najlepsze filmy w historii, a może największe albo najmodniejsze? Z pewnością wielkie, zrobione przez wielkich reżyserów, wielkich producentów, o wielkich nakładach finansowych. Moc środków nie jest jednak receptą na dobry film. ""Wyspa Piratów", która kosztowała bagatelka 100 mln USD, wliczając w to wszelkie koszty marketingowe, przyniosła jedynie 89 mln USD. Tym samym przeszła do historii jako strata stulecia. Największy zysk, liczony jako stosunek nakładów do zysków osiągnął "Blair Witch Project". Wyniósł on 1 do 10 931.


Zobacz również