Final Fantasy VII

Kiedy gra Final Fantasy VII ukazała się na PlayStation, napaleni konsolowcy na całym świecie, na łeb na szyję popędzili do sklepów wykupując miliony egzemplarzy gry. Do dziś FF VII stała się grą kultową dla posiadaczy PSX'ów. Po takim sukcesie konwersja tego hitu na PeCety musiała być tylko kwestią czasu.

Kiedy gra Final Fantasy VII ukazała się na PlayStation, napaleni konsolowcy na całym świecie, na łeb na szyję popędzili do sklepów wykupując miliony egzemplarzy gry. Do dziś FF VII stała się grą kultową dla posiadaczy PSX'ów. Po takim sukcesie konwersja tego hitu na PeCety musiała być tylko kwestią czasu. Na współpracę z twórcami, firmą Square soft., zdecydował się Eidos Interactive i jak widać po ponad roku naszych wyczekiwań, atakuje z iście z morderczą siłą. Gdy tylko dostałem w swoje chciwe łapska FF VII, odpaliłem ją na moim złomie (tak to prawda, P133 to dziś złom) i odleciałem w zupełnie inny, cudowny świat. Tylko nadludzka siła (nie ważne skąd i jaka) zdołała mnie oderwać od grania i zmusiła do napisania tej recenzji. Zatem bez większych ceregieli przejdźmy do rzeczy.

Grafika - jest naprawdę świetna, co wcale nie znaczy doskonała. Postacie są zrobiono bardzo dobrze, kuleje tylko trochę grafika lokacji (graficy z Square soft powinni jeszcze je trochę dopieścić). Co najważniejsze do tej gry akcelerator jest prawie niepotrzebny (wyjątek za chwilę), jeśli masz przynajmniej 2 MB (uruchomcie na gorszej - seppuku murowane) na swojej kartce możesz spokojnie obejść się bez 3DFX'a i takich tam dupereli. Wprawdzie FF VII obsługuje technologię Voodoo lecz podczas gry się tego nie zauważa. Dopalane są tylko postacie i interaktywne obiekty. Dopiero w czasie walki ukazuje się pełna magia chipsetu Voodoo. Lighting bolty, płomienie, półprzeźroczyste fale uderzeniowe, i najprzeróżniejsze efekty świetlne to po prostu bajka, której nie sposób przeoczyć. Co do strony dźwiękowej gry również nie mam zastrzeżeń, poza jednym - muzyka w Midi. Jeżeli nie posiadasz 32-bitowej karty dźwiękowej to będziesz cierpiał nieco bardziej od pozostałych:) Możesz co prawda zainstalować załączony specjalny sterownik Yamahy, ale efekt i tak będzie o wiele gorszy np. od Sound Blastera 64. W sumie strona muzyczna gry jest najsłabszą w FF VII (co wcale nie znaczy, że złą).

Oprócz muzyki i grafiki FF VII urzekła mnie wielkość. Zawartość tej gry, upchanej na trzech kompaktach można by porównać z ilością treści 12-tomowej encyklopedii PWN. Są w niej pojedynki, wzniosłe uczucia, tysiące stron tekstu, bohaterskie wyzwania i nagłe zwroty akcji. Historia w grze wybija się ponad inne elementy gry. Każda postać ma swoją historię życia, tajemnicę i marzenia, żadna z nich nie jest tak do końca ani dobra ani zła (nawet Sephiroth). Świat w grze jest kosmiczny, w FF porozrzucane są miasta i inne ciekawe miejsca, w których są masy uliczek, domów i sklepów i salonów rozrywki. Każdy z tych budynków można odwiedzić, z każdym przechodniem czy domownikiem można porozmawiać i dowiedzieć się wiele pożytecznych i ciekawych rzeczy. Są dziesiątki sub-quest'ów, w których udział wcale nie jest konieczny do ukończenia gry, ale pozwala na rozwój postaci i co najlepsze urozmaica przygodę.

Jak wiemy gry z Kraju Kwitnącej Wiśni obfitują w ciekawe pojedynki. Tak jest i w przypadku Final Fantasy VII. Walka to stały element tej gry. Potyczki zazwyczaj zdarzają się niespodziewanie, po prostu, gdy napotkasz grupę nieprzyjaciół gra automatycznie przeskakuję w tryb walki. Oczywiście nie zawsze atak następuje znienacka, czasem gdy musisz dotrzeć do jakiegoś celu, nie ma wyjścia trzeba skopać tyłek jakiemuś większemu typkowi. Jednak większość przeciwników to amatorszczyzna. Trzeba przyznać, że w świecie FF można napotkać wiele rodzajów przeciwników (chociaż niektórzy wyglądają co najmniej idiotycznie). Jedni walczą wręcz inni strzelają, a jeszcze innymi używają magii. Nawet najsilniejsi przeciwnicy mają jednak słabe punkty (pamiętaj o tym!!). Wraz z rozwojem akcji rozwijają się również postacie. Dzięki temu bohaterowie uczą się coraz to nowszych technik walki, nowych zaklęć i Limit Break'ów (Limit Break to cios specjalny który bohater może wykonać po wypełnieniu się paska Limit). W świecie Final Fantasy moc znana jest adeptom sztuki magicznej jako Materia, która ma postać kolorowych kuleczek (trochę głupio brzmi, nie?), które można łączyć w tysiące kombinacji. Jeśli chodzi o uzbrojenie, to również nie mamy powodów do narzekań.

I jeszcze trochę o wyglądzie postaci. Jak przystało na grę z Japonii króluje manga. Podczas przemierzania lokacji jest to oczywiście wielkooka grafika mangowa w wersji deformed (czyli duże głowy, małe tułowia) co wywołuje w graczu (kochającemu mangę:) ciepłe uczucia. W czasie walki są to już w pełni dojrzałe osoby, odpowiednio zbudowane (zwróćcie uwagę na Barreta - 2 na 2 m, a jego buty to chyba 70'tki).

Jak już mówiłem we wstępie firma Eidos trafia w dziesiątkę, decydując się na współpracę z Square soft. przy konwersji FF VII na pecety. Ta gra oszałamia jakością wykonania i, przede wszystkim, grywalnością jakiej może jej pozazdrościć nawet Quake 2. Człowiek przyglądający się z boku może powiedzieć "co ty w tym właściwie widzisz...", ale gdy sam zasiądzie do Final Fantasy VII możecie nie dzwonić, nie pisać kartek i nie odwiedzać go przez jakiś miesiąc.


Zobacz również