First to Fight - Marines walczą w Libanie

Tandem stojący za Close Combat: First To Fight - Destineer Studios i Atomic Games, doskonale wstrzelili się w nastroje panujące dzisiaj na Bliskim Wschodzie. Akcja gry ma miejsce w Libanie w roku 2006. Cała okolica aż wrze od niepokoju. Wielu chwyciło za oręż, a niektórzy nawet zorganizowali się w zbrojne grupy. Państwo z cedrem w herbie, niegdyś piękne i dobrze prosperujące, dzisiaj jest beczką prochu. Rozrywane wewnętrznymi konfliktami na tle religijnym, stanowi łakomy kąsek dla pragnących większych wpływów, państw ościennych. Wcielając się w dowódcę czteroosobowego oddziału amerykańskich Marines, będziesz musiał osobiście uczestniczyć w tym piekiełku.

First to Fight

First to Fight

First To Fight w swojej formie zdecydowanie odchodzi od kanonu reprezentowanego przez dotychczasowe pozycje opatrzone nazwą Close Combat. Fani tej należącej do gatunku gier strategicznych i liczącej sobie pięć części serii, musieli się niesamowicie zdziwić, gdyż kolejna odsłona CC to taktyczny first person shooter.

Na dodatek, jak wyżej wspomniałem, fabuła gry, w przeciwieństwie do poprzedniczek, nie jest umieszczona w realiach drugiej wojny światowej. Tym razem od grającego wymaga się o wiele więcej zdolności manualnych, niż poprzednio. Szczęśliwie rozgrywka nie polega tylko i wyłącznie na niczym nie skrępowanej wyrzynce.

Pierwsi do walki

Jako lider teamu komandosów masz dość dużą swobodę działania, lecz bezmyślne szarże do przodu szybko kończą się śmiercią. Pozostali członkowie drużyny, będąc jednymi z najlepiej na świecie wyszkolonych żołnierzy, nie dość że całkiem dobrze sobie radzą zostawieni sami sobie, to jeszcze potrafią stosować różne manewry taktyczne. Podstawowy z nich, to sposób w jaki oddział się porusza.

Otóż marines podążając przez nieprzyjazne terytorium osłaniają się nawzajem. Polega to na tym, że teoretycznie w każdej chwili są w stanie pokryć ogniem kąt trzystu sześćdziesięciu stopni. Tym samym, z której strony by nie nadchodzili wrogowie, powinni zostać poczęstowani dużą dawką ołowiu. W praktyce nie wygląda to aż tak różowo, aczkolwiek istnieje duża szansa, iż po krótkim okrzyku sygnalizującym zbliżanie się oponentów i huku wystrzałów, usłyszysz przedśmiertne jęki adwersarza i łoskot padającego ciała.

First to Fight

First to Fight

Szkolenie w najlepszych akademiach wojskowych na naszej planecie zaowocowało również innymi umiejętnościami zespołowymi. Możesz wydać rozkaz ognia zaporowego. W tym celu należy wskazać stronę w którą komandosi mają strzelać i przy pomocy dość poręcznego menu nakazać wykonanie komendy. Ci z twoich kompanów, którzy są w stanie zauważyć cel, natychmiast otworzą ogień, a potem zameldują wykonanie zadania.

Przejmowanie pomieszczeń odbywa się w sposób podobny do tego, w jaki się to robi w grach z serii Rainbow Six. Po wskazaniu na drzwi zmienia się kolor kursora, po czym przy pomocy tego samego menu wydajesz polecenie ataku, bądź to frontalnego z zaskoczenia, bądź poprzedzonego prewencyjnym rzutem granatem. Są to bardzo efektywne, a także efektowne, metody na posuwanie się do przodu z jednoczesnym ograniczeniem do minimum strat własnych.

To nie Rambo

First to Fight

First to Fight

Chociaż czterej komandosi są niemałą siłą, to trafisz na momenty w których będziesz musiał prosić o pomoc. Jako że amerykańska armia jest bardzo dobrze zorganizowana, to możesz liczyć na silne wsparcie z zewnątrz. W przypadku napotkania na swojej drodze masywnej i licznie obsadzonej barykady ulicznej, pomoże ostrzał moździerzowy. Gdy trafisz na opancerzony pojazd, jak znalazł przydadzą się stacjonujące nieopodal śmigłowce.

Wzywanie pomocy wygląda realistycznie, gdyż po koniecznej wymianie informacji umożliwiającej namierzenie celu, należy jakiś czas zaczekać na uderzenie artyleryjskie albo atak lotniczy. W takich chwilach nieprzyjaciel nie próżnuje i potrafi być naprawdę gorąco. Niebywale pomagają także stacjonarne karabiny maszynowe, za sterami których możesz stanąć osobiście lub oddelegować do ich obsługi kogoś z zespołu.


Zobacz również