Full Spectrum Warrior

Ten wojskowy symulator walki w mieście został uproszczony i oddany do cywila

Ten wojskowy symulator walki w mieście został uproszczony i oddany do cywila

Pośród taktycznych gier akcji brakuje tytułu, który dobrze symulowałby walkę w mieście. Jej elementy pojawiły się co prawda w Delta Force: Black Hawk Down czy Rainbow Six, ale dopiero Full Spectrum Warrior uczynił uliczne zmagania esencją rozgrywki. Tym razem nie sterujesz pojedynczym żołnierzem, lecz całą grupą. Nie będziesz też osobiście naciskał na spust, tylko wydawał rozkazy.

W szeregu zbiórka!

Witajcie w centrum szkolenia, żołnierzu! Trening przygotuje cię do prawdziwej walki prawdziwą amunicją z prawdziwym wrogiem. Podstawowa rzecz to sposób poruszania się po polu walki. Żelazna zasada mówi: kiedy jedna drużyna zmienia pozycję, druga ją osłania. Żołnierz, który nie znajduje się za osłoną, jest martwy! Za czym się chować? Za czym się da! Narożniki budynków, skrzynie, wraki samochodów, worki z piaskiem, sofy - wszystko to posłuży za osłonę przed ogniem. Pamiętaj jednak, że o ile ściana jest zaporą dość solidną, to drewniana skrzynia rozpada się szybko. I oby cię tam już wtedy nie było.

Przejdźmy jednak do taktyk ofensywnych. Wyeliminowanie wroga, który schronił się za przeszkodą, nie jest łatwe. Gdy osłonięty wróg naigrywa się z twego ostrzału, rzucasz mu granat lub stosujesz manewr okrążający. Jedna drużyna związuje przeciwnika ogniem, a druga w tym czasie zachodzi go z boku lub od tyłu.

Rozgrywka jest podzielona na misje. W każdej masz do wykonania kilka zadań, takich jak dotarcie do rannych żołnierzy czy zlikwidowanie wrogiego przyczółku.

Rambo nie istnieje

Twój dowódca to kawał sukinkota. Ale za coś dostał te gwiazdki

Twój dowódca to kawał sukinkota. Ale za coś dostał te gwiazdki

Twórcy musieli mocno przyłożyć się do odtworzenia realnych warunków, jakie panują na miejskim polu walki. Wszak pierwszym odbiorcą gry byli żołnierze (patrz ramka: Do cywila), którzy przynajmniej na ćwiczeniach uczyli się zasad działania w terenach zurbanizowanych.

Na potrzeby cywili Pandemic Studios złagodziło trochę realizm rozgrywki. Wyeliminowano między innymi rykoszety, które w rzeczywistości znacznie utrudniają życie wojaków. Inne ułatwienia to pocisk z granatnika M203 lecący jak z wyrzutni rakietowej, a nie po łuku. Takich zmian jest jeszcze kilka, jednak szczęśliwie rdzeń rozgrywki został nietknięty.

Kapitanie strzelają!

GPS służy jako mapa i loklalizator wroga.

GPS służy jako mapa i loklalizator wroga.

Gra ma również otoczkę fabularną, w której historia miesza się z fikcją. Akcja toczy się w Zekistanie - państwie leżącym pomiędzy Chinami, Indiami i Afganistanem. Amerykańscy żołnierze w ramach sił NATO wkraczają do Zekistanu, by obalić mudżahedińskiego dyktatora. Fanatyk bezlitośnie eksterminuje miejscową ludności i udziela schronienia Talibom oraz irakijskim wojownikom wiernym Saddamowi.

Sceny jak z CNN

Gra rozpoczyna się w momencie wkroczenia amerykańskiego konwoju do zrujnowanego miasta. Wśród chłopaków panuje luźna atmosfera, wszyscy rozmawiają i żartują. Nagle zaczyna się piekło. W stronę konwoju leci kilka rakiet, a zza budynków wybiegają bojownicy. To wojna!

Każdy żołnierz jest zidentyfikowany z imienia i nazwiska

Każdy żołnierz jest zidentyfikowany z imienia i nazwiska

Pierwsze wrażenie jest oszałamiające. Klimatyczna muzyka cały czas trzyma w napięciu, które potęgują realistyczne odgłosy pola bitwy. Pociski świszczą koło głowy, a przerażeni żołnierze klną i krzyczą. Słychać też arabskie nawoływania. Grając, odruchowo przychylasz się nad klawiaturą, uważając by przypadkiem nie trafiła cię jakaś zbłąkana kula.

Otoczenie jest bardzo szczegółowe i wydaje się żyć własnym życiem. Nad głowami przelatują stada ptaków, a po ulicach kręcą się zbłąkani mieszkańcy, których wojna pozbawiła dachu nad głową. Zarówno modele, jak i animacje postaci stoją na bardzo wysokim poziomie. Na uwagę zasługuje też mimika twarzy - jedna z lepszych, jakie pojawiły się w grach. Całe to piękno pryska jednak nieuchronnie, gdy modele żołnierzy przenikają się wzajemnie. Nieco komicznie wygląda również krycie się za murem. Gdy oddział podchodzi do rogu budynku skrajny żołnierz wystawia nogę i kawałek karabinu. Tylko ślepiec by go nie spostrzegł, mimo to według komputera jest niewidoczny. Wspomniane błędy nie przeszkadzają w rozgrywce, ale psują pierwsze wrażenie.

Komando (Ć)Foki

Oddział , którym dowodzisz, zawsze składa się z czterech żołnieży.

Oddział , którym dowodzisz, zawsze składa się z czterech żołnieży.

W miarę upływu czasu spędzonego przy grze to pierwsze wrażenie dewaluuje się coraz bardziej. Na wierzch zaczyna wychodzić coraz więcej denerwujących błędów. Zdarza się, że ośmioosobowa drużyna nie jest w stanie wyjąć jednego przeciwnika, ewidentnie wystającego zza przeszkody. Dzieje się tak, ponieważ gra uznaje jego pozycję za osłoniętą.

Doprowadza to do paradoksalnych sytuacji, w których wszyscy są schowani i strzelają do siebie tracąc bezskutecznie amunicję. Takiego błędu nie sposób wybaczyć grze aspirującej do miana ultrarealistycznego symulatora pola walki. Denerwująca jest również liniowość gry. Z punktu A do punktu B wiedzie jedna, góra dwie drogi. Do tego pewne sektory miasta są dla ciebie całkowicie zamknięte, do czasu, aż wykonasz określone zadanie. Jest to co najmniej dziwne podejście w sytuacji, gdy wszyscy dążą do tego, aby gry były jak najmniej liniowe.

Inteligencja przeciwnika jak i twoich żołdaków pozostawia wiele do życzenia. Przykład? Team A skradał się, by zaskoczyć przeciwnika zaabsorbowanego walką z teamem B. Moi żołnierze przeszli pięć metrów od wroga. Żadna ze stron nie zauważyła przeciwnika. Dopiero gdy oddział zatrzymał się i odwrócił w kierunku terrorystów, mogłem wydać rozkaz strzału. Innym razem terrorysta wyszedł zza rogu i nieprzytomnym wzrokiem omiótł całą moją bandę. Ci zbaranieli i pozwolili drabowi spokojnie pójść dalej.

Pułkowniku przeczesaliśmy całe miasto, ale McDonalda ani śladu

Pułkowniku przeczesaliśmy całe miasto, ale McDonalda ani śladu

Z drobniejszych acz uciążliwych niedoróbek wskazać należy brak możliwości uzupełnienia zapasu granatów. Amunicji masz w ciężarówce pod dostatkiem, a granatów ani sztuki.

Podobnych błędów jest jeszcze kilka i są one na tyle uciążliwe, że niejednokrotnie stają się przyczyną niepowodzenia zadania.

Odwrót!

Gra ma ogromny potencjał, ale liczne błędy i nadmierne uproszczenia odbierają sporo przyjemności z rozgrywki. Częściowym usprawiedliwieniem jest fakt, że to pierwsza tego typu gra na rynku. Wysoki poziom trudności prawdopodobnie odstraszy nowicjuszy, ale prawdziwi wielbiciele współczesnego pola bitwy z pewnością spędzą przy Full Spectrum Warrior sporo czasu.

M*O*U*T

Armia USA stworzyła do celów szkoleniowych specjalne ośrodki, zwane MOUT (Military Operations on Urbanized Terrain). Na terenie takiego poligonu znajdują się domy, ulice, tunele itp. Wszystko to po to, aby żołnierze Stanów Zjednoczonych mieli gdzie ćwiczyć walkę w mieście.

Do cywila

Ciekawe okoliczności towarzyszyły powstaniu samej gry. Otóż dowództwo armii amerykańskiej zauważyło, że żołnierze w wolnym czasie chętnie grają na konsolach. Sprytni generałowie postanowili zatem połączyć przyjemne z pożytecznym i polecili stworzyć taktyczną grę wojenną, która uczyłaby odpowiednich zachowań podczas walk w mieście. Projekt okazał się sukcesem - gra przypadła amerykańskim chłopcom do gustu. Wtedy ktoś wpadł na pomysł, że skoro podobała się żołnierzom,to pewnie znajdzie uznanie również w oczach graczy.

Pandemic Studios niezwłocznie przystąpiło zatem do przerabiania gry do cywilnych standardów.


Zobacz również