Futurolog z BT: Byt sztucznej inteligencji zdobędzie nagrodę Nobla w 2020 roku

Można się z nim nie zgadzać. Można nawet nie wierzyć w to, co mówi. Jednak Ian Pearson, piastujący stanowisko futurologa w British Telecom od 1991 roku, ufa swoim teoriom. Jego zadaniem jest wyobrazić sobie, dokąd nas doprowadzą dzisiejsze technologie. Sztuczna inteligencja, modyfikacje genetyczne, inteligentne wirusy, urojone cywilizacje i Second Life 10.0, jak również dość przerażające scenariusze z robotami w roli głównej to rzeczywiste możliwości, z którymi być może przyjdzie się nam zmierzyć. W wywiadzie, przeprowadzonym przez Petera Moona z IDG Now, Pearson mówi o swojej pracy, tłumaczy, dlaczego uważa, że nie zrozumiemy inteligentnych maszyn, gdy już się pojawią i ostrzega przed poważnymi etycznymi dylematami, którym nasza technologiczna cywilizacja prędzej czy później będzie musiała stawić czoła.

Ian Pearson

Ian Pearson

Po co BT futurolog?

Można by użyć także terminu futurysty. To całkiem międzynarodowe określenie. Futurolog jest bardziej brytyjski, ale wszyscy inni używają terminu futurysta. W BT porównujemy działalność futurologa do prowadzenia samochodu we mgle. Przez szybę samochodu nic nie widać wyraźnie, trzeba skupiać się na każdej przeszkodzie. Czasem źle się zinterpretuje jakiś niewyraźny odległy kształt, ale niewiele osób zdecydowałoby się jechać we mgle nie patrząc w ogóle przez okno. Niewyraźny obraz jest lepszy od żadnego. Tak samo rzeczy stoją w biznesie i dlatego BT mnie zatrudnia.

Polecamy: Sztuczna inteligencja: przełomowe rozwiązania

Im dalej można spojrzeć w przyszłość, tym lepiej można planować. To użyteczna funkcja, ale BT nie miało przede mną futurologa. Przed moim przyjściem ludzie myśleli o tym, co stanie się niebawem, a nie w dalszej przyszłości. W BT zostałem zatrudniony w 1985 roku, ale pełnoetatowym futurologiem zostałem dopiero w 1991.

Royal Dutch Shell ma słynny zespół badawczy planowania scenariuszy rozwoju. Czy pracujesz w podobny sposób?

Pracujemy inaczej. O ile wiem, Shell po prostu wynalazł pole futurologii korporacyjnej. Ale to, co robią właściwie nazywa się planowaniem scenariuszy i określaniem różnych przyszłych możliwości. W BT od czasu do czasu planujemy scenariusze w podobny sposób i z różnych przyczyn, ale osobiście nie sądzę, żeby to się sprawdzało przy określaniu kształtu przyszłości.

Możemy porównywać różne scenariusze, ale kiedy myśli się o przyszłości w dziedzinie tak wysoko wyspecjalizowanej, jak przedsiębiorstwa telekomunikacyjne, można łatwo dojść do tego, jak ta przyszłość będzie wyglądać, bez zbędnego planowania scenariuszy. Tak więc wydaje mi się, że lepiej jest podejmować próby przewidywania tego, co się zdarzy, niż układać listę różnych możliwości.

Co pomaga Panu w takim razie przewidywać technologiczną przyszłość?

Dużo czytam. Staram się zawsze trzymać rękę na pulsie. Czytam czasopisma biznesowe i opiniotwórcze, a także periodyki dotyczące technologii i przeglądam strony internetowe, żeby mieć zawsze aktualne wiadomości. I spędzam dużo czasu słuchając innych, żeby dowiedzieć się, co myślą o tym, co może się wydarzyć w ich polach zainteresowań. Czytanie i rozmowy pochłaniają dużo czasu. Oprócz tego dużo czasu spędzam wyobrażając sobie, zastanawiając się nad różnymi interakcjami, aż wreszcie pojawia się wizja przyszłości. Kiedy omawiam ją z innymi, często się kłócimy, to jasne. Na przykład ktoś może określić moje wnioski jako głupie, a wtedy ja decyduję czy je jeszcze raz przemyśleć. I tak dzielenie się moją wizją z kolegami pozwala mi udoskonalać moje pomysły i dojść do lepszych wniosków.

Dziesięć lat temu, w maju 1997 roku, Deep Blue wygrał turniej szachowy z G. Kasparowem. Czy uważasz, jak wtedy Kasparow, że było to pierwsze objawienie nowego rodzaju inteligencji?

Tak, to świetny przykład na to, co można osiągnąć za pomocą inteligencji opartej na technologii komputerowej. Okazało się, że taka inteligencja nie musi wcale działać tak, jak ludzka, by osiągnąć te same cele. Deep Blue nie działał jak człowiek. Wykonywał ogromną ilość obliczeń. Ale był maszyną pozbawioną świadomości. Był po prostu tępą maszyną, nie zdającą sobie sprawy z własnego istnienia. Tylko przetwarzał liczby, by rozwiązać problemy, nad którymi głowił się jeden z najdoskonalszych umysłów ludzkich.

Był to jednak moment przełomowy. Myślę, że szczególnie przełomowy dla samego procesu myślowego. Wielu z nas zdało sobie sprawę, że nie trzeba dokładnie badać fizjologii działania mózgu, aby rozwiązywać problemy wymagające inteligencji; rozwiązanie takich problemów można powierzyć wielu komputerom, a nie jednemu wielkiemu komputerowi, obdarzonemu świadomością istnienia.

Niemniej jednak, myślę, że kwestia produkcji maszyn obdarzonych świadomością czy samoświadomością jest wciąż aktualna. Jak sądzę, takie maszyny wyprodukujemy między 2015 a 2020 rokiem. Ale nie będą one podobne do nas. Będą świadome i myślące podobnie jak my, ale będą działać zupełnie inaczej. Będą jak istoty pozaziemskie. Będą myśleć inaczej niż my, ale jednak będą myśleć. Nie muszą wyglądać jak my, żeby myśleć tak samo.


Zobacz również