Gdzie na studia IT?

Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta, i to nie z powodu braku możliwości, lecz raczej z ich nadmiaru. A media też nie przyczyniają się do ułatwienia wyboru przyszłemu studentowi.

Wbrew pozorom, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta, i to nie z powodu braku możliwości, lecz raczej z ich nadmiaru. A media też nie przyczyniają się do ułatwienia wyboru przyszłemu studentowi.

Co wynika z rankingów?

Co wynika z rankingów?

Od lat przed maturami i tuż po nich zawarty w tytule dylemat stawał się dla wielu coraz bardziej istotny. Między innymi dlatego i w naszym tygodniku "Computerworld" (16/2002) ukazał specjalny dodatek (Campus Edition) pt. "Studia informatyczne 2002".

Na podjęcie decyzji, gdzie studiować informatykę, większość przyszłych studentów miała sporo czasu. Było też sporo źródeł wiedzy, m.in. w formie informatorów, akcji promocyjnych czy za pośrednictwem Internetu. W prasie co rusz analizowano ten temat, tyle że przeważnie bez jednoznacznych wniosków końcowych dotyczących tytułowego "gdzie?"

Z kolei w tygodnikach "Wprost" (20/2002), "Polityka" (16/2002) i "Newsweek" (12/2002) pojawiły dość obszerne rankingi, ale one też - nie negując ich merytorycznej wartości - nie doprowadzają do konkluzji umożliwiającej odpowiedź na to ważne dla przyszłych informatyków pytanie. Dlaczego nie doprowadzają?

Bo gdy się głębiej zastanowić, takich "konkretów" nikt odpowiedzialny nie tylko nie jest w stanie opublikować - bez narażenia się na śmieszność i zarzut ignoranctwa - ale nawet sformułować. To temat na dobrą pracę magisterską, tylko nie wiem, czy... przydatną! Nie mam w tym miejscu na myśli braku ludzi, którzy mogliby ją napisać, lecz to, że zebranie wiarygodnych informacji, ich zaanalizowanie w celu ujednolicenia "formatu danych", a następnie przedstawienie w postaci syntetycznych i jednoznacznych wniosków zabrałoby pewnie jeden lub nawet dwa semestry. Tymczasem oferty szeroko rozumianych studiów informatycznych zmieniają się w podobnym tempie, więc taka "magisterka" zapewne już podczas obrony nie byłaby wystarczająco aktualna.

Wracając do rankingów - są z pewnością głębokim źródłem wiedzy, ale raczej dobrym materiałem na raport GUS-u, niż klarowną pomocą dla maturzysty z tytułowym dylematem w głowie. Zastosowano w nich bowiem różne kryteria. Z jednej strony, to dobrze, bo mamy szerszy i bardziej obiektywny obraz, z drugiej - gorzej, bo nie ma możliwości porównania wyników końcowych, weryfikacji danych cząstkowych (m.in. wskaźników i użytych kryteriów), a waga czynników składających się na ocenę końcową też jest różna.

Ranking "Newsweeka", oparty na wynikach ankiet uzupełnionych opiniami firm doradztwa personalnego, byłby bardzo atrakcyjny i przydatny, gdyby nie mała liczność próby (308 odpowiedzi). Daje wprawdzie pogląd ogólny, ale na tej podstawie trudno wyodrębnić jednoznaczne tendencje. Okazuje się na przykład, że w żadnej z ankietowanych firm nie ma ani jednego dyrektora absolwenta 9 na 20 (tj. z 45 procent) ocenianych politechnik i uczelni technicznych. W wypadku wydziałów technicznych (informatyki i kierunków pokrewnych: automatyki, robotyki, elektroniki, telekomunikacji) to już w ogóle dramat! Żaden z dyrektorów nie jest absolwentem aż 14 z 17 (tj. z 82 procent) uczelni w całym rankingu, a nawet w wypadku niższych tzw. stanowisk kierowniczych - jest to aż 6 z 17 (tj. z 35 procent)!

Czyżby więc: "Informatyku! Zapomnij o władzy?". Niezupełnie, bo z kolei, jeśli dyrektor w ankietowanych firmach już był absolwentem wyższej szkoły technicznej, to w niemal 90 procentach wydziału informatyki i kierunków pokrewnych... ale tylko z dwóch (!) głównych uczelni. Więc jak to jest? Nie wiem, bo z kolei ta sama szkoła w jednym rankingu zajmuje dziesiąte miejsce, a w innym jest dopiero dwudziesta druga. Popatrzmy zresztą na tabelę.

Najprostszy wniosek: studiujmy to, co chcemy, tam, gdzie chcemy, i bądźmy najlepsi!


Zobacz również